Spodziewamy się czynów spektakularnych i cudów od ręki. Wyglądamy niezwykłych zjawisk, aniołów dmących w trąby, gigantycznych fajerwerków, nieziemskich uniesień i wszystkiego, z czym kojarzy się słowo miłość. Tymczasem ona bez porównania częściej przejawia się przez banalną codzienność i rzeczy najprostsze. Może dlatego zwykliśmy uważać, że jej nam brakuje. Zwyczajnie jej nie zauważamy i nie sądzimy, że ona to ona. A jednak.

Bardzo często mylnie sądzimy, że miłość oznacza nieobecność konfliktów i doskonałą harmonię, ale brak zmarszczek na powierzchni wody znaczy tylko, że nic się nie dzieje i nie ma niczego, co taflę mogłoby poruszyć. Doskonała harmonia istnieje wyłącznie w obliczu braku kontaktu. Gdzie jest miłość, trwa wieczna potyczka altruizmu z egoizmem, a dowody nieposzanowania uczuć przebijają się do świadomości znacznie głośniej niż dowody ich okazywania.

Droga do otwartego umysłu zaczyna się od otworzenia oczu. Dlatego tak dobrze jest obserwować dzieci, zwłaszcza te młodsze, które jeszcze nie nasiąkły społecznymi konwencjami i zahamowaniami. Dzieci, które na cały tramwaj potrafią zawołać „O, mamo, a tamta pani, o tamta, o, mamo, to ona ma taką samą kurtkę jak ty!” albo „O, mamo, a dlaczego ten pan ma taką dziwną nogę?”. Dzieci, które dopiero uczą się kręcić, kłamać, nie zauważać i udawać, że nic się nie stało. Dzieci, które nie kalkulują, czy okazanie uczuć będzie się im opłacać. Po prostu to robią. Instynktownie i szczerze. To niezwykle cudowna sprawa, jakiej lekcji miłości potrafią dostarczyć bliźnięta.

Miłość jest wtedy, kiedy ostatniego cukierka zachowuje się dla siostry, bo to są te, które ona lubi najbardziej, mimo że samemu również się je najbardziej lubi. Miłość jest wtedy, gdy się od logopedy wychodzi z mikrozabaweczką (taki zwyczaj) i mówi „Albo wiesz co, mamo? To dla Marhrhrysi”. „Już nie chcesz?” – pytam. „Chcę, barhrhdzo, ale Marysia się ucieszy”. Miłość jest wtedy, kiedy jedno płacze, a drugie natychmiast biegnie po jej ulubioną poduszkę, bo wie, że to zadziała uspokajająco. Miłość jest wtedy, kiedy idą razem do świetlicy trzymając się za ręce i jedna mówi do drugiej „Nic się nie bój, ja jestem z tobą”.

Miłość jest wtedy, kiedy jedna boi się czegoś w nocy, a ponieważ chce skorzystać z łazienki, druga budzi się, wstaje i jej towarzyszy. To niesamowite, kiedy jedna wskakuje w nocy do rodzicielskiego łóżka, bo coś jej się przyśniło i zasypia w nim, a po pewnym czasie z drugiego pokoju przychodzi jej siostra i mówi, że boi się o tę drugą, bo jej nie ma. Niczego nie słyszała, po prostu obudziła się, bo poczuła, że siostry nie ma w pokoju. Miłość jest wtedy, kiedy jedna mówi do drugiej „Kofam cię, Marrrrrcysiu”, a druga odpowiada „Ja też cię kofam”.

Takie proste, wręcz banalne przykłady wzajemnej głębokiej więzi. To myślenie najpierw o tej drugiej, a potem o sobie, to nastawienie na bycie razem i świadomość tworzenia zespołu. Wspólne inicjatywy, dbanie o siebie nawzajem i przekonanie, że żadne z podejmowanych działań nie pozostają bez wpływu na drugą osobę, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. I cóż, to jest ten moment, kiedy człowiek spodziewa się jakiejś dopinającej wszystko pointy. Nie będzie pointy. Jest zwyczajne, codzienne życie, dzień po dniu sinusoida uczuć i działań. Jak zwykle, jak zawsze. Oby trwało.

Ikona notki z pixabay.com.

10 KOMENTARZE

  1. Pięknie. Aż mi żal, że podobne obrazki nie występują u nie-bliźniąt. Moje trzy diablęta (rozpiętość wieku spora) praktycznie na okrągło walczą między sobą, aż pierze czasami leci. Wrrr. 🙂

  2. Piękne! Zawsze marzyły mi się bliźnięta 🙂 Z braku laku urodziłam córki tak szybko, jak się (u)dało. Między najstarszą, a najmłodszą jest 3,5 roku różnicy i… też tak mamy, że ciasteczko dzielą na trzy, a rano starszaki wskakują do łóżka najmłodszej, żeby się razem poprzytulać 🙂