Zacznie się głupio, a potem będzie jeszcze dziwniej. Mniej więcej 20 lat temu miałam sen. Już sam fakt, że go do tej pory pamiętam i ja, koncentrat racjonalizmu, modelowe szkiełko i oko, przywiązuję do niego wagę, jest dziwaczny, ale kto powiedział, że życie jest proste? W życiu jedyną stałą jest jego nieprzewidywalność. Miałam więc sen i w tym śnie znajdowałam się nad mętną, zielono-burą wodą. W pewnej chwili usłyszałam krzyk i zauważyłam tonącego, około ośmioletniego chłopca. Wskoczyłam do tej wody i wiecie, jak to w snach bywa, przedzierałam się przez nią jak przez asfalt, by dotrzeć do chłopaka. Dotarłam. Chwyciłam go i obudziłam się w momencie, gdy go holowałam do brzegu. Kto nigdy nie miał dziwnych snów, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Parę dni później poszłam do kościoła i pod koniec mszy proboszcz odczytał apel rodziców, których dziecko leży na onkologii dziecięcej. Chłopczyk lat osiem. Proszono o oddawanie krwi dla młodego, bo bardzo jej potrzebował. Chłopak miał grupę B Rh+. Niewiele trzeba było, bym apel proboszcza powiązała z wcześniejszym snem, poleciałam więc na pobranie krwi, by zbadać, jaką mam grupę. Chyba wiadomo, jaka wyszła: B Rh+.

W umówionym dniu o umówionej godzinie spotkałam się w stacji krwiodawstwa z matką chłopca i pozostałymi ludźmi, którzy odpowiedzieli na apel (przyszło kilkanaście osób). Przejęta podeszłam do okienka i wzięłam do wypełnienia ankietę dotyczącą przebytych chorób i ogólnego stanu zdrowia. Wypełniłam. Tym aktem raz na zawsze skreśliłam się z grona krwiodawców. Szok był spory. Choroba, którą przechodziłam w dzieciństwie, dożywotnio wyklucza mnie z możliwości oddawania krwi. Odeszłam z nosem na kwintę, krew oddali inni. Chcecie wiedzieć, co się stało z chłopakiem? Umarł.

Nietypowa notka? Jedziemy dalej. Sen w połączeniu z tym zdarzeniem nie dawał mi spokoju, drążyłam temat i kilka lat później okazało się, że krwi co prawda oddawać nie mogę, ale moja przeszłość zupełnie nie przeszkadza mi zostać dawcą szpiku. W szpiku bowiem powstają komórki, które nie są skażone przeciwciałami, które w sobie noszę. Jeszcze raz powtórzę i nawet wytłuszczę: niemożność oddawania krwi nie wyklucza automatycznie z oddawania szpiku. Szpik oddawać mogę. Co więc zrobiłam? Zrobiłam badania i zarejestrowałam się w banku dawców jako potencjalny dawca szpiku.

To było 13 lat temu. Od 2003 roku mój pesel figuruje w Poltransplancie (bo to akurat Poltransplant był) i od tego czasu liczę się z tym, że w każdej chwili może zadzwonić telefon. Jeszcze nie dzwonił. Wiecie jaka jest szansa znalezienia niespokrewnionego dawcy szpiku? Tylko 100 razy większa niż prawdopodobieństwo trafienia szóstki w totka, czyli 1:140000. Dlatego takie ważne jest, by zarejestrowanych osób było jak najwięcej. Czasami jest tak, że stan zdrowia rodziny chorego, wiek czy inne przeszkody uniemożliwiają pobranie szpiku od najbliższych. Wtedy szuka się wśród osób niespokrewnionych takiej, która jest genetycznym bliźniakiem chorego.

W Polsce jest kilka banków dawców. Ponieważ upłynęło kilka lat i telefon nie dzwonił, pomyślałam, że coś jest nie tak i zarejestruję się jeszcze w drugim banku, w DKMS. Przyszła do mnie przesyłka z patyczkiem, pomaziałam nim wewnętrzną stronę jamy ustnej, zapakowałam odpowiednio i wysłałam. Przysłano mi legitymację potwierdzającą, że zostałam zarejestrowana. Po pewnym czasie dostałam list, w którym poproszono mnie, bym określiła, w którym banku mają się znajdować moje dane, bo potencjalni dawcy nie mogą się dublować. Nie ma więc znaczenia, do którego banku się zgłosicie, wszystkie i tak się ze sobą komunikują. Sposoby badania są różne. Za pierwszym razem po prostu pobrano mi krew, potem pośliniłam patyczek. Jedno i drugie jest tak samo wartościowe.

Ważna jest aktualizacja danych. Niedawno zmieniłam miejsce zamieszkania, zadzwoniłam więc do Poltransplantu, żeby o tym poinformować. Pani po drugiej stronie telefonu była bardzo miła, ale i dość niezorientowana. Zapytałam, czy żeby uaktualnić dane, mogę to zgłosić telefonicznie, czy też powinnam wypełnić jakieś pismo.

– A wie pani co? A ja nawet nie wiem – odpowiedziała.

Wie pani co? To akurat powinna pani wiedzieć, jak myślę. Wystarczy więc aktualizacja zgłoszona drogą telefoniczną, jak się okazuje. Wiadomo więc, gdzie mnie szukać jakby co.

Ludzie, dajcie innym szansę. Oddawanie szpiku nie boli i nie jest niebezpieczne. Jest tylko trochę bardziej skomplikowane niż oddawanie krwi. Dostaniecie L4 na dany dzień bez gadania. Nie możesz oddawać krwi? Zasięgnij informacji, czy możesz oddawać szpik. Ja mogę. Wiecie, dlaczego niespokrewnieni dawcy dla biorców w Polsce pochodzą przede wszystkim z zagranicy? Głównie z Niemiec? Bo tam zarejestrowanych liczy się w milionach, szansa trafienia na odpowiedniego jest więc znacznie większa. U nas jeszcze niedawno było to dziesięć tysięcy osób. Liczę na to, że coś się zmieniło po akcjach informacyjnych.

Nie wyklucza mnie więc przeszłość, nie wyklucza stan kręgosłupa wskazujący na zużycie (bo pobiera się nie z kręgosłupa, a z talerza biodrowego, oczywiście w znieczuleniu lub – co znacznie częstsze – z krwi obwodowej poprzez aferezę za pomocą specjalnego urządzenia zwanego separatorem, dla dawcy nie różni się to więc od oddania krwi). Jestem zdrowa jak ryba, mam rewelacyjne wyniki badań (a ostatnio je robiłam w ramach profilaktycznego programu dla osób po 35. roku życia). Mogę dać komuś życie i nie muszę ku temu zachodzić w ciążę. Mogę dać życie kilku osobom. Kilkunastu. Jestem na posterunku.

Ikona notki to zdjęcie, które zrobiłam podczas krótkiego, rodzinnego wypadu w Sudety. Oczywiście telefonem. Jak wszystkie.

10 KOMENTARZE

  1. Matko z synem, gdzie ta ikona? Ta zrobiona w Sudetach?? Mi wyświetlają się tylko 2 reklamy (Morgan w kinach i Nationale Nederlanden:P)

    • Jak klikniesz na stronę główną, to zobaczysz. A treść reklam google, które widzisz, jest zależna od stron, które odwiedzasz, i tego, co klikasz (np. na Facebooku). Tak właśnie działają ciasteczka 😉

  2. Kiedyś byłam honorowym krwiodawcą. Teraz jedyne co mogę oddawać to włosy 🙁 ale myślę sobie, że dobre i to i w czwartek idę ściąć moją dumę. Bo choć zostaną mi nędzne szczątki to ktoś tam ich bardziej potrzebuje.
    A do tematu właściwego trzeba co jakiś czas wracać, bo każdy taki tekst zwiększa szanse na rejestrację kolejnego dawcy.

  3. Trwać na posterunku, być nieobojętnym – to chyba kwintesencja człowieczeństwa, tego dobrego, co nie?
    Brawa dla tej naszej, blogowej, Kruszyznowej Pani – za nieobojętność i trafiający tekst. . 🙂

  4. Też czekam na telefon. A jakiś czas temu DKMS kontaktował się ze mną w celu dodatkowych badań, bo mój układ cech tkankowych często występuje w populacji i chcą mieć jak najwięcej danych. Mam też ten zaszczyt i przywilej, że krew mogę oddawać, co też sukcesywnie robię i namawiam innych 🙂 donacji uzbierało się już na pierwszą odznakę HDK, ale nie o odznaki przecież chodzi. W zeszłym roku moja mama walczyła z nowotworem. Po chemiach była tak słaba, że miała kilka razy przetaczaną krew. Dokładnie wiem, co by było, gdyby krwi nie było… To najcudowniejsze lekarstwo, a nie można go wyprodukować w laboratorium.

  5. Dziekuje Krusz za inspiracje do działania 🙂 czytam Cie od kiedy byłam w pierwszej ciąży (2013) ale jakos nigdy nie komentowałam aż do dzisiaj. Wczoraj po przeczytaniu Twojego wpisu zarejestrowałam sie jako dawca szpiku – teraz czekam na szkatułkę 🙂 juz dawno o tym myślałam ale jakos ciagle cos innego mi ‚wyskakiwalo’. Dzieki za ‚kopa’ 🙂

  6. Dziękuję ci za ten post, trzeba o tym mówić, niestety córka mojej siostry od 4,5 roku walczy a ma … 5 lat 🙁 – jest po 2 przeszczepach szpiku, miała 2 dawców – facetów Polaków 🙂 – ma wiele uszkodzeń po leczeniu ale żyje, dzięki świadomym trzydziestoparoletnim Polakom. Więc naprawdę warto – to czyjeś życie, czyjaś rodzina, czyjaś córka…
    p.s. 90% aktualnych pobrań odbywa się z krwi obwodowej także kto może, kto ma w sobie życie – niech pomyśli jak mało może zrobić a jak wiele!