Znacie to? O, kolejne dziecko? No to gratulacje! Jaka różnica wieku? Dwa lata? O, no to trochę ciężko na początku, to fakt, ale przecież BĘDĄ SIĘ RAZEM BAWIĆ, a to już z górki. I kogo byś nie spotkał, każdy ci tak będzie mówił. A jeśli rodzeństwo jest tej samej płci, to jeszcze dodadzą obowiązkowo, że już nie długo (za chwileczkę, za momencik, przejdzie jak z bicza strzelił), będą sobie pożyczać sukienki, podbierać lalki, potem kosmetyki i takie tam, wiecie. I jak tak sobie jeden rodzic z drugim posłucha, to zamienia się w czekanie. I czeka sobie ten rodzic, kiedy jego dzieci wreszcie zaczną się razem bawić. No bo w końcu są rodzeństwem, co nie?

Tak się przypadkiem składa, że między moim najstarszym dzieckiem a bliźniętami jest dwuletnia różnica wieku, mogę więc się zaczerpnąć nieco z własnych doświadczeń i pokusić się o odpowiedź na pytanie. A odpowiedź można by streścić w jednym zdaniu: dzieci zaczynają się ze sobą dogadywać o wiele później, niż byśmy sobie tego życzyli i niż się na to nastawiliśmy nakręceni przez wysłuchiwanie po wielokroć radosnych stwierdzeń osób postronnych. Można by, ale ponieważ mam ozór spuszczony z łańcucha, to nie będę się streszczać 😉

Prawda jest taka, że to tylko my widzimy w naszych dzieciach zarzewie twórczej kooperatywy. One przez dłuższy czas postrzegają siebie w kategorii konkurencji rywalizującej o czas i uwagę rodziców. To znaczy starsze tak to postrzega, bo młodsze, kiedy jest niemowlęciem, ma na to wszystko (w tym na istnienie starszego rodzeństwa) dokładnie wywalone. Jego świat jest niezwykle prosty: jeść, spać, kupę, przytulić. Świat starszego dziecka funkcjonuje z grubsza rzecz biorąc tak samo, dochodzi jednak opcja „pobaw się ze mną, bo strasznie mi się nudzi, a nie chcesz, żebym się nudził, wierz mi, że nie chcesz”. Rodzice oczywiście mają wizję pięknej, dziecięcej gry zespołowej, problem z tym, że zespół nie za bardzo chce się wziąć i zespolić.

No to jak wygląda ta wspólna „zabawa”? Starsze rodzeństwo oprócz spoglądania na młodsze jako konkurencję, też jakoś nieszczególnie podziela rodzicielskie zachwyty nad nowym człowiekiem. Klocków do łapy mu dać nie można, bo zeżre. Zabawy autkami nie kuma (i nie można mu ich dać, bo zeżre), układanki zupełnie go nie pociągają, wiecznie je rozwala zamiast układać (a jeszcze weźmie i zeżre). Nie pobiega razem, bo jeszcze nie chodzi, nie pogada, bo gadać nie umie, słowem młodsze niemowlę i starsze niemowlę nie jest dla pierworodnego kompanem do zabawy.

Młodsze też nie jest zainteresowane zabawą ze starszym. Młodsze ma swój świat (o jakie fajne klocki starszego, ciekawe, czy można je zeżreć, bo układankę się dało po uprzednim rozmiękczeniu), jego umysł nie jest jeszcze na etapie nawiązywania relacji międzyludzkich, bo te tak na dobre pojawiają się dopiero w wieku przedszkolnym. Młodsze chłonie świat adekwatnie do swojego wieku, czyli w pojedynkę. I tak będzie jeszcze długo, wbrew temu, czego oczekujemy.

Długo, czyli ile trzeba czekać? I to jest właściwy moment by uprzedzić wszystkie komentarze zaczynające się od „Mój Wojtuś miał trzy miesiące i świetnie się bawił z Karolkiem”. Każde dziecko jest inne, każde rodzeństwo jest inne, każdy rodzic jest inny, warunki wychowywania potomstwa, miejsce zamieszkania, okoliczności przyrody – to wszystko jest różne dla różnych ludzi. Może więc się zdarzyć, że trzymiesięczny Wojtuś wybitnie dobrze się porozumiewa z półtorarocznym Karolkiem, ale z psychologicznego i rozwojowego punktu widzenia wygląda to tak, że czas wspólnej dziecięcej zabawy przypada na początek przedszkola. PRZEDSZKOLA. Do tego czasu młodzież znakomicie podbiera sobie zabawki w myśl „co zabrałem, jest moje, a co moje, to też jest moje, a twoje nigdy nie będzie”.

I to już nie jest moja radosna twórczość, tylko obiektywna rzeczywistość. Tak działają dziecięce mózgi, tak się rozwijają. Relacje międzyludzkie, wchodzenie w interakcje społeczne zaczyna się na poważnie w wieku lat trzech. Jeśli wcześniej następują interakcje, a następują przecież, wiadomo, to nie przebiegają one zgodnie z naszymi rodzicielskimi wyobrażeniami. Dla młodszych dzieci inne dzieci są elementem okoliczności przyrody. Zabawa cały czas trwa solo, tylko że w tłumie. Dobrze, że te elementy krajobrazu są, bo mają coś, co może być nasze, jeśli się sprawnie uwiniemy i im to buchniemy, ale tak ogólnie rzecz biorąc mamy je w naszej opieluszonej – excusez le mot – dupie.

To nam się wydaje, że dzieci się tak pięknie RAZEM bawią w piaskownicy. One się, owszem, bawią blisko siebie („Ależ Aniu, pożycz Kajtusiowi wiaderko, nie zabieraj, Kajtuś ci da łopatkę. Nie da? No to da foremkę, zobacz, jaka ładna”), ale każde w swoim świecie. Razem, ale osobno. I tak samo jest z rodzeństwem. Jeśli więc posiadasz dzieci, z których przynajmniej jedno jest jeszcze przed etapem socjalizacji, jesteś nieustannie – i powiedzmy to szczerze, zazwyczaj wbrew swojej woli – zapraszany do wspólnej zabawy i to ciągle w roli negocjatora, rozjemcy i stabilizatora wielce chwiejnej sytuacji, grożącej wybuchem krwawego konfliktu.

Trochę inaczej to wygląda w przypadku bliźniąt. Dlaczego inaczej? No cóż, na postawie własnych obserwacji mogę wnosić, że bliźnięta rządzą się swoimi prawami. Bodźce dotykowe odbierały od siebie jeszcze w okresie życia płodowego (ten i ów nie raz i nie dwa skopał niezamierzenie siostrę lub brata), potem najczęściej przez pewien czas śpią razem w jednym łóżeczku, spędzają razem mnóstwo czasu, są na tym samym etapie rozwoju, kontakt wzrokowy utrzymują wręcz permanentny. Relacja między bliźniętami jest nieco inna niż między rodzeństwem „zwykłym” i między tymże rodzeństwem a bliźniętami właśnie. One, rzecz jasna, tak samo jak inne dzieci wchodzą w etap socjalizacji, ale mimo wszystko od początku tworzą zespół. Dwóch różnych osobowości, ale jednak zespół. To ma swoje dobre i złe strony, jak wszystko w życiu.

Czy to oznacza, że bliźnięta szybciej się socjalizują? Nie, to oznacza, że jako rodzić masz dwa razy więcej roboty przy organizowaniu dzieciom zajęć, ratowania sytuacji, zażegnywaniu konfliktów i tego typu sprawach. Gwałtownie też potrzebujesz daru bilokacji, bo kiedy jedno plącze ci się w kuchni pod nogami, drugie w tym czasie może zdobywać szczyt szafy w przedpokoju. I tam zapewne należałoby rozpocząć poszukiwania, jeśli byś chciał(a) wiedzieć, co się dzieje z dzieckiem. Bliźnięta tak samo jak inne dzieci zabierają sobie zabawki, tak samo okładają się gumowym konikiem po głowie i po prostu są działania (sporo jest tych działań), do których podchodzą razem. To znaczy, pamiętamy, każde sobie, ale jednak to „razem” jest wyraźniejsze niż w przypadku innych dzieci.

Co więc powiedzieć rodzicom, którzy czekają, aż ich dzieci będą się razem bawić? Uzbrójcie się w cierpliwość. I nie słuchajcie durnych komentarzy osób postronnych. Jeśli je chłoniecie, narastają w was nierealistyczne oczekiwania względem własnego potomstwa i potem sobie myślicie, że jest z nim coś nie tak. Z nim jest wszystko tak, tylko wasza koncepcja zupełnie się rozjeżdża z ich tempem rozwoju. Trzeba też powiedzieć, że przy pewnej różnicy wieku do „spotkania” nigdy nie dochodzi. Dla czternastoletniego chłopaka dwuletnia siostra nigdy nie będzie kompanem do zabawy, choćbyśmy nie wiem jakie modły w tej intencji wznosili. Młody prędzej się sprawdzi jako opiekun, ale jego świat pozostanie jego światem i nie będzie go dzielił.

Trzeba też w końcu powiedzieć, że wspólne działanie, jak już w końcu do niego dojdzie, też nie jest wieczne. Na etapie podstawówki pierworodne dziecko preferuje relacje z rówieśnikami, a z młodszym rodzeństwem bawi się tylko wtedy, kiedy nie ma lepszej koncepcji lub pod nieobecność największej psiapsióły czy też klasowego przyjaciela. To nie jest tak, że wreszcie zaczynają się razem bawić i mamy z bańki na długie lata. Miodnie jest – i tu pozwolę sobie na westchnienie – kiedy nasze bliźnięta wejdą w etap wspólnej zabawy. Ludzie, to jest piękne, to jest naprawdę piękne. Piszę te słowa, kiedy moje chore obecnie dzieci same się sobą zajmują. Mają sześć lat, jedno jest starsze o trzy minuty od drugiego. Chwilo, trwaj 🙂

8 KOMENTARZE

  1. Fajny tekst (zresztą jak zawsze :)). My mieliśmy ciągle jakieś naciski ze strony znajomych (majacych juz dwojke dzieci), ze trzeba drugie zaraz od razu bo pozniej to juz sie nie beda razem bawic. Dobrze ze sie nie dalam namowic, haha! 😉

  2. Bawiące się razem rodzeństwo znam tylko z forów dyskusyjnych (niezwykły świat, swoją drogą), z rzeczywistości – nie. Aferki – owszem, naparzanki – jak najbardziej, relacje opiekuńcze – też, czemu nie, krótkie chwile przy tablecie – czasem (najczęściej najstarszy gra, reszta się z szacunkiem przygląda, a potem prędzej czy później następuje wrogie przejęcie sprzętu). W konfiguracji gimnazjalistka – czwartoklasista – przedszkolak raczej nie może być mowy o wspólnej zabawie. Gimnazjalistka plus pierwszoklasista równa się pożar. I tak dalej, w tym duchu.
    Dogadywanie się – to tak, prędzej, ale u starszych dzieciaków i też z niezbyt przepastną różnicą wieku.

  3. To ja tylko dopowiem, że sama jestem zadziwiona że prawiedwulatka i czteroipółlatka mają momenty (podkreślam momenty!) ze razem się pobawią, np. że obie udają kotki, albo w pociąg, albo piłkę razem poturlają. Większość czasu jednak razem ale osobnom, choć widzę jak młodsza inpsiruje się starszą, co potem widzę jakie mi zabawy proponuje

    • Ależ ja nie mówię, że wspólnej zabawy nie ma. Jest, oczywiście, że jest, ale po pierwsze zanim zaistnieje, to się sporo naczekamy, a po drugie to działa tylko do pewnego stopnia 🙂
      Pod tym względem bliźniaczki są inne. One faktycznie non stop się razem bawią. No ale same dla siebie są grupą rówieśników, więc 🙂

  4. To ja mam bardzo inne osobiste odczucia zabawy między mną a młodszym bratem, 2 lata i 2 m-ce róznicy. Fakt, że wtedy nie było aż tylu zabawek, LEGO było na etapie zerowki dopiero, ale ja sama pamiętam, że odkąd brat zaczął siedzieć, byliśmy nierozłączni, a jak zaczął chodzić, to wszystko robiliśmy razem, nie obok siebie, a jak już byliśmy na tyle duzi, żeby razem bez opiekunów wychodzic na dwór, to od rana do nocy spędzaliśmy razem całe wakacje, całe dnie, nie było dnia, godziny, żeby jedno wyszło bez drugiego (poza lekcjami)… Dopiero po podstawówce jak poszliśmy do liceum/gimnazjum dalej od domu i zmienił się krag znajomych i nawarstwiło obowiązków, przestaliśmy spędzać czas razem w takim wymiarze.

  5. My mamy różnicę 3 i pół roku i to prawda, prawdziwa interakcja i wspólna zabawa jest od niedawna. Młodszy za miesiąc kończy 3 lata, starszy ma 6 z hakiem. W tej chwili świetnie bawią się razem. Jednak już od ponad roku, odkąd młodszy zaczął stabilnie się przemieszczać i starszy potrafił nawiązać z nim kontakt werbalny ze strony starszego było duże zainteresowanie bratem. Opiekuje się nim, przynosi jedzenie, picie, z własnej woli pomaga przy rozbieraniu do kąpieli, pokazuje ciekawe rzeczy. Jest bardzo, bardzo fajnie. Ciut większa niż u Was różnica wieku zaowocowała tym, ze w zasadzie od narodzin brata mogłam starszemu wytłumaczyć jak rozwija się maluch, było mniej zazdrości a więcej zrozumienia. Jestem bardzo zadowolona.

  6. Ślę oto pokłony w wyrazie szacunku za ten tekst. Az mi sie zachciewa wydrukować, tylko nie wiedziałabym co dalej.
    Nosić w kieszeni gdyby ktoś na ulicy zaczął temat ? XD

    A propos. Czy ktos slyszal o narastającej zazdrosci ? Młodsza moja ma niemal 2 lata i wczesniej nie było u nas Takiej zazdrosci o mame. Teraz się to zaczęło.