No dobrze, powoli zbliża się ten etap, kiedy o Teletubisiach będzie można powiedzieć, że jak zachwycają, skoro nie zachwycają, a Agi Bagi nie wciąga tak, jak wciągało (a wsysało jak huragan, zebro-marchewka, kurze jajo, kurze jajo). Zbliża się etap, kiedy na równi z kreskówkami (kreskówki zawsze są OK, nawet w okolicach sześćdziesiątki) młodzież cieszy się filmem. FILMEM. Rozumiecie, prawdziwi aktorzy i te sprawy. Wkraczamy w etap KINA FAMILIJNEGO, normalnie szał ciał i uprzęży, dlatego dobrze jest wiedzieć, co zapodać młodocianym na pierwszy ogień, żeby radość mieli przednią, a nie wynudzili się jak mopsy. Pozwólcie więc, że podpowiem wam kilka propozycji, z którymi można się zgodzić (i to byłoby miłe), a można się i nie zgodzić (i to nie byłoby miłe, ale przyjmę na klatę). Zanim jednak coś polecę, wyjaśnijmy sobie, co kilka praw, jakimi kino familijne się rządzi.

Mamy więc w nim zazwyczaj aktorów dziecięcych i dorosłych. Bardzo często występują też zwierzęta. Humor w kinie familijnym nie jest najwyższych lotów i z finezją bynajmniej się nie przytulał, błędem więc będzie spodziewanie się tejże. Należałoby bardziej obrać kurs na niefortunne upadki, bekanie, puszczanie bąków i tego typu sprawy. Mówiąc inaczej humor dostosowany jest do odbiorców, których w pewnym wieku najbardziej śmieszy słowo siku i kupa. Kino familijne rzadko kiedy może się pochwalić dobrym aktorstwem i na to też należy przymknąć oko. Akcja bywa przewidywalna (rodzina z problemem/konfliktem, który na końcu zostaje rozwiązany, a wszyscy wkraczają na nowe tory), ale taka ma być. Nadrzędną zasadą jest dopasowanie fabuły i przekazu do odbiorcy. A odbiorca ma mniej więcej siedem lat. I tego się trzymajmy. Startujemy więc z listą, listą, listą familijnych przebojów kinowych. Już!

E.T.

Klasyk nad klasyki, kto tego nie widział, nie widział niczego. E.T. było, jest i będzie pozycją obowiązkową, choć ci, którzy widzieli go pierwsi, sami dzisiaj mają dzieci i to wcale nie takie najmłodsze. Historię kosmity, który przypadkiem trafił pod dach rodziny – dzisiaj byśmy powiedzieli – wielodzietnej, odmieniając jej życie raz na zawsze, zna każdy. E.T. dostarczy nam fantastycznych emocji, głębokich wzruszeń, wartkiej akcji, humoru wcale nie takiego płytkiego, no, po prostu dobrej rozrywki. Relacje między dziećmi (zwłaszcza między rodzeństwem) ukazane są dokładnie tak, by były w pełni zrozumiałe dla siedmio-, ośmiolatka. Zapodaliśmy E.T. dzieciom i siedziały jak zamurowane. Elvis wiecznie żyje i E.T. dotrzymuje mu towarzystwa, to pewne.

et

Mali agenci i Mali agenci 2 (3 już niekoniecznie)

Co za totalne zaskoczenie! Co za szok! Nie przypuszczałam, że sama się wciągnę, nie przypuszczałam, że to taki dobry film! Och, oczywiście, pamiętamy cały czas o zasadzie nadrzędnej, czyli dopasowaniu przekazu i humoru do wieku odbiorcy, ale mimo wszystko zabawa jest przednia dla widza w każdym wieku. Wartka akcja z zaskakującymi zwrotami, niezwykła fabuła oraz – co jest szczególnie wartościowe – ukazanie rodziny, która niesie sobie wzajemnie wsparcie. Sequel na zaskakująco dobrym poziomie. Trzecią część można sobie odpuścić – jest niczym więcej jak odcinaniem kuponów od sławy i recyclingiem kotleta już raz zmielonego. Tak czy inaczej na dwóch pierwszych częściach młodzież siedziała jak przymurowana i rżała jak rasowe klacze. Warto!

mali_agenci

Niania McPhee i wielkie bum

O Jezusie, jaka to ciepła opowieść, jaka edukacyjna i jakim fantastycznym happy endem naznaczona (filmy familijne zawsze kończą się happy endem, niczego więc nie spoileruję). Jak bardzo główna bohaterka mama przypomina klasyczną, zalataną, polską matkę, która próbuje ogarnąć miliard spraw i pogodzić to jeszcze z pracą zawodową. Jak bardzo jej problemy przypominają problemy wszystkich innych matek. Jak bardzo jej dzieci przypominają inne dzieci w tym samym wieku. W te oto realia wkracza pewnego dnia szczypta magii, by zostawić pięć ważnych życiowych lekcji. Fontanna endorfin, kumulacja pozytywnych przeżyć, śmiech do rozpuku, wzruszenie do łez i zad przykuty do kanapy przez całe półtorej godziny. Jaki piękny film, musicie koniecznie go zobaczyć! Dzieci docenią, to pewne.

niania_mcphee

Marmaduke – pies na fali

W kinie familijnym nader często pojawiają się zwierzęta, a bywa też tak, że grają pierwszoplanowe role, a ludzcy aktorzy robią za tło. Tak jest i w tym przypadku. Marmaduke to wielki dog (odrobinę skundlony, ale w końcu nikt nie jest doskonały), który wraz ze swoim stadem (czyli z ludzką rodziną i kotem) przeprowadza się do Kaliforni, gdzie ojciec rodziny (samiec alfa) podejmuje nową, lepiej płatną i naznaczoną awansem zawodowym pracę. Nic tylko się cieszyć, co nie? I tu następuje klasyczna wolta, bo okazuje się, że nie taka Kalifornia, jak ją malują. Gadające psy cieszyły, cieszą i będą cieszyć, zwłaszcza jeśli przy okazji są przezabawne. A są. Przesłanie filmu jest proste jak konstrukcja cepa (w kupie raźniej, kupy nikt nie ruszy, rodzino, trzymaj się dzielnie), najbardziej familijne z możliwych, tego jednak należało się spodziewać. Dzieci rżały. Ze względu na to rżenie gorąco polecam.

marmaduke

Szajbus i pingwiny

Skoro przy klimatach zwierzęcych jesteśmy, to jeszcze trochę przy nich zostańmy. O cudownie nierozgarniętym owczarku Szajbusie już pisałam w osobnej recenzji, ale skoro o kinie familijnym mowa, nie można tego tytułu nie wspomnieć. W skali familijności od 1 do 10 Szajbus ma gdzieś 12 i rozbija bank. Familijność w postaci koncentratu, w wersji najbardziej ortodoksyjnej z możliwych, ze wszystkimi wadami i wszystkimi zaletami gatunku. Dzieci wyszły z kina w przekonaniu, że obejrzały najlepszy film w swoim życiu, przez następny miesiąc mówiły tylko o nim, dlatego wszelkie mankamenty można mu wybaczyć. W dziedzinie kina familijnego żelazna pozycja, a fabuła, pamiętajmy, jest oparta na faktach.

szajbus2

Mój przyjaciel Hachiko

To nie jest na dobrą sprawę kino stricte familijne, ale pojawia się rodzina, pojawia się w tej rodzinie pies (nagle i nieoczekiwanie, metodą przygarnięcia), pojawia się więc i historia z psem związana. Historia jest zresztą oparta na faktach i w związku z tym lojalnie was uprzedzam – bez wagonu chusteczek higienicznych nawet nie zasiadajcie w fotelu! O bogowie, to profesjonalny i bezwzględny wyciskacz łez! Wyłam jak bóbr (czy bobry wyją?), nie mogłam się uspokoić przez następne dwa tygodnie. Film wstrząsa, rozdziera na kawałki, miażdży i zawiera tak potężną dawkę miłości, wierności, przywiązania i wszystkiego, co się kojarzy z psem, że nie da się tego wytrzymać, poważnie! O czym to jest? W wielkim skrócie – by uniknąć spoilerowania – o psie rasy akita, który miał taki zwyczaj, że codziennie w tym samym miejscu (na dworcu) i o tej samej godzinie czekał na swojego pana, który wracał z pracy i wysiadał z pociągu.

hachiko

Jak zostać kotem?

Film spotkał się z bardzo różną reakcją rodziców, ale ja jestem z tej grupy, której przypadł do gustu (recenzja filmu tutaj –> klikajta, jeśli chceta). Można zapewne wskazać w nim – jak w każdym filmie familijnym – wady i zalety, jestem jednak zdania, że tych drugich jest więcej. W czym rzecz? Tatuś-pracoholik, niecierpiący bynajmniej na brak pieniędzy, dostaje lekcję od życia i w dniu urodzin swojej córki (na które oczywiście nie przybył, jak zwykle) zostaje uwięziony w ciele kota. I teraz jako kot musi odkupić swoje ojcowskie winy. Wszystko, rzecz jasna, kończy się happy endem, następuje żal za grzechy, pokuta też się udaje, złe charaktery dostają za swoje, dobre odkrywają na nowo siłę miłości w rodzinie, jest więc pięknie. Ja polecam.

jak_zostac3

Niekończąca się opowieść

To jest klasyk na miarę E.T. Nie można nie zobaczyć. Przepiękna historia o triumfie wyobraźni, która może ocalić Fantazję od unicestwienia. Wyobraźnia to coś, co umożliwi człowiekowi żyjącemu we współczesnym świecie zachować duszę. W filmie jest wszystko, co przykuje uwagę młodego widza. Uroczy smok, piękny, biały koń, zaskakujące zwroty akcji, nieprawdopodobne przygody, magia, ciekawe postaci, wartka akcja, tajemnica, no i oczywiście jakaś burza z grzmotami, bo nie ma tajemnicy bez burzy i grzmotów (burza oczywiście trwa nocą, a jak).

Dinozaury postpeerelowskie muszą odświeżyć sobie ten film (nie wierzę, że nie widzieli!) ze względu na absolutnie hitową, boską i jaką tam chcecie piosenkę Limahla, jeszcze bardziej kultową niż sam film. The Neverending Story to coś dla was.

Uwaga! Wszystkich z drużyny „a mój dwulatek oglądał Star Wars, wszystko rozumiał, nic się nie bał i świetnie się bawił” uprzedzam, że akcja jest do ogarnięcia dla dzieci starszych. Poza tym jest kilka scen, w czasie których można się przestraszyć (np. szybka zmiana w kościotrupa za pomocą spojrzenia Sfinksa).

Był sobie pies

„Był sobie pies” to coś znacznie więcej niż kino familijne. Właściwie gdyby „kino familijne” zawęzić do filmów, które obejrzymy z dziećmi w każdym wieku, wzruszymy się, ale bez przesady, nic nas nie zaboli, miło powgniatamy sobie tyłki w kanapę, pochichramy się trochę, a potem rozejdziemy do własnych spraw, to ten film zdecydowanie filmem familijnym NIE JEST. Opowiada o relacji psa i człowieka, nie zawsze dobrej. O życiu, odchodzeniu, naprawianiu błędów i o śmierci, o poświęceniu i miłości. Mnóstwo ważnych treści, piękne i głębokie przesłanie. To film o odpowiedzialności za siebie, innych ludzi i zwierzęta. O relacjach ludzi między sobą i ludzi ze zwierzętami, a relacje te bywają trudne.

Nie ma upiększania, ale nie ma też epatowania brutalnością. Życie. A życie bywa różne. Najtrudniejsze momenty zostały ukazane niezwykle delikatnie, sama byłam zaskoczona. Jest symboliczne, wielowymiarowe, przepiękne zakończenie. Jest naprawdę dobra gra aktorów, są dobre zdjęcia (na ile moim laickim okiem mogę to ocenić). Byłam pod ogromnym wrażeniem, dzieci były zachwycone (choć oczywiście bardzo wiele zależy od indywidualnego odbioru i wrażliwości).

Odpowiedni dla dzieci od ósmego roku życia. Bardzo gorąco polecam.

Gotowi na oglądanie? Ja myślę 😉 Na razie tyle propozycji, ale jeśli wpadnie nam w oko coś naprawdę wartego zobaczenia, z pewnością ten tekst uzupełnię. Taka zresztą przyświeca mi idea.

10 KOMENTARZE

  1. E.T. to pozycja żelazna w rankingu filmów dla dzieci i dorosłych, którzy jakimś cudem nie obejrzeli tego filmu w dzieciństwie 😉 Podzielam Twoje zdanie na temat „Mój przyjaciel Hachiko” – wagon chusteczek może nie wystarczyć, zobaczyłam zdjęcie i od razu mi się film przypomniał i już się wzruszyłam – piękny film. A widziałaś może film „Marley i ja”??? Super film, dużo humoru, o rodzinie też i wielkiej przyjaźni z psem – polecam strasznie bardzo 😀 Niania McPhee też mi się podoba, obie części są fajnie. Jak moje dzieciaki trochę podrosną to też im włączę jakiś film, na razie młodsza nie wytrzymuje tak długo i jak razem coś oglądają to rozprasza starszą :-/

  2. a ja nie mogę się doczekać „Sing”. Ogólnie to animowane filmy są super. „w głowie się nie mieści”, „król lew” itp. Z filmów bardzo fajne sa też przygody Mikołajka. Nawet moja 3 latka ogląda to z ciekawością. Fajny jest też film ” rozumiemy się bez słów”-naprawde polecam. Dla starszych (chociaz może niekoniecznie dzieci) polecam „Mary i Max”