O dzięki wam, niebiosa, za etap lat siedmiu! Wciśnięty między wybuchowego sześciolatka a wyszczekanego (i nadal wybuchowego) ośmiolatka jest jak delikatna nadmorska bryza, która nie zacznie nagle napindalać deszczem. Jest jak oaza na pustyni, do której dojeżdżasz i okazuje się, że to rzeczywiście oaza na pustyni, a nie samotny, zagubiony billboard z reklamą biura podróży. Jest jak nadbałtycka flądra wysmażona na świeżutkim oleju, jak gofry w Ustce po 8,50 za sztukę, które kupujesz cztery, bo takie są pyszne (i niech nam pójdzie w biusty!), jak dobry film w telewizji o 20.00, jak zwrot podatku z US – słowem chcesz to przeżyć, bo póki nie przeżyjesz, nie uwierzysz.

Oczywiście nie wszytko jest różowe, bo życie ogólnie nie jest różowe, tylko bywa w kratkę jak zeszyt od matematyki, w którym odkrywasz sześć niezrobionych zadań domowych, bilans jednak – pero, pero – nie tylko nie wychodzi na zero, ale mocno na plus. Siędnijcie se, państwo drogie, odprężcie, keep calm i czytajcie krótką historię o siedmiolatku.

Uroki nowości

Siedmiolatek to wielce wdzięczny do zagospodarowania i obsiania skrawek ziemi. Zasiewasz komunikaty, rady, przykazy i zbierasz plony. W ciągu roku od etapu sześciolatka znacząco przybyło mu cierpliwości i choć na początku wymięka po pięciu minutach odrabiania zadania domowego i choć zdarzają się momenty, kiedy masz ochotę sam wziąć, siąść i zrobić za niego lekcje, to jednak z czasem momenty skupienia są coraz dłuższe.

Człowiek w tym wieku wie już, że pewien etap jego życia nieodwołalnie się skończył i teraz zaczyna drugi, jeszcze ważniejszy. Mocno przeżywa pójście do szkoły i jest to dla niego duży stres, nawet jeśli na początku tego po sobie nie pokazuje. Dlatego warto go nastawić pozytywnie. Umówmy się, że gadki w stylu „Oho, zaczyna się szkoła, koniec wolności i przyjemności” albo „Oj, biedny, idziesz do szkoły, teraz to kanał” są tak durne, że głupotą może z nimi konkurować tylko najnowszy hicior disco polo. Jeśli ktoś w obecności twojego dziecka pozwala sobie na takie teksty, to wytłumacz mu, że źle robi. Najlepiej za pomocą maczugi.

Siedmiolatek czuje się bardzo niepewnie na nowym gruncie, dlatego trzeba go wspierać. Chce dobrze wypaść, chce być lubiany, chce, żeby pani była z niego zadowolona. Ma silne poczucie obowiązku, które warto w nim ugruntować, by późniejszy czas, który niechybnie nadejdzie, nie dokonał jakiejś spektakularnej korekty na minus. Lubi kierat i go potrzebuje. Lekcje niech będą odrabiane mniej więcej o tej samej porze, rytm dnia niech będzie ustalony. Ośmiolatek zanim usiądzie do zadania, pięć razy powie ci, że to bez sensu, bo pani i tak nie będzie sprawdzać (a potem lekki szoczek, och, och, ja nie wiedziałeeeeem), siedmiolatek karnie usiądzie i co najwyżej będzie czekał na moralne wsparcie.

Świat siedmiolatka jest prosty i uporządkowany. Do szkoły trzeba przychodzić punktualnie, lekcje odrabiać, na zajęciach być grzecznym, słuchać pani i starać się. Z biegiem czasu w to uporządkowanie wda się cały wodospad chaosu i okaże się, że nic nie jest czarno-białe, a nauczyciele bywają różni, również durni, ale nie ma co tego przyspieszać. Daruj więc sobie przy dziecku krytyczne uwagi o podręczniku, programie czy nauczycielu. Chcesz się wyżalić na bezbrzeżną głupotę? Zrób to poza zasięgiem dziecięcych radarów (a te są bardzo czułe).

szkola

Rodzice często chcą, żeby ich dziecko w czas szkolny wkroczyło z przytupem i od razu pokazało innym ich miejsce w szeregu. Porażki? Jakie porażki?! W pierwszej klasie?! Tymczasem nie wszystko idzie jak po maśle, zwłaszcza na początku. Bardzo ważne jest – wnoszę z własnych doświadczeń – żeby wrzucić na luz. Rozkręcenie się zajmie siedmiolatkowi trochę czasu, nie od razu będzie pięknie czytał i jeszcze piękniej pisał. Ale jak to jeszcze nie umie składać wyrazów, przecież zna litery! Ano nie umie. Potrzebuje uwagi i wsparcia, ale nie wyręczania w wysiłku. Potrzebuje czujności rodzica, a nie zawieszania poprzeczki od razu na poziomie olimpijskim (no bo jak można czegoś nie jarzyć w pierwszej klasie, ja w jego wieku bla, bla, bla, bla).

Cisza, ja i czas

Siedmiolatek bywa nieco wycofany. Lubi spędzać czas sam, a młodsze rodzeństwo wyraźnie go irytuje. Zaczyna zresztą patrzeć na nie nieco z góry jako na maluchy, a sam szuka relacji wśród równych sobie pod względem wieku lub starszych. Potrafi wygospodarować sobie swój własny kącik, nawet niewielki, który staje się jego światem i gdyby mógł, toby ustawił dookoła zasieki pod napięciem oraz walną wielką płachtę „NIE PRZESZKADZAĆ!”. Kącik to święte świętych i czeka cię wiekuiste potępienie, gromy, nawałnice i plaga szarańczy, jeśli cokolwiek w nim tkniesz. Petshopy piętrzą się niczym ołtarzyk, kolekcja kucyków zajmuje trzy metry kwadratowe, smoki z Lego dokonały aneksji tego, co pozostało, i lekcje pozostaje odrabiać na kolanie, ale to nieważne. Jest super, jest super, więc o co ci chodzi. 😉

Czas w galaktyce siedmiolatka płynie zupełnie innym korytem i nawet zalicza cofki. Kiedy już po piętnastu minutach budzenia da wreszcie oznaki życia, przejście do następnego etapu zajmuje mu wieki. Polecasz mu się ubrać, nawet – żeby przyspieszyć działania i zapobiec dylematom podczas wyboru odzieży – dajesz pod nos to, co ma na siebie włożyć, po czym wychodzisz, by przygotować mu śniadanie. Trzy lata później wracasz, a on jedną skarpetkę założył, drugą wciągnął do połowy, reszta pozostaje goła, ale za to przed kolekcją petshopów stoi świeżo ustawiona porcja plastikowych mikrociasteczek.  Dajesz mu trzy polecenia, a on jedno wykona do połowy, drugiego zapomni, przy trzecim przysięgnie na niebiosa, że nic nie mówiłaś.

A ja rosnę i rosnę!

Ze zdumieniem odkryjesz, że w nocy ktoś nagle zabrał z szafy wszystkie rzeczy twojego dziecka i podmienił na mniejsze. Oraz zajumał buty. Bo jak to możliwe, żeby po trzech miesiącach trzeba było kupować nowe trampki? Na początek podstawówki przypada duży skok wzrostowy, co z jednej strony oznacza pilną potrzebę wymiany garderoby, z drugiej skargi na ból kończyn czy głowy. Siedmiolatek miewa problemy z okiełznaniem własnego ciała, kiedy noga pójdzie tu, ręka tam, a reszta ciała w ogóle w innym kierunku i nagle okazuje się, że droga do szkoły przypomina poziomem trudności wspinaczkę na Mount Everest. Uważaj, jak chodzisz – mówisz. Ale ja uważaaaaam – odpowiada i uderza w bek. Z czasem koordynacja jest coraz lepsza i siedmiolatek zaczyna ogarniać czasoprzestrzeń.

W tym czasie uśmiechy są mocno niekompletne. Pierwszaki bardzo łatwo poznać po brakach w uzębieniu. Trwa akcja wzajemnego porównywania, co komu i kiedy wypadło. Trwa rewia mody aparatów ortodontycznych i w tym wieku na szczęście dzieci traktują to jako rodzaj przygody a nie mankamentu wizualnego. Rozmawiają o wypadaniu zębów, o wyrastaniu stałych (i trochę się tego wszystkiego boją), a wróżka zębuszka przeżywa prawdziwe prosperity.

Życie – poważna sprawa

Siedmiolatek chce wiedzieć jak najwięcej. Bardzo poważnie traktuje udział we wszelkich formach rywalizacji, bierze udział w konkursach i… zalicza pierwsze w życiu porażki. W wyobraźni już widzi siebie na pierwszym miejscu (zawsze na pierwszym), bo przecież jego rysunek jest najlepszy czy też to oczywiste, że pobiegnie najszybciej, nie ma innej opcji, a potem się okazuje, że jest podium, długo, długo nic i dopiero on. Trzeba wtedy obok niego być, trzeba mu przekazywać, że życie nie polega na tym, żeby być dobrym we wszystkim. Siedmiolatek właściwie nie wie jeszcze, co jest jego mocną stroną i jakie talenty posiada, dlatego dobrze jest, jeśli rodzic pomaga mu to odkryć.

Jak tak teraz patrzę, to wydaje mi się, że najtrudniejsze jest przekazać młodzieży, że porażka to nawóz pod przyszłe sukcesy. Siedmiolatek ma tendencję do stwierdzania, że skoro raz mu coś nie wyszło, to nie ma sensu zabierać się za to ponownie, bo przecież nie wyszło, wszystko więc jest jasne i nic go nie zaskoczy. Ciężko jest wtłuc mu do głowy (i mówimy raczej o długotrwałym procesie niż o jednorazowej czynności), że ćwiczenia służą nauczeniu się tego, czego jeszcze nie umie. On uznaje, że ćwiczenia są okazją do zaprezentowania, że wszystko ma w małym paluszku, o czym jest głęboko przekonany. Zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne 😉

Żeby nie było zdziwienia – siedmiolatek nadal potrafi władować się rodzicom do wyra. Przyczyną są lęki nocne. Miewa koszmary, które po części są wynikiem silnego przeżywania obrazów i dźwięków, po części konsekwencją nieodróżniania fikcji od rzeczywistości (dlatego takie ważne jest, co ogląda), a po części nie wiadomo czego, pewnie gwałtownego rozwoju. To normalne. Zazwyczaj delikwent daje się pocieszyć, ugłaskać, przytulić i odtransportować na swoje miejsce, bywa jednak, że stopień jego determinacji okazuje się zaskakujący. Na dodatek rozkłada się w poprzek, zarzuca ci nogę na szyję, sapie w kark i robi wszytko, żeby on wyspał się wybitnie, a ty wręcz przeciwnie.

Podsumowanie:

O bogowie, człowiek spłodził (a w płodzeniu jest dobry) taki tekścior, przyłożył się, postarał, dopieścił, lekceważąc wrażenie, że gdzieś z tyłu mózgu jakaś sugestia gorączkowo do niego macha, wręcz pokrzykuje bezczelnie i wywiesza transparent. Człowiek zlewał ten transparent przez cały tekst, ale na końcu łypnął okiem i co się okazało? Że już kiedyś o siedmiolatkach pisał.

Dlaczego siedmiolatek ma zawsze mnóstwo czasu?

Kawy. Dużo. Nie, nie wiadrem, cysterną. I dożylnie poproszę, dożylnie, niech dogonię potem ten peron, co to mi wziął i odjechał 😉

7 KOMENTARZE

  1. Dzięki, Krusz, za ten tekst. Mój 6,5 latek najwyraźniej od jakiegoś czasu ma 7 lat ;-D – ale tekstem pokazałaś mi, że nie ma kłopotów z koordynacją i stanami lękowymi bez powodu. Kejs „porannego ołtarzyka” też już przerabiamy od roku… znaczy, że minie! 🙂
    Lece czytac Twojego ośmiolatka, zobacze co nas czeka.
    serrrdeczne pozdrowienia
    M.

  2. Pewnie, ze nie od razu będzie pięknie czytał i pisał. Ba – może się zdarzyć, że nigdy w życiu pismo nie będzie cudne… ja, ja 😉 Jedyny czas, gdy mam ładne pismo to ten, gdy dzieciakom sama wpisuję do zeszytu wzory liter 😀

  3. Faktycznie, temat już był, ale nie plączesz się w zeznaniach i nie zaprzeczasz sama sobie, więc pomyślimy, że to takie rozwinięcie, a Ty wyjdziesz z twarzą 🙂