Prosty sposób na uratowanie śniadania

19
3737

Uwaga, rzucam hasło: niedojedzone śniadanie. Aaaaach, w tym momencie wszyscy rodzice dzieci w wieku szkolnym pokiwali głową ze zrozumieniem. Tak, moi drodzy, to nas łączy. Możemy nawet zagłębić się w szczegóły i powiedzieć, że doświadczyliśmy różnych wersji tej cechy wspólnej, od zupełnie niewinnej, wyciąganej na drugi dzień z dziecięcego plecaka, przez nieco bardziej zaawansowaną (niedojedzone śniadanie piątkowe odkrywane w poniedziałek), po level hard, czyli czerwcowa zawartość śniadaniówki znajdowana pod koniec wakacji.

Tak, kochani, pokolenia mijają, a w śniadaniówkach, odkąd je wynaleziono, zawsze dzieje się to samo. Wspomnijcie czasy własnej podstawówki i powiedzcie, że wam się nie zdarzało. Ha, właśnie! Pal licho kanapki, ale już naprawdę można się nieźle wkurzyć, kiedy człowiek myje te banany i jabłuszka, pracowicie obiera te pomarańcze czy mandarynki, opłukuje winogrona, kroi marchewkę na kawałeczki, wszystko dla kochanego potomka, by nie chłonął wyłącznie pieczywa z kiełbasą i serem, a po powrocie młodocianego ze szkoły odkrywa w śniadaniówce owocową zupę-krem. Co on robił z tym plecakiem, na miłość boską? Wysyłał kopniakiem na Marsa? I dlaczego nie zjadł? Sami byśmy wsunęli, od ust sobie odjęliśmy, a teraz jeszcze musimy to posprzątać.

Czy coś można zaradzić? Na pewno nie sprawimy, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nasze dzieci zaczną zjadać wszystko, co im włożyliśmy do plecaka, ale możemy zminimalizować straty. Ba, nie tylko zminimalizować, ale sprawić, że zawartość śniadaniówki będzie łatwa do przechowywania, łatwa do zjedzenia, bardzo smaczna i bardzo zdrowa. Jak to zrobić? Ha! Warto uzupełniać uczniowskie śniadanie o naturalne soki i musy owocowo-warzywne. To jest genialna sprawa. Co zyskujemy?

sokimusy5

sokimusy7
sokimusy6

Po pierwsze czas. Nie wiem jak u was, ale u nas jest go wiecznie za mało. Jeśli mam go na tyle, by umyć i pokroić jabłka, to świetnie, ale chcę poznać tego, kto wyprawia dzieci do szkoły i sam wychodzi do pracy na pełnym luzie. Zazwyczaj gonimy z wywieszonym jęzorem i marzymy o darze bilokacji. Mus załatwia sprawę. To znaczy nie powoduje bilokacji (smuteczek), ale rach-ciach-ciach wkładamy mus do dziecięcej śniadaniówki i sprawę owoców i warzyw mamy z głowy.

Po drugie porządek. Niedojedzony mus nie grozi praniem całego plecaka. Myślicie, że nie przerabiałam? A jakże. I ten elementarz oraz ćwiczenia suszone suszarką, tak, tak. Nie zje do końca? Zakręca koreczek i już.

Po trzecie nie musimy kombinować, jakie owoce i warzywa zapakujemy dzisiaj do plecaka, a co jeszcze ważniejsze, nie musimy biegać po sklepach i kupować. Wiecie, jak to jest. Idziecie do dyskontu lub supermarketu i owszem, jabłka są ładne, ale brzoskwinie wyglądają już na lekko przechodzone, do mandarynek macie sporo zastrzeżeń, a winogrona pół Polski zdążyło obmacać i spróbować. Stajecie przed dylematem: kupić, co jest, i iść, czy wygospodarować więcej czasu (skąd, na Boga!) i ruszyć do innych sklepów w poszukiwaniu towarów lepszej jakości. Musy są dobrze skomponowane i zawierają w odpowiednich proporcjach to, co sami zamierzaliśmy nabyć.

sokimusy9
sokimusy

Po czwarte soków i musów na rynku jest sporo. Bez problemu możemy wybrać takie, które są po prostu inaczej podanymi owocami i warzywami. I oczywiście nikt nie mówi, żeby zrezygnować z jedzenia owoców w ich “podstawowej” postaci. Skąd! Mus czy sok może być po prostu świetnym uzupełnieniem szkolnego śniadania. Fantastycznie sprawdzają się podczas całodziennych klasowych wycieczek. Zamiast zapychać plecak niezdrowymi przekąskami (u nas zresztą jest klasowy zakaz w tej materii), wkładamy owoce, a ponieważ nie chcemy obciążać dziecięcych pleców, które będą ten plecak cały dzień nosić, wybieramy owoce i warzywa w postaci musu. Ja tak robię i to naprawdę zdaje egzamin.

sokimusy11

sokimusy8

sokimusy10

Po piąte ratują nas w podbramkowej sytuacji. Znacie to? Gonicie z dziećmi do szkoły, jesteście już blisko i nawet jest szansa, że zostawicie młodzież i zdążycie na tramwaj, a wtedy nagle któreś pyta:

– Mamo, a wzięliśmy śniadanie?

A niech to! Śniadanie pięknie zapakowane zostało oczywiście w kuchni na stole i będzie tam sobie na nas czekać, aż po południu ściągniemy z powrotem do domu. Co robić? Ja na szczęście mam po drodze sklep, gdzie mogę coś “na szybciora” kupić, co da się wziąć na ząb (np. drożdżówkę – tak, tak, już widzę te maczety i kosy na sztorc), a dodatkowo dołożyć mus. Sytuacja uratowana, a i wyrzuty sumienia jakby mniejsze 🙂

sokimusy4

sokimusy3

I jest dobrze, prawda? Wiecie, wyznaję zasadę, że jeśli życie może być prostsze, to należy je takim uczynić. Mamy tyle na głowie, tyle spraw do załatwienia, zapamiętania, okiełznania, szkoła, praca, lekarze (wiecznie ci lekarze, kiedyż to się skończy?), obowiązki, rachunki i co tam jeszcze można wynaleźć, dlatego staram się upraszczać codzienność tam, gdzie jest to możliwe. Po to, żeby szybciej, wygodniej i oszczędniej można było spiąć każdy dzień. Nie z myślą o sobie (choć to też, bez przesady), ale o dzieciach.

sokimusy2

Mniej mojego stresu, to mniej ich stresu, mniej mojego pośpiechu, to mniej ich pośpiechu, więcej pogody ducha u mnie, to więcej pogody ducha u nich. I tego się trzymajmy, howgh.

Soki i musy – witaminy w wygodnej formie” jest finansowana z budżetu Unii Europejskiej, Rzeczypospolitej Polskiej oraz ze środków Funduszu Promocji Owoców i Warzyw, stanowiących wkład własny KUPS.

legalka

19 KOMENTARZE

  1. Moje dziecko jeszcze zadobywa przedszkolnych luksusów, także o śniadania się nie martwię (ani o obiad, ani podwieczorek i podwieczorek nr2). Jednak przyznam, że musy są z nami odkąd Filip skończył roczek i mógł sam sobie je aplikować. Jest tak szeroka oferta na rynku musów i soków 100%, że każdy coś dla siebie wybierze 🙂 W Rossmanie są fajne musy firmy Hipp, ciekawe połączenia owoców, jednak nie rujnuje się na najdroższe warianty dla 4-latka. Jednak już niedługo dołączy do nas drugi bobas i znów zacznie się szał słoiczków, musów itd. 🙂 Pozdrawiam gorąco.
    P.S. My oczywiście mamy przerwę od przedszkola. I tu się może lekko pochwalę, że moje dziecko od dwóch lat nie bierze antybiotyków na infekcje (ale brał, ojjjj brał). Znalazłam sposób na odporność i choroby – bańki ogniowe stawiane oczywiście przez profesjonalistę 😉 Polecam wszystkim 🙂 U nas rewelacja.

  2. Wszystko ładnie, pięknie, ALE: soki owocowe to nie to samo, co owoce. To najprostsza droga do nadmiernego spożycia cukru. A soki najskuteczniej niszczą zęby. Polecam film „Cały ten cukier”. Autor bardzo trafnie opisuje, jakie błędy żywieniowe popełniamy w dobrej wierze, myśląc, że zdrowo się odżywiamy. A koncerny robią nas w trąbę. Sami sobie wychowujemy pokolenie, które nie ugryzie jabłka ze skórą i nie ma pojęcia jak smakuje jogurt naturalny albo zwykły twaróg – wszystko jest słodzone. A już to, co ma obrazek sugerujący grupę docelową – koniecznie bardziej.

    • Zgadzam sie. Dzieciom przedszkolnym i wczesnoszkolnym powinno sie dawac do picia wylacznie wode aby nie przyzwyczajac tak bardzo do cukru. Nie oszukujmy sie, dzieci zjadala w ciagu dnia duzo wiecej cukru niz dorosli! Tutaj soczek, pozniej kakao, drozdzowka, lizaczek, jogurt owocowy (ktory zawiera glownie cukeir) serek i tym podobne. Ja bym nie ruszla takich paczkowanych musow nawet 3 metrowym kijem a co dopiero dala dziecku. Mieszkam w Danii i tutaj dzieciom absolutnie nie wolno dawac soczkow do szkoly! Polacy ktorzy przyjezdzaja tutaj do pracy maja mnostwo pretensjii ze maja telefon ze szkoly bo dziecko dostalo na drugie sniadanie bialy chleb z nutella i soczek. Dla Dunczykow za to zasady sa jasne- do szkoly nalezy robic dzieciom kanapki z ciemnego pieczywa, do tego woda w butelce i jakies owoce. Jak dla mnie uwazam ze to fantastyczne – w domu niech sobie jedza co chca ale w szkole dzieciom powinno sie od malego wpajac dobre nawyki zywieniowe. Bardzo dobrze, ze szkola ingeruje tutaj w takie rzeczy, bo niektorym rodzicom jest absolutnie wszystko jedno co dzieci jedza i jechaliby po najnizszej linii oporu.

  3. O tak. Musy w tubce towarzyszą na wszędzie przy 1,5 roczniaku. Praktycznie zawsze mam w torebce kupny (np. z Lidla, syn uwielbia) i nie muszę się martwić nagłym napadem głodu na spacerze, kiedy rączki nie do końca czyste. Mamy też saszetki wielorazowe cherub baby i często robię od razu kilka porcji i zamrażam. Ale rozmrażanie niestety nie wchodzą dzieciowi aż tak dobrze. 🙁

  4. Hmmmmmm… kilka postów temu piszesz o oszczędzaniu na każdym kroku, a teraz musik i soczek razy 3 codziennie??? Finansowo mnie by to ubiło;) na miejscu!! Jednak poprzestanę na owocach w oryginale, jeśli nie sprawdzają się w szkole, to może w domu, na spokojnie, po szkole 🙂 A do szkoły woda i kanapeczki:))

    • Slusznie prawia Kolorki. Dla malucha to swietna sprawa, ale dla dziecka w szkole? Toc przeciez takiemu juz nawet nie trzeba jablka kroic. Nawet szczerbate daja rade. Poza tym wszystkie przeciery o szumnych nazwach, ze niby z mango, z truskawek, etc. zawieraja 90% jablek lub bananow i minimalne ilosci owocow drozszych. Finansowo to sie kompletnie nieoplaca. Do tego, kwestia recyklingu. Ogryzek jablka wroci do obiegu, saszetka – niekoniecznie.

      • Pokroi sobie samo jabłko i samo zrobi kanapki. Prawda. Jednak musy kapitalnie sprawdzają się w sytuacjach awaryjnych i jako wyposażenie szkolnych wycieczek. Obok kanapek. Nigdzie nie twierdzę, że normalne owoce są be. Nie mówię o zastąpieniu, tylko urozmaiceniu, to ogromna różnica. Tak, dawajmy owoce i warzywa, jak najbardziej, jak najczęściej, to bardzo ważne. Można jednak coś uzupełnić. I o to tu chodzi.

          • Nigdzie. Nie spodobał mi się po prostu fakt, że najpierw szumne podliczanie każdego grosza, który ucieka z portfela nie wiadomo gdzie, a kilka dni później namawianie do pojenia dzieci soczkami i karmienia musikami. Dla podkreślenia o jakich kwotach może być mowa, ujaskrawiłam fakt mnożąc przez 3 – bo trzy córki, i że codziennie – że wtedy drogo wyjdzie. Obawy moje wzbudza fakt, że jak sobie raz damy wolne od zrobienia normalnego śniadania, to nam to w nawyk wejdzie, jak dzieciom kilka razy damy soczek i musik, to nie będą zachwycone wodą i jabłkiem do ogryzania… nie ma w tym nic złego, nie mój biznes doprawdy, ale w połączeniu z ekonomią dla maluczkich brzmi to dla mnie niezbyt dobrze, tak jakby pierwszy tekst napisany był na zlecenie banku, a drugi na zlecenie firmy produkującej soczki i musy, a że się logicznie wykluczają, pech;) I nie wierzę, że są rodzice, którzy sami na mus czy soczek na wycieczkę nie wpadli i trzeba im o tym specjalnie napisać:) Poza tym trochę luzu 🙂 Nienawidzę przepychanek internetowych, ale tym razem zwyczajnie czułam się wywołana do tablicy!

        • Dookreślę. Musy są świetne na klasowe wycieczki i wtedy je kupuję. Jakoś nie wydaje mi się, by wycieczki szkolne były organizowane codziennie. Może coś mi umknęło? Sprawdzają się też w podbramkowych sytuacjach, kiedy zapomnę zapakować dzieciom śniadania, a dobrze by było, żeby miały coś pod ręką, zanim zjedzą szkole obiad. Również i to nie zdarza się codziennie, jak mi się zdaje. Mogłabym im kupić wtedy paczkę ciastek w czekoladzie, ale kupię mus. I to się świetnie da pogodzić z oszczędzaniem, o którym pisałam. Nie wierzę, że tego nie dostrzegasz.

  5. To ja polecę… Domowe musy 😉
    Sama przy chemioterapii pochlanialam je na tony. Wystarczy szatkownica lub blender, pięć minut wieczorem i cały dzień można szamać 🙂
    Do transportu świetnie nadają się szklane butelki po kubusiopodobnych (można nawet trzasnać tygodniową porcję i zapasteryzowac).
    Bez sztucznych dodatków, bez cukru, dziwnych konserwantów. Kwestia tylko dorwania fajnych owoców. A jabłka w tym roku są wyjątkowo smaczne 🙂

  6. no niestety ale masz dość nikłe pojęcie o zdrowym odżywianiu… sok jabłkowy z zagęszczonego soku= oprócz smaku to to wartości ma zero; mus jest zwykle pasteryzowany chociaż i w folii aluminiowej ( wewnatrz opakowania)- warto przeczytać o przenikaniu glinu do potraw, szczególnie kwaśnych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here