I wybaczcie mi ten tabloidowy tytuł pod publiczkę, ale nie mogę inaczej. Jaram się jak fani „Gry o tron” Hodorem, jak ministerstwo edukacji zmianą ustawy o szkolnictwie, jak moje dzieci nowym filmem o Barbie. Gdybym miała trochę więcej miejsca w chałupie, walnęłabym jakiś gustowny ołtarzyk przed każdym z trzech urządzeń i odprawiała codziennie bałwochwalcze modły. Żyć – żyłam bez nich do tej pory, ale odkąd je mam, nie jestem w stanie pojąć, jak mi się to udawało. Pozwólcie więc, że podzielę się tą radością, bo inaczej pęknę, a szkoda by było ze względów chociażby estetycznych. Czym się tak podniecam? Suszarką, niszczarką i ekspresem do kawy.

Chwała niech będzie niszczarce do dokumentów

Och, jakże mi życie ułatwiła! Wiecie, jak to jest. Kiedy człowiek funkcjonuje normalnie w społeczeństwie, wysyła rokrocznie dokumenty do piciarni, opłaca rachunki, łazi po lekarzach, z uporem maniaka kolekcjonuje faktury jak niebotycznie cenne znaczki, to potem okazuje się, że urosła mu w chałupie góra papierów, które chętnie wypieprzyłby na śmietnik, ale nieszczęśliwie zawierają one jego dane osobowe. I powiedzmy, że nie chcielibyśmy się stać tematem medialnym w sezonie ogórkowym („Szok! Dane osobowe znalezione na śmietniku! Nie uwierzysz, co z nimi zrobiliśmy!”), nie mówiąc już o tym, że nie chcielibyśmy, bo ktoś je wykorzystał w celu mało zbożnym, a intratnym.

Niszczarka okazała się strzałem w dziesiątkę. Pięknie poszatkowała zarówno papiery, jak plastik kart płatniczych. Wyniosłam kilka wielkich worów ścinków i teraz mogą się przez nie przekopać tylko najbardziej zdeterminowani agenci Mosadu.

Kupiliśmy konkretnie ten model w tym sklepie:

niszczarka

Zdjęcie ze sklepu morele.net

Ryzyk-fizyk, bo sklepu wcześniej nie znałam, ale zamówienie zrealizowali piorunem, kontakt świetny, mogę więc polecić. Niszczara jest niestety głośna i co jakiś czas trzeba przystopować, bo się nagrzewa i musi ochłonąć, ale po pierwsze nie spotkałam jeszcze w życiu cichej, a po drugie mogę jej to wybaczyć ze względu na cenę. Cudowna rzecz. No i dodatkowo mamy czynnik psychologiczny – niszczenie dokumentów działa wybitnie relaksacyjnie 🙂

To cóż, że z suszarki

Nic mi w życiu tak nie dopiekło, jak codzienna, nierówna walka ze stertami prania, w której pranie notorycznie mnie pokonywało. Pranie, rozwieszanie, ściąganie, wkładanie do szafy i zanim magiczny cykl zdążył się zamknąć, wtrącało się kolejne pranie. To był czas, w którym odkryłam, że fotel genialnie spełnia rolę szafy dla wszystkich, ponieważ do szafy właściwej pranie nie miało szansy dotrzeć. Łóżeczka dziecięce sprawdzają się na tym polu jeszcze lepiej, zapewniam, a przy trójce dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym jest co prać. Oj, jest.

Suszarka ratuje mi życie, a przynajmniej tę jego część, która przypada na rozwieszanie prania. Przekładam po prostu z pralki do suszarki, ustawiam program „suche do szafy” i… mam suche, mięciutkie, pachnące i do włożenia do szafy! Gdybyż jeszcze i to zechciała robić, ale nie wymagajmy. Nie stosuję płynów do płukania tkanin, a pranie mam miękkie, jakie nigdy nie było. Jestem pod wrażeniem. Mam ten model:

suszarka

Zdjęcie ze sklepu mediamarkt.pl

Prąd, prąd! – powiedzą sceptycy. Czas, czas! – odpowiadam, komfort życia – dodaję. Suszara jest łopatologicznie prosta w obsłudze i eksploatacji. Wadą jest głośność – powiedzmy, że akcja nastawiania jej na noc w akustycznych mieszkaniach napotkałaby reakcję w postaci walenia w rury lub stukania miotłą w ścianę. Nie chodzi głośniej niż większość pralek, ale pralki też na noc nie nastawiam, bo nie i już.

Ekspresie do kawy o boski ty mój!

Powiem tak: wielbiciele yerba mate nie zrozumieją, ortodoksyjni parzyciele wszystkiego, co nie jest kawą, też, kawosze jednakowoż powinni pokiwać głową ze zrozumieniem. Ekspres do kawy to coś, o czym marzyłam od dawna i na co odkładałam pieniądze. Owszem, do tej pory posiłkowałam się ciśnieniową kafetierką albo jechałam na kawiszczu rozpustnym, ale nazwać rozpuszczalne coś kawą, to tak jakby nazwać traktor środkiem komunikacji. Niby można wsiąść i jechać, ale.

Po przeoraniu internetu na prawo i lewo oraz dwa metry w dół zdecydowaliśmy się na ekspres Nivona CafeRomatica 757. O taki.

ekspres2

Zdjęcie moje, ale linkuję do sklepu, w którym ekspres został nabyty – morele.net.

Powiem wam, że warto było odkładać. Cytując Blendersów – zawsze chciałam mieć takie coś. Kawa wychodzi przeboska, można zrobić mocną aż do siekiery absolutnej, a w temacie siekier jestem specjalistką, możecie mi wierzyć. Można wsypać ziarnistą kawę, można już zmieloną i na razie korzystamy z tej drugiej opcji, bo w ziarnistą jeszcze się nie zaopatrzyliśmy. Ekspres został pomyślany chyba specjalnie dla bystrych inaczej i to jest w nim bardzo piękne. Kawosze wiedzą, że mocna, gorąca poranna kawa zmienia świat na lepszy.

Teraz więc „oprócz błękitnego nieba nic mi w życiu nie potrzeba”. Nie, zaraz, wróć. Oprócz błękitnego nieba, zdrowia, ziarnistej kawy i jakiegoś miliona w porywach do dwóch. Przygarnę z otwartymi ramionami 😉

Ikona notki z pixabay.com.

30 KOMENTARZE

  1. Polecam ziarnistą. Używamy kawiarki a zakup mielarki do kawy był tak samo spontaniczny jak trafny. Ma to też swoje minusy: rozpieszczasz się tak bardzo w domowym zaciszu, że rzadko kawa pita gdzie indziej w ogóle smakuje ;). No i fusy, te zmielone bardziej nadają się na boski peeeling 😉

  2. Moje trzy sprzęty „must have” to… Zmywarka, maszynka do mielenia mięsa z szatkownicą (burżujsko wyrzucilam tarkę, przez okno ;p) i… Fontanna dla kotów! Jak cudnie jest nie latać co chwilę do łazienki, bo czworonogi krzyczą „pani, włącz piciu!” 😉
    Ekspres do kawy by się przydał, ale jak tylko przypomnę sobie z pracy, ile się trzeba naczyscic to… Wolę jednak fontannę 😀

      • Widzisz, moze jakbys nabyla maszynke do mielenia to mozna by zaoszczedzic na niszczarce do dokumentow…? 🙂
        Nam sie niszczarka przestala przydawac w kraju, ktory jest stolica swiatowej mody oraz kosmicznej biurokracji, gdzie przed zniszczeniem starego dokumentu proszony jestes o zrobienie kilku zapasowych kopii „na wszelki wypadek”

      • W Auchanie mają promocję na najlepszą „domowa” maszynkę ever 🙂 Sprawdzana kilka lat u rodzicow 😉
        Ciekawe, czy papiery też zmieli :>

        Jak karmisz suchym to są dystrybutorki karmy 😀 Mam taki dla kotów 😀 Całe 14 zlociszy, a ile roboty mniej, hop sa sa!

  3. suszarka może i pobiera prąd, ale ja tego co z niej wyciągam już nie muszę prasowac! ładnie poskładam (koniecznie jeszcze cieple zaraz po zakończeniu suszenia) i wygląda jak wyprasowane! mam ją już z rok i nadal jestem pod wrażeniem 🙂 nielicznie sztuki odzieży ostają sie pogniecione i zbiera sie pomalutku kupka do prasowania – a reszta ubrań gotowa 🙂 więc żelazkiem zużywam o wiele mniej prądu niż kiedyś – no i mój cenny czas!!!

      • moja stoi w naszym tzw. salonie! jest obudowana (tylko tył został wolny – ale stoi zadkiem do sciany więc nie rzuca się to w oczy). na czas suszenia otwieram drzwiczki szafki, bo musi być odsłoniety wylot powietrza.

        decyzję zakupu podjęlismy natychmiast po tym kiedy to mój brat oswiecił mnie że suszarka nie musi stać tam gdzie jest odpływ, bo ma taki pojemnik na wodę z suszenia. O jaka naiwna byłam. Wodę po zakończeniu suszenia wylewamy i już 🙂

        ja mam pralkę ładowaną od góry, ale kto ma taką z bębnem z przodu i taki model słusznych rozmiarów to spokojnie mozna kupić specjalną półkę/nadstawkę – lub zrobić samemu – i wtedy w łazience mamy pralke a na niej suszarkę 🙂 tak właśnie zrobił mój brat.

        powiem Wam tak – wolę puścić w sobotę 3 prania i od razu je suszyć, jakoś znoszę ten szum w salonie ale za to potem cały tydzień spokoj. albo jak mam wolne to z rana nastawiam pranie, potem suszenie i tak co drugi dzień np. ale mało co rozwieszam – prawie nic. no i do prasowania stosy też o wiele mniejsze.
        bardzo żałuję że nie kupiłam kiedy byłam jeszcze w ciąży.

  4. Robot planetarny rulez:) drożdżowe zarabia w 2 minuty:)
    Krusz, doszły mnie słuchy od znajomych, że suszarka na dłuższą metę niszczy pranie. Daj znać za jakiś czas czy to prawda prawdziwa:)

  5. Jak tylko przeczytałam tytuł to przyszło mi do głowy jedno: suszarka! Mam od prawie roku i wielbię! Jak tak patrzę na zdjęcie to możliwe, że nawet mamy identyczną (albo bardzo, bardzo podobną) 🙂

  6. To zaczynam marzyć o suszarce.
    Przy ekspresie do kawy potwierdzam – od kiedy taki samomielący jest w domu nigdzie mi już kawa nie smakuje. Przy czym już wcześniej byłam wybredna i raczej z tych mate pijących 😉

  7. Tak, tak, ekspres to podstawa. Sama, od miesiąca, jestem posiadaczką Nivony 757. Uważam że to był strzał w dychę.
    Jedna uwaga, na zdjęciu jest model 646.

  8. A czy z suszarką nie jest tak, że dużej części ciuchów nie można suszyć? Pytam, bo nie raz rzuciło mi się w oczy (nawet dosyć często): „nie suszyć w suszarce bębnowej”.

    • Tak to prawda, nie można suszyć rzeczy z elastanem (bo się zwyczajnie kurczą), nie wszystkie polary można suszyć, bielizny, rzeczy z zamkami i rzeczy z naklejkami, które ja nazywam prasowankami 😉 ja mam pralko-suszarkę i kocham to urządzenie, choć to prawda, że troszkę niszczy ubrania, po kilku – kilkunastu suszeniach najzwyczajniej ciemne kolory zaczynają blaknąć itp. Ale i tak to najlepiej wydane pieniądze 🙂

      • Szczerze mówiąc wrzucam wszystko. Bieliznę, bluzy z zamkami, bluzeczki z „gumowym” nadrukiem, moje koszule, dżinsy, koc, wszystko. Nic się nie dzieje. Ustawiam mój ulubiony program „suche do szafy”, ładuję suche do michy i sobie ono czeka, aż ja je do tej szafy, bo suszarka nie schowa 😉

    • można można – ja wrzucam prawie wszystko co jest w wiekszości z bawełny i to na program „bawełna bardzo suche” – rozwieszam sobie te parę sztuk ze sztucznego materiału w pobliżu suszarki i to też jest szybko suche bo suszarka dużo ciepal oddaje 🙂
      kurtki kombinezony itp. – na program „sport/fitness”
      polowa programów w programatorze dotyczy syntetyków – i one nie wyjdą bardzo suche zwlaszcza te grube ale mocno podsuszone i to tez juz coś 🙂 np. koce polarowe itp.
      męża czarne t-shirty nadal są czarne 🙂
      mam też opcję wełna w koszu – jest taki specjalny kosz na którym ja akurat suszyłam buty 😉 jak z wełną to nie wiem bo nie mam nic wełnianego – ale zasada jest taka że ubrania nie miotają się wtedy po suszarce tyko leżą w tym koszu więc wełna pewnie jest w stanie to przetrwac skoro jest to dla niej przeznaczony program

  9. A u mnie – oprócz suszarki – potrzeba jeszcze zabawiacza dla psa 😉 – dzieci wyjechane, sunia się nudzi jak stąd do tamtąd i przeszkadza mi w pracy. O losie. 😉

  10. Suszarka, mówisz, Krusz…Hmmm, a ja myślałam, że to gadżet dla amerykańskich mamusiek z przedmieścia…Może i to niegłupi pomysł…

  11. Ja nie wierzę. Ten sam ekspres!Jest cudowny:)No identyczny,tyle że u nas już trochę służy i ma zdjętą tą białą naklejkę:).*Jeśli napiszesz jeszcze,że zamawiasz lavazza pienaroma, to będę Ci mówić Siostro;) A jak nie,to polecam.Nie ma lepszej!