Gdybym napisała, że nie obchodzę Bożego Narodzenia, pierwsze emocje zapewne byłyby mniejsze. Cóż, w końcu mogę być ortodoksyjną ateistką, mogę wyznawać zupełnie inną religię, mogę w końcu wyznawać religię chrześcijańską, ale w obrządku prawosławnym i obchodzić Boże Narodzenie dwa tygodnie później czy ileś tam, nie łączyć się więc duchowo i czasowo z całą resztą społeczeństwa. Gdybym napisała, że nie obchodzę Wielkanocy, pokiwano by głową i rzucono coś o kiczu kurczaczków i inwazji przesłodzonych króliczków, no i rozumiemy, bo w końcu każdy ma prawo się wyindywidualizować z rozentuzjazmowanego tłumu. Ja jednak napiszę, że nie obchodzę Halloweenu. I napiszę też, żeby dać mi do tego prawo.

Dlaczego nie biorę w tym udziału? Przyczyny są dwie. Pierwsze primo – zwyczajnie nie podoba mi się to święto. Nie podoba mi się i już. Nie znajduję nic atrakcyjnego w przebieraniu się za wampiry i zombie, nie czuję potrzeby drążenia dyni, nie pociąga mnie to, nie rajcuje, nie bawi, nie cieszy. Kogoś bawi – jego sprawa, niech robi, co chce. Mnie nie bawi, nie zachwyca i koniec, nic na to nie poradzę. Powiem więcej, nawet mnie w pewien sposób odstręcza i budzi niesmak. Jeszcze rok temu napisałabym inaczej, dwa lata temu też, ale dziś sytuacja jest inna, bo zaistniało drugie primo.

A drugie primo jest takie, że wykazuję silną alergię na nachalną komerchę, którą się wciska drzwiami, oknami, przez komin i dziurkę od klucza. Halloween wkroczyło z impetem między Odrę a Bug nie dlatego jednak, że takie warte jest propagowania (bo jakoś trzydzieści lat temu mieliśmy je głęboko w zadzie, a to przecież żadna odległość czasowa), tylko dlatego, że tak świetnie można na nim zarobić. Sprzedaż gadżetów, przebrań, okazjonaliów to potężny i prężnie rozwijający się biznes.

Żeby było jasne – dokładnie tak samo zbrzydło mi Boże Narodzenie, bo Mikołaj już dawno przestał być święty, a w worku zamiast prezentów nosi tylko Coca-Colę i abonament telefoniczny w promocji (plus TV gratis). Dokładnie tak samo mierzi mnie sprzedawanie hot dogów, waty cukrowej i chińskich szajsów z plastiku pod cmentarzami na Wszystkich Świętych. Dokładnie tak samo zraża mnie do Wielkanocy zalew badziewnego kiczu kurczakowo-zajączkowo-jajcarskiego, który nie ma nic wspólnego z samą ideą święta i jest niczym innym jak jeszcze jedną okazją do wyciągania kasy.

Halloween to dla mnie jeszcze jedna okazja sprzedażowa, nic więcej. I oprócz tego niezwykle irytuje mnie zwyczaj łażenia po domach i zbierania cukierków. Bo w małych miejscowościach może to wyglądać inaczej, ale jak na dużym osiedlu w dużym mieście w ciągu dwóch godzin zaliczam piątą z kolei ekipę i człowiek za przeproszeniem do kibla nie zdąży wyjść, to już mnie to wpienia. I zwyczajnie nie otwieram drzwi. Strywializował się ten pierwotny zwyczaj i wykrzywił. Dokładnie tak samo jest z Lanym Poniedziałkiem. Nie ma nic przyjemnego w oberwaniu lecącym z siódmego piętra woreczkiem z wodą (nie mówiąc o tym, że można zginąć). Nie ma nic fajnego w zaliczeniu wiadra wody tuż przed wejściem do autobusu.

Ależ, ależ, przecież to taka wielowiekowa tradycja, a my przecież też mieliśmy swoje dziady i jeszcze przedchrześcijańskie, więc co ja wypisuję. No mieliśmy. I tak, wielowiekowa tradycja, zupełnie temu nie przeczę. Jednak ani trochę nie wpływa to na moje nastawienie. Jak mi się Halloween nie podobało, tak nie podoba mi się nadal, choćby stały za tym nie wiadomo jak silne przesłanki historyczne. Wyczuwam też coś w rodzaju presji obchodzenia. Bo wszyscy tak robią i wszyscy się przebierają, wszyscy chodzą do Lidla i Biedry po dynie. Niech chodzą, niech się przebierają, ja tego nie robię i mam do tego prawo. I nie mam ochoty podążać razem z tłumem. Nie podoba mi się jednak to, że z miejsca zyskuję łatkę ciemnogrodu i katotalibanu, choć moja niechęć nie ma żadnych konotacji religijnych. Wyłącznie estetyczno-marketingowe.

Co na to dzieci? Zanim temat Halloweenu zdążył w ogóle ode mnie wyjść, same do mnie przyszły i powiedziały, że nie chcą się przebierać. I że im się to nie podoba, a wręcz samo święto wzbudza w nich strach. Nikt ich nastawiał i zbrodniczo nie indoktrynował antyhalloweenowo, nikt w ogóle zagadnienia nie poruszał. Przyszły i powiedziały, że nie lubią. Nie zamierzam ich nawracać i przekonywać, że jednak zachwyca. W przedszkolu się przebierały, ale minęło te parę lat i już im się odwidziało. Też mają do tego prawo.

Doskonale rozumiem zjawisko przenikania się kultur, kulturowych zmian i tak dalej. Wiem, że w tradycji nie ma czegoś takiego jak stała i constans, a ogólnie panta rhei, więc za czterdzieści lat nie poznam mojego własnego kraju. Tak to już jest, przyjmuję. Uważam jednak, że jeśli już zaznajamiamy się z tradycją anglosaską (czy też celtycką, to akurat teraz drugorzędna kwestia), jeśli w szkole prezentujemy dzieciom na lekcjach kulturę inną niż nasza w ramach rozszerzania horyzontów, to można to robić umiejętnie i z wyczuciem. A zadanie domowe z angielskiego pt. pokoloruj trumny jest zwyczajnie wybitnie głupie. Howgh.

Ikona notki z pixabay.com

43 KOMENTARZE

  1. OMG! (że tak zacznę z angielska). Kolorować trumny w ramach Halloween???!!! No dobra, nie wypowiem się.
    Powiem tylko tyle, że o ile jestem anglofilką, o tyle Halloween nie lubię i już. Polskich świąt też nie lubię w zasadzie żadnych, więc ogólnie rzecz biorąc jakaś mało świętowa jestem. Mnie też wolno, a co 🙂

  2. A mi jest kompletnie obojętne. Jako dziecko nie obchodziłam, bo nie było, jako dorosła nie obchodzę, bo nie czuję potrzeby. Nawet starsze dziecko (młodsze jeszcze za małe) nigdy tematu nie podjęło. Wiem, że gdzieś tam jacyś ludzie się bawią i jeśli im z tym dobrze, niech się bawią 🙂
    I tylko raz zdarzyło się, że jakieś dzieciaki przyszły po cukierki. Dokładnie 10 lat temu 🙂 Pamiętam, bo w tym dniu wróciłam do domu ze szpitala ze świeżo urodzonym pierworodnym i ostatnie, o czym myślałam, to cukierki dla obcych dzieciaków.

  3. O, nie jestem jedyna 🙂

    Co prawda ja z powodów, że albo wóz albo przewóz. Czyli skoro jestem katoliczką, to nie leję wosku na Andrzejki i nie przebieram się za wiedźmę na Halloween.

    Dziecko, stety-niestety, tak jak w temacie Mikołaja czerwonego-grubaska z reniferami, pewnych rzeczy nauczyło się z bajek 🙁 Na to się nic nie poradzi. Dostał piżamę szkieletora z Lidla, bo fajnie świeci z nocy, no i tak czy siak należało mu kupić nową piżamę.

    U nas jeszcze nie chodzą po cukierki. Jeszcze. A jeśli mają zamiar, to lepiej żeby mi się w drzwiach nie pokazywali 😀 Słowo daję, że porobię im fotki (szczególnie trzecioklasistom) i zaniosę do proboszcza 😛

    • A wiesz, że to bardzo ciekawe jest co piszesz? Chodzi mi o pierwsze zdanie: odkąd sięgam pamięcią lałam wosk na andrzejki i do głowy nikomu nie przychodziło, że to jest niekatolickie. Jako dziecko też nie bawiłaś się w żadne wróżby andrzejkowe, czy z wiekiem przestałaś? napisz proszę coś więcej, bo bardzo mnie to zainteresowało.

      • Szczerze Ci powiem, że raz czy dwa pewnie wosk przelałam, bo w szkole te rzeczy organizowano. Potem pamiętam, że mi babcia (w odróżnieniu od moich rodziców, głęboko wierząca) powiedziała o zabobonach, że tak się nie powinno robić. Jakoś mi to utkwiło w pamięci później 🙂 Nie uczestniczyłam w podobnych imprezach nawet jak mi się na kilka lat drogi z Kościołem rozminęły.
        Natomiast o Halloween mało się wtedy mówiło, a Wszystkich Świętych było obchodzone bardziej w tonie „święto zmarłych”.

        • Patrz, jakoś nigdy nie myślałam o laniu wosku jako o zabobonie, tylko o zwyczajnej zabawie okazjonalnej, przecież nie wierzyłam w ogóle w to, co się ulało z wosku, zaraz o tym zapominałam. Może współczesne dzieci tak samo podchodzą do Halloween? Dałaś mi do myślenia 🙂 W moich czasach szkolnych o Halloween chyba nikt nie słyszał, może na angielskim coś wspominano, ale nie pamiętam. I tak, Wszystkich Świętych to było „święto zmarłych”, w domu mojego wujka atmosfera była wręcz żałobna, nawet radia nie pozwalał włączyć.

          • Na pewno tak samo podchodzą, jak do zabawy 🙂 Chodzi głównie o świecące dynie, przebieranki, duchy, słodycze lidlowe w kształcie gałek ocznych i pająków 😀 Czyli całą tę komerchę znaną dzieciom głównie z bajek (specjalne odcinki wszystkiego, co leci na Nick Jr), która odrzuca ludzi naprawdę świętujących 31 października Samhain.
            Problem w tym, jak do tego podejść jako wierzący rodzic… I tu czasem jestem w kropce :/

            A z atmosferą w domu wujka możemy sobie rękę podać 😉 U mnie do dziś rodzice podchodzą do Wszystkich Świętych jak do Dnia Zadusznego i jest takie dwudniowe święto zmarłych 😉

            Pozdrawiam 🙂 Miłego dnia 🙂

  4. Dziękuję! Ubrała Pani w słowa to, co chodziło mi już wcześniej po głowie przy okazji Walentynek, chociaż w mniejszym „natężeniu”, bo w ich przypadku też kicz straszliwy i komercha na potęgę, ale przynajmniej idea sympatyczniejsza niż kolorowanie trumien.

  5. Nie obchodze Halloween bo jako osoba wierząca dla mnie jest to celebrowanie okrucieństwa, które mialo miejsce w średniowieczu ale niestety nie wszyscy, którzy obchodzą Halloween o tym wiedzą, co nie zmienia faktu, że ogólnie lubie mroczne klimaty caly rok a nie tylko w ten jeden dzień 😉 Ale mroczne klimaty mają sie nijak do Hallowen moim zdaniem…

    A po drugie, jako osoba która przeżyla śmierci kliniczną czasem widze i slysze to czego nie powinnam wiec w sumie mam Halloween nacodzień 😉

    Pozdrawiam z Azji 🙂

    • Halloween to święto na długo przed średniowieczem i z okrucieństwem nie ma nic wspólnego. Przebieranie się za strachy i świecące dynie mają inne zadanie. Z całym szacunkiem, ale Pani też wprowadza w błąd 😉 Pozdrawiam.

  6. Dla jasności – Halloween nie obchodzę, moje dzieci też nie. Nie przebierają się za wiedźmy, nie biegają po mieszkaniach sąsiadów nawołując „cukierek albo psikus”, nie kupuję im żelek w kształcie szczęk czy oczu. Starsza córka poprosiła jednak podczas ostatnich zakupów o dynię – „bo Pani na angielskim zorganizowała konkurs i poprosiła, żeby chętne dzieci pomalowały/ozdobiły dynie”. Młoda prace plastyczne uwielbia więc się zgodziłam. Dyni namalowała markerem oczy, nos i usta, zrobiła czapkę i zaniosła do szkoły. No i wróciła ze łzami w oczach. Usłyszała od dwóch siedmiolatek, że robienie ludzi z dyń to jest grzech. Bo to tak jakbyśmy żyli z diabłem. Wszystko rozumiem, głęboką wiarę rodziców i ich siedmioletnich dzieci. Ale litości! Czy zrobienie ludzika z dyni przez dziecko, które w żaden sposób nie angażuje się w to religijnie to grzech?

  7. Całkowicie zgadzam się z wypunktowanym problemem z wyjątkiem 4. akapitu, przy którym poparcie ze 100% spadłoby na ok. 25%.

  8. Spójrz na to z innej strony. Jakby nie Halloween, to byś od września miała Mikołaja w sklepach a „Last Christmas” w radiu, hehe

  9. Halloween w moje tereny (Wrocek!) jakoś nie zawitało i po cukiery nigdy nikt nie był – nawet nie wiem czy to lubię 😉 i wiecie mam wrażenie, ze jednak wcale w naszym kraju tak mocno i z pompą go nie obchodzimy jak by wystawy na to wskazwały….. Komercja w sklepach i głównie tam to święto szaleje bo w domach to już jakoś mniej.
    Dynie ogarniemy bo ja wielbiam plastyczne rzeczy i nieletnia też już łapie więc każda okazja u nas dobra….nawet bez okazji a pewnie wystawa w przedszkolu będzie to i miło się poogląda ( tak samo miło jak inne wystawy częste dość u nas)
    Rękodzieło kocham – i powiedzcie, że niektóre lampiony z dyni nie są piękne lub zabawne (nie pisze o potworach typu oczy żeby dziura na nos) a ze z dyni trudno….latem z arbuza machniemy 😉

  10. A ja lubię,niezależnie od komerchy. Zawsze świętowałam ten dzień -to moje urodziny podoba mi lampion z dyni zamiast tortu. U mnie zawsze jest święto w ten dzień

  11. Halloween nie, ale Święto Dyni już tak 🙂 Podoba mi się impreza w Ogrodzie Botanicznym. U moich dzieciaków w żłobku maluchy mają sie przebrać na pomarańczowo, a u starszej w przedszkolu jest impezka pt ognisko i pieczenie kiełbasek i ciasto dyniowe. I to dla mnie jest spoko.
    Ja z kolei te parę (naście 😉 ) lat temu ze znajomymi świętowałam Halloween na zasadzie: urządzamy nocny maraton hororrów.
    Ale kolorowanie trumien na angielskim?? Ble :/ I za 5 minut co było? Religia? I kolorowanie obrazków z P. Jezusem? No dramat.
    Nie ogarniam 🙁 Tak jak fascynacji Monster High.

  12. Hehe to co ja mam powiedziec…Nie przepadam za tym swietem, a mieszkam od 10 lat w Irlandii, gdzie jest ono szalenie popularne.
    Od kilku lat (dwoch ,trzech chyba ) juz nie ozdabiam domu itp.
    Jak cora była młodsza niestety wypadało, bo przychodziły znajome dzieciaki przewaznie irlandzkie. Niefajnie byłoby nie robic. Tutaj pukają tylko do domu, który jest ozdobiony halloweenowo. Średnia otwierania drzwi hmmm…co kilka minut! A zaczyna się ok 16ej młodsze dzieci…Wyglądają słodziasnie, zwłaszcza poprzebierane w zwierzaczki, dynie..
    Później zaczyna sie horror bo chodzą starsze dzieciaki. Od niedawna widze na fb wrszła moda na charakteryzacje na umarlaka dzieciakow. Fotki z makabryczna twarza u dziecka i czekanie na „lajki” obrzydliwosc…

  13. Jednym słowem kolorowanie trumien stanowiło do nich gwóźdź 😉
    Lubię Halloween jako pewnego rodzaju alternatywę do płaczliwych, ponurych i znienawidzonych serdecznie Zaduszek (Wszystkich Świętych w zasadzie, bo w Polsce granica między nimi właściwie nie istnieje). Pamiętam jedne takie Zaduszki – jako niespełna dziesięciolatka najpierw zostałam przeczołgana przez największy cmentarz w Warszawie po grobach ludzi, o których istnieniu pojęcia nie miałam, potwornie zmarzłam, wracałam w upiornej ciasnocie, a jako pociecha wystąpiła telewizja, a konkretnie film ‚Pogrzeb świerszcza’. Trauma.
    Komercja mi nie przeszkadza, gdybym znielubiła wszystko, na czym ktoś próbuje zarobić, niewiele by mi zostało.

    • Mnie tam komercja też nie przeszkadza. Obchodzę halloween bo lubię ze starszą wycinać (i wcinać) dynię. Mimo, że jestem niewierząca obchodzę też święta katolickie, a gdybym wiedziała jak, to parę świąt innych religii też bym przygarnęła bo po prostu lubię imprezy i spędy rodzinne. Nie oceniam innych czy ktoś lubi czy nie – zasadniczo mam na to wyje** 🙂 tak jak na to, że komuś może się nie podobać obchodzenie „wigilii” u ateistów. Żyjmy i pozwólmy żyć innym. Btw. jakieś 3 tyg temu po naszym osiedlu grasował ksiądz z wizytami duszpasterskimi (tak, kolęda w październiku) i jakem niewierząca nawet wpuściłabym z ciekawości, by po ludzku pogadać. Ale trafił akurat na męża i nie wyszło 😉

  14. Każdy powinien celebrować te Święta, które odpowiadają jego przekonaniom. Z Halloween jest ten kłopot, że wywodzi się z tradycji anglosaskiej dlatego też my, Polacy nie czujemy z nim żadnej więzi.

  15. Też nie obchodzę, bo nie lubię, bo mnie to nie bawi. Mimo to nie dziwię się, że tyle młodzieży obchodzi Halloween – chyba wszystkie polskie święta są smutne, albo nastawione na zadumę i refleksję, a całe te przebieranki, zabawy, wycinanie lampionów wydają się weselsze i przyjemniejsze niż ciągła martyrologia.