Zacznijmy od tych kabaretów. Człowiek raz na czas jakiś oko zawiesi, wzdychając do świętej pamięci kabaretu Potem, i pokiwa się z nostalgią, bo przecież dawno, dawno temu w odległej galaktyce działał Kabaret Starszych Panów przedobry i przewzór. Dziś ma na wizji po prostu kabarety. I te kabarety serwują skecze. Z sezonu na sezon coraz głupsze, by nie powiedzieć prostackie, idące po najmniejszej linii oporu i ciosające humor kilofem, miast go misternie wyplatać. Publiczność co prawda rży, ale człowiek się zastanawia, po czemu ona tak rży, skoro jedynym zauważalnym uczuciem jest poczucie zażenowania. Tym większe, im bardziej kabaret znany.

I oto grupa, którą naprawdę cenię zwłaszcza za jej lidera, który świetnie się sprawdził jako premier, przygotowała skecz o teściowej. He, he, he, któż się nie pośmieje z teściowej, co nie? Żelazny zestaw sceniczny. No i tak od gagu do gagu, gadu-gadu, ple-ple-ple doszło do kwestii, że teściową może ktoś weźmie i zgwałci. O ho, ho, boki zrywać. Ale gdzież tam zgwałci, przecież taki bandzior to on oczy ma i jakąś wrażliwość estetyczną też ma i piętnaście razy się zastanowi, zanim ten czyn popełni, bo musiałby być, biedny człowiek, rzeczywiście mocno seksualnie zrozpaczony. Teściowa bowiem totalnie akobieca i aseksualna jest. Ho, ho, ho, zaśmiałby się Mikołaj po kilku głębszych, bo na trzeźwo się nie da, o jaki to pyszny żart był, no, no, paluszki lizać, mniam.

Zróbmy teraz salto mortale i łamiąc wszelkie prawa czasu i przestrzeni przenieśmy się do zbiokomu. I niech to będzie tramwaj. Niech sobie siedzę tam ja i niech ja do roboty jadę. Jadę więc i widzę, że przede mną siedzi kobieta z na oko sześcioletnią dziewczynką, bardzo zresztą wesolutką i miło sobie gadają. Dziewczynka ma farbowane włosy, coś w stylu balejażu, a u nasady wyraźnie widoczne odrosty, takie na około 4-5 cm, czyli włosy musiały być farbowane już dawno. Około sześć lat ma panna, przypomnę.

Co ma piernik do wiatraka, spytacie i słusznie zrobicie, bo wyjaśnić trzeba. Na pierwszy rzut oka nic. Na drugi jednak mają pewną podskórną, podprogową cechę wspólną, która, rzec trzeba, mocno mnie niepokoi. Obracamy się otóż w rzeczywistości przesiąkniętej seksem i erotyką, ale nie w jej subtelnym i pięknym wydaniu, z którego można sklecić sztukę, tylko w cebulano-buraczanym, takim rodem z obory. Świetnie ona, ta seksrzeczywistość, koresponduje z fujarą wymalowaną sprayem na murze i właśnie takim głupawym, kabaretowym żarciochem oraz humorem na poziomie stałych rezydentów spod budki z piwem. To rzeczywistość, która – jeśliby oddać to słowami – nie kocha się, ale rucha i pierdoli. Rozumiecie, o czym mówię?

Dociera to do nas ze wszystkich stron, głównie przez środki masowego przekazu i inne internety, co sprawia, że nigdy wcześniej tak dużo nie widzieliśmy, nie słyszeliśmy i nie mówiliśmy o seksie, a przy okazji o przemocy z seksem związanej. I teraz do adremu, bo już późno. W głupawych żarciochach przemoc seksualna gubi wyraz „przemoc” i zostaje z niej rubaszne ruchando, co robi strasznie złą robotę w świadomości społecznej, uspokaja, zagłaskuje i każe dalej bagatelizować problem. A potem taki dostaje pół roku, po trzech miesiącach wychodzi za dobre sprawowanie i ma głęboko w dupie cały wymiar (nie)sprawiedliwości. No bo o co robić raban, co nie?

Ta sama seksrzeczywistość przedwcześnie transformuje nam dzieci w dorosłych. Tak, stawiam tezę, że właśnie to jest przyczyną, podaż cielesności w jej bardzo wulgarnym wydaniu. Dlatego mamy kilkuletnie panieneczki paradujące po plaży w bikini. Och, jakież one słodziutkie, cium, cium. Małe kobietki, ach, ach. Mamy dziewczynki, które do pierwszej komunii idą w pełnym makijażu, który spokojnie można nazwać wieczorowym. Mamy sześciolatki z farbowanymi włosami. Na imprezach przedszkolnych i szkolnych dzieci słyszą piosenkę o rudej, która na górze jest ruda i na dole też (pisałam już o muzycznym ogłupianiu dzieci w przedszkolach), a dzieci mi mówią, że ich kolega z zerówki cały czas śpiewa o Aleksandrze, która taka, taka ładna, zgrabna, mądra, taka, taka seksibomba i co to jest seksibomba, mamo.

buty2

Kto za tym stoi? Dorośli. My. Oczywiście, dziewczynki chcą być jak swoje mamy, naśladują je, podbierają buty i kosmetyki, któreż tego nie robią, ale rolą dorosłych jest staranie o zachowanie w dzieciach dzieciństwa. Nie przerzucajmy ich przedwcześnie w dorosłość, na miłość boską, przyjdzie na to czas! Do nas należy pokazanie właściwych proporcji i powiedzenie stop tam, gdzie stop należy powiedzieć. Jaki jest cel makijażu, farbowania włosów, malowania paznokci? Biologicznie rzecz ujmując, samica chce być atrakcyjna, by zwrócić na siebie uwagę samca. Mechanizm znany jak stary jest świat. Małe dziewczynki nie muszą być atrakcyjne dla małych chłopców, a dla dużych tym bardziej. Niech będą dziewczynkami a nie małymi kobietkami. Nie odzierajmy ich z magii dzieciństwa. Świat i tak zrobi to za nas. Howgh.

Fotki użyte w tekście pochodzą z pixabay.com.

17 KOMENTARZE

  1. Mam to samo, razi mnie strasznie robienie z dziewczynek starych-malutkich. W moim prywatnym odczuciu upiększanie dzieci po dorosłemu jest zwyczajnie wystawianiem ich na żer pedofilom. Już nie mówiąc o tym, że nawet jeśli nic się nie stanie, to w główce tej dziewczynki już od samego początku będzie zakorzeniona świadomość, że musi być seksualnie atrakcyjna. Czy z takiej dziewczynki, która wyrośnie w przeświadczeniu że to jak wygląda jest najważniejsze i najistotniejsze zostanie coś więcej niż malowana laleczka?

  2. Jesli tęsknisz za Potem (ja też!) to zobacz Kabaret Hrabi, to ci sami ludzie, przynajmniej Kamys i ta babka, nie pamiętam nazwiska, skecze super 🙂

  3. Taki przykład: chcę nauczyć starszego (lat 10), że internet to nie tylko gry, ale cała masa bardzo przydatnej wiedzy. Zachciewa mu się ciasta, którego nigdy nie robiłam, każę więc wyguglać. Znajduje na jakimś blogu, owszem, przepis wydaje się przystępny. Ale występuje pod tytułem: najlepsze ciast x, prawdziwy orgazm. Nie spytał, co to, ale nadal nie wiem, po co?! blog normalny, kulinarny, nawet bez reklam.

  4. Poruszyłaś we mnie strunę pewną (i to przy pierwszej porannej kawie o zgrozo), i ona teraz drga i uspokoić jej nie mogę. Nie rozumiem i nie chcę rozumieć czym kierują się mamuśki robiące z córek swych małe-dorosłe, boję się tego, co z nimi będzie za lat dziesięć… Ale chciałabym też zapytać (jako matka chłopca): Co te nasze chłopy małe będą miały za sieczkę w głowach? Czego oni będą szukać w kobiecie skoro na każdym kroku wszystko takie poprawiane?

  5. Ja też bardzo nie lubię (to oczywiście nie jest groźne, ani niebezpieczne, czy wulgarne), robienia z dzieci dorosłych ubrankami. Wystarczy pooglądać małe manekinki „w wieku” mojego dwuletniego synka ubrane w marynarki z łatami na łokciach, kaszkiety, rureczki itd. Kopia dorosłego faceta. Moja teściowa też rozplywa się nad takimi strojami i dziecko tylko wtedy elegancko wygląda jak ma koszulę, ozdobne szelki itd. Nie jest to z seksem związane (przynajmniej to), ale czy mój dwulatek nie zdąży się jeszcze nachodzić w takich rzeczach? Zwłaszcza, że mu wygodniej w dresikach i piszczy z radości, gdy ma koszulkę z Zygzakiem Makkłinem, czy innym Kermitem…

    • Oj tak. Moja teściowa też to uwielbia. Byliśmy z małym na weselu, gdy miał dwa miesiące. I oczywiście teściowa się napalała, że kupi mu garnitur z kamizelką i buty i Bóg wie co jeszcze. A ja się uparłam i ubraliśmy go w ładnego bodziaka i białe śpioszki z misiem. I wyglądał jak dziecko, a nie „stary malutki”.
      Teraz wiosną byliśmy (z już trzylatkiem) na komunii, ubrałam go w dżinsy i rozpinaną koszulę w kratkę, by wyglądał nieco bardziej elegancko, to oczywiście usłyszałam – a gdzie krawat i marynarka? U trzylatka…

  6. Matki, które tak robią, powiedzą, że dziecko samo chciało. Uparło się, że chce mieć balejaż, makijaż, kolczyki, tatuaż, tipsy czy inne. I tańczy przy zespole Weekend. Tylko że ktoś dziecku musiał podsunąć pomysł. W szkole, w domu, bo inne dziewczynki mają… No a w ogóle to usłyszysz „Pofarbowałam dziecku włosy i co mi zrobisz? Nie wtykaj nosa do cudzego prosa”

  7. Ja jestem pedagogiem, pracuję z dziećmi na co dzień. Nie mogę patrzeć na to, o czym piszesz, kiedy dzieciom odbiera się dzieciństwo. Moim zdaniem występuje to u wielu dorosłych z niezaspokojonymi własnymi ambicjami i zaniżonym poczuciem własnej wartości – wówczas dziecko służy jako narzędzie przechwałek.

  8. Jest jeszcze inny aspekt (abstrahując od dzieci – bo te należy chronić a nie narażać i taka jest rola rodzica) tematu który poruszyłaś. A właściwie od którego zaczęłaś. Ten kabaret i te rubaszne żarty o bandziorze który nie zgwałci bo wrażliwość estetyczną posiada a ta teściowa taka nie kobieca. Przez takie rubaszne haha o gwałcicielach mamy potem wypowiedzi np. polityków, że dziewczyna sama sobie winna bo biegała po parku albo winna bo może za krótką spódnicę miała albo bluzkę za cienką i biedny gwałciciel się skusił. No musiał, nie mógł się opanować – to nie jego wina wysoki sądzie… smutne to.

  9. Bardzo ważny wpis Krusz! Ostatnio dużo myślę o seksualizowaniu dzieci poprzez takie akcje mamusiek, poprzez bilboardy, reklamy… Temat rzeka.