Kiedy dzieciom zaczynają wypadać mleczne zęby, czyli jak nie zwariować przez Wróżkę Zębuszkę

26
1929

Wróżka Zębuszka jest stosunkowo młodym wynalazkiem między Odrą a Bugiem i ściągnęła do nas nieco później niż Halloween. Jej sytuacja – by użyć języka korpolskiego – nie rozwija się tak dynamicznie i nie stwarza odpowiednio szerokich perspektyw, a powód ku temu jest bardzo prosty: usługi Wróżki Zębuszki są płatne, a rezultat jej działań raczej nie nadaje się na wystawienie na widok publiczny. To znaczy o mleczaki chodzi, bo dziecko to wiadomo, pokazać możemy zawsze. Kiedy zaczyna grasować Zębuszka? Rodzice dzieci w wieku przedszkolnym przestępują z nogi na nogę, warto więc powiedzieć parę słów na ten temat.

Po czym poznać, że to już za momencik?

Przede wszystkim przekazuję potwierdzone info od naszej ortodontki, do której pielgrzymujemy cyklicznie co jakiś czas, że to, kiedy mleczaki zaczynają wypadać, zależne jest od tego, kiedy dziecko zaczynało ząbkować. Im wcześniej ząbkowanie, tym wcześniej wypadanie. Dlatego rówieśnicy najstarszego dziecka już dawno mogą szpanować sequelem jedynek, dwójek, a może nawet i trójek, kto wie, a my utrzymujemy się w ogonie stawki. Cóż się dziwić, skoro pierwszy ząbek pojawił się w szesnastym miesiącu życia. SZESNASTYM. Pierwszy ząbek. Tak, tak.

To, że coś się zaczyna dziać, możemy poznać bardzo łatwo i to nie tylko dlatego, że potomek nam zgłasza, że jego zęby zaczynają się ruszać. Czasami się nie ruszają. Rozsuwają się natomiast charakterystycznie. Przerwy między zębami stają się jakby większe, dziąsła grubsze i jakby obrzmiałe. Młodzież może się skarżyć na ból w jamie ustnej (i warto zajrzeć do środka, bo może się okazać, że przy okazji mamy do czynienia z jakąś aftą, a to boli jak cholera), może się skarżyć na ból głowy, może być marudna, zupełnie jak przy ząbkowaniu. Najczęściej więc mleczaki zaczynają się chwiać, bo naciskają na nie tkwiące jeszcze pod linią dziąseł zawiązki zębów stałych, ale jeśli się nie chwieją, to nie oznacza, że cisza na morzu.

Często (znów potwierdzone info, tym razem od dentystki) zdarza się tak, że mleczaki mają się świetnie, a zęby stałe zaczynają wyrastać ZA linią zębów mlecznych. Z tyłu. Jak u rekina. Usuwać wtedy mleczaki czy nie usuwać? Szkoły są ponoć różne, nasza ortodontka (potwierdzone info) kazała usunąć, ale uwaga, nie na zapas. Czyli jeśli za jedynką mleczną wyrasta jedynka stała, to usuwamy jedynkę mleczną, a nie przy okazji dwójkę, by działać profilaktycznie. Jeśli usuniemy za dużo, zęby wyrosną krzywo i więcej szkody narobimy niż pożytku. W efekcie, w naszym konkretnie przypadku u dzieci młodszych, najpierw usunięta została jedna dolna jedynka, a następnie druga. Zęby stałe znajdujące się początkowo z tyłu pięknie przemieściły się do przodu i wyprostowały. Szał ciał. Można wspomóc ten proces przez delikatne wypychanie nowych zębów językiem do przodu. Działa, potwierdzam.

Kiedy wychodzą zęby stałe i w jakiej kolejności?

No to kiedy te zęby mleczne zaczynają wypadać i w jakiej kolejności? Statystycznie (a wiemy, że jest cała prawda, częściowa prawda i statystyka) proces zaczyna się około szóstego lub siódmego roku życia. Część dzieci gubi pierwsze ząbki wcześniej, ale – jak wspomniałam wcześniej – wiele zależy od ząbkowania. Najczęściej jako pierwsze wypadają dolne jedynki, a następnie jedynki górne. W międzyczasie, zupełnie niezależnie od nich wyrzynają się stałe zęby trzonowe, których dziecko wcześniej nie miało, czyli szóstki. Tak, tak, pamiętajmy, że garnitur zębów mlecznych kończy się na piątkach. Szóstki, siódemki i ósemki wyrastają tylko raz. Kolejność może zostać zaburzona, tak jak kolejność wychodzenia zębów mlecznych podczas ząbkowania. I znów – tak jak w zupełnie nietypowej kolejności wychodziły mleczaki, tak teraz zęby stałe również (w naszym przypadku) nie trzymają się harmonogramu.

W okolicach pierwszej lub drugiej klasy podstawówki (7.-8. rok życia) wyrastają dwójki dolne i górne. Górne statystycznie szybciej (ale wiemy, co o tym sądzić). Trójki i czwórki czekają na 10. i 11. rok życia, piątki jeszcze później wychodzą, bo około 11.-12. roku życia. Jeśli mielibyśmy okazję i potrzebę zrobić zdjęcie pantomograficzne (czyli rentgen szczęki i żuchwy) około 8. roku życia dziecka, to zobaczylibyśmy, że zęby mleczne sobie są, ponad nimi w dziąsłach są zawiązki zębów stałych. Wszystkie oprócz piątek. Piątki zawiązują się najpóźniej.

Jeśli istnieje potrzeba noszenia aparatu ortodontycznego (a w naszym przypadku istnieje), to zaburzona kolejność wychodzenia zębów stałych może nam pomieszać szyki. I pomieszała. Zamocowanie aparatu i w ogóle wykonanie odlewu uzębienia jest możliwe wtedy, gdy wyjdą pierwsze trzonowce, czyli szóstki. Jeśli szóstki, które już dawno powinny się przebić, nadal marudzą, jesteśmy skazani na czekanie. Szlag może trafić, ale co zrobić.

Jeśli młodzież zgłasza nam, że rusza jej się ząb, o, zobacz, mamo, o tutaj, ten, o widzisz, rusza się, rusza, to jeszcze nie oznacza, że tydzień minie i będziemy mieli z bańki. Czas należałoby liczyć raczej w miesiącach. Stopniowo następuje zanikanie korzenia w zębie mlecznym (i nie jest powiedziane, że zniknie on do końca, możemy się zdziwić), stąd chwianie się zęba, ale należy uzbroić się w cierpliwość. To potrwa. Czasem zęby zupełnie się nie ruszają, a za nimi wyrastają stałe, ale o tym już było wyżej.

Usuwać mleczaki u dentysty czy metodą „zrób to sam”?

Nie ma też co na siłę przyspieszać działań. Żadnego „daj, tatuś ci porusza ząbek, to szybciej wypadnie” lub „daj, pociągniemy i wyjdzie”. Bez sensu. Wyjdzie to wyjdzie, nie ma dwudziestolatków chodzących z garniturem rozchwianych zębów mlecznych, spokojna głowa. Jeśli już istnieje konieczność usunięcia mleczaka, to robimy to po bożemu i profesjonalnie, czyli idziemy do dentysty. Wtedy mamy pewność, że ząb zostanie wyciągnięty w całości i nie dojdzie np. do ukruszenia korzenia, co mogłoby zaowocować paskudnym i bolesnym stanem zapalnym.

Usuwanie zęba u dentysty nie musi przebiegać traumatycznie. Najpierw żel znieczulający na dziąsło, potem aplikacja właściwego znieczulenia w zastrzyku (znieczulenie dziąsła sprawia, że dziecko nie czuje ukłucia), potem lekkie szarpnięcie i po zawodach. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że usuwane jedynki nie raczyły pozbyć się korzeni, a przynajmniej nie w takim stopniu, jakiego się po nich spodziewano.

Dobre efekty daje, jeśli siądzie się na fotelu dentystycznym razem z dzieckiem i trzyma delikwenta na kolanach. Nasza dentystka sprytnie ukrywała strzykawkę ze znieczuleniem do samego końca, ja zasłoniłam młodej pacjentce oczy, tak że nie widziała zbliżającej się igły i nie czuła aplikacji znieczulenia z racji posmarowania wcześniej specjalnym żelem dziąsła. Cała zabawa trwała góra 10 minut, a potem dziecko za trud i poświęcenie zainkasowało 5 zł 🙂

W głowie się nie mieści i co z tą Zębuszką?

Przychodzi czas, że dzieci zaczynają się mocno interesować swoim uzębieniem, trwa nieoficjalna rywalizacja z rówieśnikami, komu co i kiedy już wypadło. Wypatrują kiwających się ząbków i nawet najlżejsze drgnięcie lecą zakomunikować swoim rodzicom, dumne i blade rozdziawiając paszczę. Trzeba jednak wiedzieć, że bardzo często przed tym etapem jest etap strachu. Dzieci nie chcą, by coś się działo z ich zębami, czasem nawet płaczą i żądają od dorosłych zapewnień, że ich to nie spotka (to znaczy dzieci, bo w przypadku dorosłych już jest po ptakach), że pozostaną im ząbki takie, a nie inne i nic im wyrastać nie będzie.

Nie ma co panikować – do rodziców mówię – trzeba przez to przejść. To tak jak z dojrzewaniem do szkoły podstawowej. Nawet jeśli intelektualnie młodzian ponad poziomy wylata, jest jeszcze coś takiego jak psychika i emocje, a one mogą do odpowiedniego momentu dojrzewać później. Etap strachu przed utratą zębów mija, pierwszy ząb wypada, okazuje się, że świat się nie skończył, życie tym bardziej, dlatego na powtórkę z rozrywki czeka się przebierając nogami, zwłaszcza że prezentacja dziury w szeregu robi na rówieśnikach potężne wrażenie. Dzieci zaczynają sobie „pomagać”, chcą przyspieszać proces i na przykład dość intensywnie masują zęby językiem. I dobrze. To właśnie jest to.

To co z tą Zębuszką? Czy płacić dzieciom za mleczaki? Stoję na stanowisku, że warto to robić, jeśli miałoby to w czymś pomóc (np. zminimalizować traumę wizyty u dentysty), ale nie warto na siłę małpować zachodnich obyczajów. Wróżka Zębuszka tak jak Mróz, Piaskowy Dziadek i tego typu postacie należą do innej kultury. Jasne, że kultury się mieszają, zawsze się mieszają i w końcu nasza rodowicie staropolska choinka bożonarodzeniowa jest tak naprawdę – achtung, achtung – rdzennie niemiecka, ale stoję na stanowisku, że lepiej się dzieje, jeśli to zjawisko wzajemnego przenikania się kultur następuje stopniowo i płynnie. Wtedy nie budzi to w nas oporów i wątpliwości.

Co ja robię? Ja za wypadnięte mleczaki zapłaciłam, bo wiązało się to z niejakim przeżyciem (dentysta, ortodonta), a i dziatwa się dopominała (zwłaszcza że w klasie trwa finansowy ranking Wróżek Zębuszek, co jest już nie halo, ale co zrobić), ale sama z inicjatywą nie wyskakuję. Liczę, że w końcu nastąpi moment, że upomnienia się nie będzie. Dobra nasza i cześć.

Ikona notki z pixabay.com

26 KOMENTARZE

  1. Co do tych dwudziestolatków z mleczakami… Mój młodszy brat w tym roku trzydziestkę kończy (o rany, ale jestem stara), a mleczaków ma 5. Zawiązki zębów stałych jakieś szczątkowe, raczej już nie wyrosną. Więc jednak zdarza się:)

  2. Jak byłam mała (lata ’90), nie było żadnych Wróżek 😛 Była Myszka, która obok łóżka zostawiała jakąś czekoladkę albo jajko niespodziankę 😀

    Wróżka Zębuszka mi się kojarzy z Hannibalem Lecterem 😉 Tak mi się przypomniało w duchu Twojego serialowania, Krusz 😉

  3. Nie mieliscie myszki, ktora placila za mleczne zeby? Kladla pod poduszke. Miom zdaniem, strzelala sobie w kolano, bo w zwiazku z kryzysem oraz psychika dziecka, cala forse przepuszczalismy na lizaki, zeby nam zeby szybciej wypadaly 😛 Musze popytac, czy to istnialo na wylacznie na Slasku, czy tez to jakis zwyczaj typowo rodzinny.

    • Chyba tylko na Śląsku 😉 u mnie w domu, jak pisałam wyżej, była Myszka, ale przynosiła właśnie słodycze (czekoladki, czekoladowe figurki, jajko niespodziankę). U męża na Mazurach nic takiego nie było.

      • Moja rodzina ma zdania podzielone, jak zawsze, hehe. Jedni twierdza, ze to byl niemiecki dziadek, ktory ten zwyczaj wprowadzil, ale nie potwierdza tego czesc rodziny, bo dziadek byl urodzony na Kresach i, cytuje,” nie byl taki glupi, zeby dzieciakom pieniadze pod podszke wpychac”. Za to rodzina po drugim niemieckim dziadku nie pamieta zadnej forsy pod poduszka, jedynie slodycze. Babco takowe ekscesy nie posadzam.
        Acha, przepraszam za brak polskich liter. „Zeby” i „zeby” wychodza tak samo, niestety.

      • Wy to w ogóle macie to, czego nie ma reszta kraju. Zajączki macie, aniołki macie czy kto tam u Was nosi prezenty, to i mysz się znalazła 🙂 Ale na (Z)Dolnym Śląsku, takim regionalnym, słowiańskim multikulti myszki nie uświadczysz. Chyba że mieszka tu ktoś ze Śląska 🙂

  4. My poszliśmy na kompromis i Wróżka Zębuszka przyszła tylko raz – przy pierwszym wypadniętym ząbie. Przy czym dzieć napisał list, żeby absolutnie zęba nie zabierała, bo ona zbiera. W pudełku po zapałkach są już zęby 4 (dziewczę lat 6,5).

  5. Nasz pierworodny ostatnio utracił kolejnego mleczaka i stanowczo domagał się wizyty Wróchy Zębuchy. Starzy byli wypłukani z monet (dziecko oczywiście było skłonne przyjąć łaskawie banknoty…), więc młodszy brat wypatroszył skarbonkę i wrzucił mu pod poduszkę garść drobniaków. Dobre dziecko. Ale heloł, jedenastolatek i Zębuszka? Jak nic stała się kolejną okazją do podreperowania budżetu, jak świadectwo, urodziny, kieszonkowe i podobne 🙂

  6. A ja się czepnę, w dodatku nie na temat. 😛 Choinka owszem, niby niemiecka, ale tak naprawdę to zwyczaj pogański – jodła jako wiecznie zielone drzewo była symbolem życia, dającym w zimie nadzieję na powrót wiosny (jodłę przystrajano w jabłka, orzechy i różne ogólnodostępne wówczas bajery 😉 w Szczodre Gody- dzień przesilenia zimowego jako symbol właśnie tej nadziei na wiosnę). Bardziej niż formę drzewa, jodła była w formie podłaźniczki. Kontynuacją celebrowania wiosny jest maik 🙂 Dziękuję za uwagę, przepraszam za czepialstwo 😛

  7. Moja siostra trochę przesadziła i w wyniku Zębuszki, dzieciak za każde wypadniecie zęba otrzymuje 40 zł, 20 zł od mamusi i drugie tyle od tatusia, ale może to w wyniku rozwodu chcą je nieco bardziej rozpieszczać. W każdym razie dobry pomysł, dziecko zawsze lżej zniesie wypadanie zębów, bo powiedzmy jest to jakaś motywacja, żeby za mocno nie marudzić.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here