Ostatnio okazało się, że kilka osób, które znam, szuka pracy. Szuka i z każdym przeczytanym anonsem popada w coraz większe zdumienie, coraz większe zakłopotanie i ma coraz większe wrażenie, że nie pasuje do świata. Przynajmniej do świata kreowanego przez oczekiwania pracodawców. Pomyślałam więc sobie, że napiszę odezwę do tychże. Nie do wszystkich, skąd. Upatrzyłam sobie pewien specyficzny gatunek, który zasługuje na to, by poświęcić mu parę zdań. Och, nie mam złudzeń, to niczego nie zmieni i nic do nich nie dotrze. Czymże jednak jest blog, jak nie pisaniem z potrzeby serca, hę?

List do pracodawców

Zwracam się do was, którzy czekacie niecierpliwie na studentki w wieku nieprzekraczającym 25 lat, które dysponują dziesięcioletnim doświadczeniem i – oczywista oczywistość – są bezdzietne. Zwracam się do was, którzy oczekujecie porywających chęci do pracy za najniższą krajową i dozgonną wdzięczność, że w swojej łaskawości zgodziliście się kogoś zatrudnić. Zwracam się do was, którzy oczekujecie znajomości pięciu języków biegle i trzech wystarczająco do pracy w obuwniczym. Oraz oklasków za umowę zlecenie przedłużaną co trzy miesiące.

Zwracam się do was, którzy z wrzaskiem uciekacie (a wcześniej jeszcze zamykacie drzwi) przed kobietami, które ośmielą się przyznać, że mają dziecko. Boże broń nas przed matkami, amen! Zwracam się do was, którzy na rozmowach kwalifikacyjnych pytacie z durnym uśmieszkiem, czy machną sobie jeszcze jedno z okazji 500+.  Zwracam się do was, którzy w matkach widzicie tylko perspektywę wiecznych zwolnień na dziecko, urlopów macierzyńskich, wychowawczych (Boże, uchowaj!), którzy oczekujecie wiecznej młodości, bezgranicznej dyspozycyjności i nieodpłatnej pracy w godzinach nadliczbowych. Oraz – jakby to ująć? – obowiązków pozazawodowych.

Czy was, do cholery, pogięło? Nie wiecie, co tracicie.

Matka to istota, która w dobie, która jest taka sama dla wszystkich, jest w stanie zmieścić dwa razy tyle obowiązków, a ponieważ obrót Ziemi wokół własnej osi się nie zmienia, należy przyjąć, że znacznie lepiej organizuje sobie czas niż długonogie cud-piękności na studiach. Doceńcie to, to kapitalny dar oganiania rzeczywistości.

Matka to ktoś, dla kogo ważna jest stabilizacja w życiu. Dlatego nie będzie zmieniać pracy co dwa miesiące, bo jej się to zwyczajnie życiowo nie opłaca. Nie zrobi wam numeru, że zwieje zaraz po szkoleniu, bo dostanie super fuchę na drugim końcu planety. Nie wyprowadzi się nagle i natychmiast, bo nie tak prosto zabrać ze sobą dzieci i wszystko, co z nimi związane. Zależy jej na pracy, czy tego nie widzicie?

Wytłumaczcie mi, proszę uprzejmie, urok studentek i innych młodych łań. Kobieta w okolicach czterdziestki ma już za sobą błędy młodości, zdobyła doświadczenie i wie, na czym jej w życiu zależy. Pracowała już tu i ówdzie, wiele się nauczyła. Wie, czego chce od życia, wybrała już swoją drogę. Jak można jej nie docenić?

Wydaje wam się, że kobieta po trzydziestce to już w pół drogi do grobu? Nie domyślacie się nawet, ile posiada w sobie energii. Co ważne – energii ukierunkowanej. Wie, co jest dla nie ważne. Chce pracować i wie, po co to robi. Nie wiecie, co tracicie.

Myślicie, że matka chce tylko dopaść robotę, by chodzić na zwolnienia? Głupcy! Zwolnienia to ostatnie, na co ma ochotę. Myślicie, że takie super jest siedzenie z chorymi dziećmi w domu? Kupa frajdy, mówię wam, z przewagą kupy. Myślicie, że co? Przynosi to L4, podśmiechując się półgębkiem i odchodząc wystawia środkowy palec? Bo tylko na to liczy? Myślicie, że odpieluszkowe zapalenie mózgu wyprasowało jej zwoje na płasko? Debile! Macierzyństwo uczy kreatywności, odnajdywania innych rozwiązań, niestandardowych, bo nie da się szablonowo podejść do życia, kiedy ma się dzieci.

Myślicie, że tylko studentki posiadają możliwość przyswajania wiedzy? Nawet nie wiecie, ile nauczyły się matki. Życie mocno je przeczołgało, macierzyństwo nieźle daje po garach i wywraca system wartości. Nie znajdziecie osób bardziej otwartych na wiedzę. Już dawno zrozumiały, że nic nie jest oczywiste i czarno-białe, rzeczywistość je tego nauczyła. Nie znajdziecie osób bardziej elastycznych i otwartych na zmiany. Macierzyństwo jest jedną wielką przechadzką po polu minowym. Trzeba być gotowym na wszystko.

Ogarnijcie się i zacznijcie naprawdę doceniać kobiety. Kiedy będę mogła stwierdzić, że rzeczywiście coś się zmieniło? Ciśnie mi się na usta, że nie ma na to nadziei, ale rzeczywistość przywołuje mnie do porządku. W końcu jestem matką. Nadzieja mam na drugie.

Ikona bloga z pixabay.com

PS. Gorąco zachęcam, zajrzyjcie tu. I trzymajcie się stołków. Skorpion w rosole.

6 KOMENTARZE

  1. Dzięki, Krusz, za podlinkowanie mojego postu. Pod kolejnym mam już propozycję pracy! 😀
    Kłaniam się z wdzięcznością, może znajdzie się tu choćby jakiś szejk, co? Prowadziłabym mu sekretariat albo dzieci na spacer. Albo firemkę z ropą. Albo tego cadillaca. Albo żonę do krawcowej.

  2. Podpisuję się pod każdym słowem. Sama musiałam zrezygnować z dobrze płatnej pracy w korpo, ponieważ dwójka moich dzieci śmiała chorować, niezbyt często, ale jednak! Nigdy przez 10 lat nie wzięłam sobie prawdziwego chorobowego, każde chorobowe musiałam przekształcić w home-office i nieważne czy byłam w tym czasie chora ja czy któreś z dzieci – swoje i tak musiałam robić. Organizowanie spotkań o 16? A proszę bardzo, mimo to, że pracę oficjalnie kończyliśmy o 16 a o 17 miałam do odebrania 2-kę dzieci z przedszkola i żłobka czynnych do 17-tej na drugim końcu Wrocławia. Można wymieniać w nieskończoność. Musiałam zrezygnować, dla dobra dzieci i dla zdrowia swojej psychiki. Mam żal do takich ludzi. Już nie wspomnę o tym, że na samą myśl o tym iż moje dzieci również dołożą się do ich emerytury, to mnie szlag trafia.

  3. Przedziwne jest to, że ci pracodawcy najczęściej sami mają jakieś rodziny, jakieś dzieci. No i ich samych rodzice też raczej w kapuście nie znaleźli. Niestety atmosfera wokół pracy matek nie zmieni się, dopóki nie zajdzie w nas jako społeczeństwie jakaś generalna zmiana polegająca na tym, że zaakceptujemy fakt, że ludzie dzieci po prostu mają i to nie koniec świata, mogą przy tym pracować, być kreatywni, sumienni i rzetelni. Niedawno moja koleżanka urodziła dziecko w Szwecji i jak posłuchałam, jakie tam mają fajne rozwiązania dla rodziców, to aż mi się łezka w oku zakręciła. Mają i żyją, firmy jakoś funkcjonują, nie słyszałam o masowych bankructwach. Ja, dla odmiany, kilka miesięcy po powrocie z macierzyńskiego poinformowałam pracodawcę o kolejnej ciąży. Mam szczęście, że pracuję na etacie. Obecnie 5 miesiąc, dobrze się czuję, chcę pracować jak najdłużej. Zastanawia mnie tylko, co się stało z tymi dziewczynami, które rodziły przede mną. Wracały na część etatu na rok (zgodnie z prawem kobieta jest wtedy chroniona przed zwolnieniem). Po roku znikały.

  4. Napiszę na razie krótko: powodem chęci zatrudniania studentów nie jest aż taka niechęć do ludzi po studiach czy matek, ale sprawa bardzo prosta: za studentów nie opłaca się składek – żadnych, tylko zaliczkę na podatek. W porównaniu do zleceniobiorcy ze składkami, student(ka) jest o 1/3 tańszy/a, a przy pracowniku na umowę o pracę, nawet o 40%.
    Każdy przedsiębiorca patrzy przede wszystkim na koszty (Krusz, sama miałaś/masz firmę, to wiesz). Ja zakładałam firmę 4 lata temu i też zatrudniałam tylko studentów. Na innych pracowników nie było mnie po prostu stać – do kwoty netto zawsze trzeba dodać składki do kwoty brutto i jeszcze składki pracodawcy.
    Po czterech latach mam 3 pracownice na umowę o pracę, w tym jedną z trójką dzieci. Ale teraz mam na to środki i sama wiem, że dobry pracownik, to ten który nie rozgląda się na rynku pracy – czyli ten, który ma u mnie dobrze. Ale gdyby firma nie przynosiła dochodów dalej zatrudniałabym na zlecenia. Taka smutna rzeczywistość przedsiębiorcy – za wszystko musi płacić, a sam nie dostaje nic (nawet urlopu).

  5. Nie demonizowałabym tak wszystkich pracodawców, bo znam paru (panów po 60 z gromadką wnuków), którzy są naprawdę bardzo tolerancyjni dla matek z dziećmi. A jakoś o takich nikt w internetach nie pisze. Za to koleżanka już dzisiaj na l4 z powodu katarku dziecka, które zaczęło swoją przygodę z żłobkiem 1 września. Więc też szanujmy pieniądze pracodawców, bo im z nieba nie spada, a takich co są szefami korpo i wypoczywają na Bahamach cały rok nie ma aż tak dużo 😉

  6. No prosze, a ja od kilku miesiecy szukam fajnych babeczek do pracy. To gdzie one sie chowają tam intensywnie szukając tej pracy? Dodam, że otworzyłam firmę jak synek miał 18 mscy. Jako pracodawca, jak slyszę,że ktos kilka miesięcy szuak pracy to, wybaczcie, ale chc mi się śmiać