Tak, tak, mamy ratować świat, uświadamiać, atom po atomie zmieniać go na lepsze i zaprawdę godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne. Czasem jednak dla własnego zdrowia psychicznego i dla równowagi warto pochrzanić trochę o duperelkach. Kosmetyki świetnie się do tego nadają. Dzisiaj więc o czterech z nich, które wpadły mi w ręce, a skoro wpadły, to zostały wykorzystane w celach szlachetnych – czyli napyszcznie. Warto zwrócić na nie uwagę nie dlatego, że są dobre (bo nie każdy mnie zachwycił), nie dlatego, że rzuciły mnie na kolana (żaden nie rzucił), nie dlatego, że są tanie (część jest trochę tania, a jeden bardzo nietani), ale po prostu uznałam, że skoro tak już przechodzicie tam i z powrotem przed półkami sklepowymi, to warto znać opinie takie czy owe. Opinie – wiadomo – subiektywne są z natury, dlatego można ich nie podzielać. Zapinamy pasy i jedziemy.

podklady

Bielenda Bikini Matt Look – udoskonalający krem do twarzy

Na dobrą sprawę to wcale nie jest podkład, tylko krem koloryzujący. Ja wiem, ja wiem, oto jesień stoi u drzwi i kołacze, po co więc nam krem koloryzujący. Przyda się, bo jak na krem jest bardzo… podkładowy. Krem koloryzujący, wiecie, wchłania się, a na skórze zostawia lekkie wspomnienie swojej obecności i na przykład nie nadaje się do zakrywania tego i owego. Ten też nie kryje, bez przesady, ale jest na tyle – hmm, jakby to ująć? – treściwy, że z powodzeniem zastąpi podkład. Jeśli przyprószymy go pudrem, to już w ogóle szał ciał.

bielenda_bikini_matt_look

Bardzo dobrze się rozprowadza, nie włazi w pory i kratery, w ciągu dnia znika umiarkowanie i równomiernie (nie ma efektu, że na nosie już go nie ma, a na policzkach jest bardzo). Mam wersję jasną i rzeczywiście nadaje się ona dla bladawców. Na pewno będę stosować nie tylko latem. Jest zwyczajnie bardzo przyjemny.

bielenda_bikini_matt_look2

AA Nude Sensitive Foundation

Podkłady ze stajni Oceanic oczywiście znam. Jedne były rozczarowujące, inne okazywały się strzałem w dziesiątkę. Jak jest z tym? Trzyma się w czołówce. Podkładu satynowego nie pobił, ale sprawdza się zupełnie przyzwoicie. Niby tam posiada jakieś witaminy i D-pantenol, i alantoinę, ale na dobrą sprawę jeśli coś ich nie ma, to widzicie różnicę w działaniu? Właśnie. Na to, by podkład był dobry, składa się sporo innych czynników, niekoniecznie obecność wodotrysków. Dobrze jednak, że są.

aa_nude_sensitive

Mam wersję dla jasnej skóry i ona rzeczywiście jest dla jasnej skóry – duży plus. Rozprowadza się zupełnie znośnie, choć ma tendencję do włażenia w pory. Niestety. Niestety też za cholerę nie chce się trzymać 16 godzin, jak zapewnia producent. Na czas pracy wystarczy, ale żeby się nim wypacykować przed jakąś dłuższą imprezą czy inną okazją – chyba raczej nie.

aa_nude_sensitive2

Tak czy inaczej osoby, które nie mają wyśrubowanych w kosmos wymagań, będą zadowolone. Przyzwoity, miejski podkład, robi swoje, kosztuje przyzwoicie i można go mieć. Są lepsze, ale ten też daje radę.

Lirene dermoprogram No Mask fluid + serum z kwasem hialuronowym

Przyznaję bez bicia, że to jest podkład, który zaskoczył mnie najbardziej. Za pierwszym razem omal go nie wylałam. Jest rzadki. Z początku też rozprowadza się nieco dziwnie, wydaje się śliski. Kiedy jednak już się z nim uporamy – gacie spadają. Świetnie trzyma się na twarzy i bardzo delikatnie, równomiernie ubywa go w ciągu dnia. Jest bardzo delikatny, wyczuwam wyraźną różnicę z innymi podkładami, które mam. Na skórze trzyma się długo, jestem naprawdę zaskoczona. Uzupełniony pudrem sypkim lub w kamieniu (wymaga tego przy mojej cerze) – zaskakuje. Twarz wygląda bardzo dobrze. I młodziej. Powiedzmy sobie szczerze, to, że młodziej, to akurat zwisa mi i powiewa, nie czuję potrzeby odejmowania sobie lat. Czuję się na dwadzieścia pięć i pieprzyć to, że mam czterdzieści – jest świetnie.

Jest jednak coś, co w tym podkładzie jest wybitnie wpieniające i sprawia, że nie sięgnę po kolejną buteleczkę. Opakowanie. Opakowanie bez aplikatora.

lirene_no_mask2

To jest jakiś szerszy spisek czy jak? Jakaś próba nawrócenia mnie na siłę na gąbeczki do makijażu aplikujące podkład? W tej dziedzinie jestem nienawracalna. Niech ktoś mi wytłumaczy, co atrakcyjnego, fajnego, praktycznego, pomocnego jest w opakowaniu bez aplikatora, które wystarczy przechylić i podkład da się pięknie wylać na przykład do połowy. Revlon poszedł tą drogą, ale Lirene, na litość boską, nie wstępuj w jego ślady! Podkład jest świetny, ale konstrukcja opakowania odwodzi od zakupu!

lirene_no_mask

Revlon Nearly Naked

Ha, tu też niezłe zdziwienie. Podkład Revlon, pomimo filtrów (SPF 20), pomimo bardzo odpowiedniego dla mnie jasnego odcienia (120 vanille), pomimo szerokiego spektrum (cokolwiek to znaczy) wśród wszystkich tu prezentowanych wypada najgorzej. W porównaniu z Lirene o wiele gorzej się rozprowadza, w porównaniu z AA o wiele bardziej wnika w pory, w porównaniu z Bielendą, o wiele bardziej zauważalnie schodzi w ciągu dnia. Pod koniec pracy go WIDZĘ, a to niedobrze. Podkład nie ma być widoczny. Ma korygować, ale zachowywać się tak, jakby go nie było. Ten się tak nie zachowuje.

revlon_nearly_naked

Jeśli chodzi o opakowanie, to… no oczywiście, klasyka rodem z Colorstay. Wybitnie upierdliwe. Poza tym wiele specyfiku się marnuje. Plastikowe opakowanie mogę sobie przekroić (a co myślicie!) i wygrzebać resztę. Tutaj, żeby dobrać się jak Kubuś Puchatek do samego dna, muszę trzymać opakowanie do góry nogami. Potem odkręcamy nakrętkę i… tak, tak, ratujemy sytuację, bo podkład daje nogę. Możemy też oczywiście trzymać go na półce, jak Pan Bóg przykazał, a potem sobie odczekać dwa lata, zanim ścieknie nam na palec (gąbeczkę, wiem, wiem) dobro z samego dna, ale to opcja dla cierpliwych. Ja nie mam tyle czasu.

revlon_nearly_naked2

Zastanawia mnie też różnica w cenie tego podkładu w drogeriach internetowych. W perfumeria.pl można go kupić za niecałe 39 zł. Drogo, niedrogo? Jak dla kogo. Natomiast w perfumesco.pl chodzi po 21 zł. Sorki, ale to prawie połowę taniej. Bardzo mnie to nurtuje, zwłaszcza że w jednym i drugim przypadku nie ma żadnej promocji. Inna seria? Inny skład? Mniejsza marża?

revlon_nearly_naked3

Czyli tak: nie urywa w relacji do 39 zł (w relacji do 21 zł wygląda to już inaczej), a opakowanie irytuje wybitnie. Nie rozumiem awersji do aplikatora. Prosta rzecz, a cieszy 😉

No dobrze, to na tyle. Ja już tak sobie uskuteczniam to kosmetyczne pitu-pitu, to jest jeszcze jedna rzecz, którą się z wami podzielę, a która zaskoczyła mnie mocno na plus. Do tego stopnia, że się wzięłam i na nią nawróciłam. A to u mnie rzadkość. O tym jednak następnym razem 😉

8 KOMENTARZE

  1. Oj tam, oj tam. Żeby matka Polka nie wymyśliła patentu na upierdliwe opakowanie? Pompka od innego ustrojstwa i wio! Albo i cała buteleczka z aplikatorem. Wyparzyć (albo wyspirytusić), przelać i gotowe. Resztki oryginału wydłubać patyczkiem higienicznym albo pędzelkiem. Przeżyłyśmy płyn do mycia naczyń z dystrybutora, przeżyjemy i to.
    Z innej beczki – od dawna mnie to… no właśnie, co? Wkurza, żenuje, smuci? Szafowanie zaprawdę z przyległościami.