Byłam. Miałam to szczęście, że byłam. Szczęście właściwie potrójne. Po pierwsze zaliczyłam Centrum Nauki Kopernik podczas Mobile Photo Trip, czyli podczas spaceru fotograficznego, jakie odbywają się w różnych miastach Polski i które łączą totalnych świrusów jeżdżących do tych miast i fotografujących je komórkami. Po drugie w związku z powyższym wejście miałam za darmo (jupi!). Po trzecie byłam bez dzieci i to okazało się komfortowym rozwiązaniem, bo mogłam zawiesić oko na tym i owym pod kątem idei sprowadzenia tam młodzieży. Mogłam przetestować, pobuszować i ocenić, czy zasłyszane opowieści zgodne są z rzeczywistością, czy przypadkiem nie jest to rzeczywistość przereklamowana. No i cóż? Ha! Przybyłam, zobaczyłam i spadły mi gacie.

Do Centrum Nauki Kopernik najwygodniej dojechać drugą linią metra od stacji Świętokrzyska (czyli praktycznie spod Pałacu Kultury). Przy wejściu jest szatnia, w której się rozpłaszczamy, potem dostajemy na ręce opaski i plastikowe karty, które są potrzebne do poruszania się po centrum i do korzystania z różnych eksponatów. Nie wybierajcie się do centrum na krócej niż kilka ładnych godzin, bo to nie ma sensu. Jak już wejść, to na całego. W środku jest też coś w rodzaju restauracji, gdzie można wrzucić coś na ząb, jest też – o zgrozo! – sklep z różnistymi różnościami i na dodatek – o zgrozo x2 – żeby wydostać się z centrum, trzeba przez niego przejść. Bardzo sprytne to było, bardzo sprytne.

No to czy warto pójść do Centrum Nauki Kopernik? Warto. Bardzo warto. I to z dzieckiem w każdym wieku. Umówmy się, że większości atrakcji młodsze dzieci nie zakumają, ale jest strefa dla maluchów do lat pięciu, jest sporo atrakcji dla dzieci późnego przedszkola i wczesnej podstawówki, masa ciekawostek dla nastoletnich podlotków, a i dla dorosłych sporo się znajdzie. Najlepsze jest to, że wszystkiego można tam dotknąć, wszystko obmacać, szarpnąć, poskakać po tym i zrobić wiele innych rzeczy. Czy eksponaty są niezniszczalne? Raczej nie. Ileś tam było jednak nieczynnych, z karteczką, że przeprasza się za usterki. Tak czy inaczej bawić się można setnie i rewelacyjnie spędzić czas.

Co zatem można robić? Sprawdzać zasady optyki w połączeniu z muzyką.

cnk

Można przesiewać piasek i w ten sposób zasięgnąć lekcji kartografii. Można macać, zbierać, rzucać, formować góry i pagórki, rowy depresyjne i tego typu sprawy. Im wyższa góra, tym bardziej czerwone odcienie na mapie aż do białych śniegów na szczytach.cnk3

Można bawić się wodą i przelewać ją z miejsca na miejsce poprzez różne zapory, wprowadzać w ruch, wtłaczać, przesączać i wprawiać w wiele innych zawirowań.

cnk2

Można wejść do kombinezonu astronauty.

cnk4

Można puszczać banki mydlane wielkości małego fiata.

cnk5

Można robić szalone mnóstwo innych rzeczy. Stosunkowo najmniej podobała mi się część kosmiczna. Zdecydowanie bardziej uboga niż sobie to wyobrażałam. Śledzimy lot satelity (możemy im zlecić zrobienie zdjęcia), obserwujemy meteoryt, cyfrową mapę Ziemi, ale na dobrą sprawę niewiele więcej. Miałam wrażenie, jakby część „kosmiczna” była jeszcze niedokończona. A ponieważ jest na samej górze, to nie ma co pchać się tam z maluchami. Nie docenią. Ach, jest planetarium z pokazem 2D i 3D, ale za wstęp trzeba dodatkowo zapłacić (i to niemało).

cnk6

A w kuli odbija się niżej podpisana.

Można słuchać dźwięków rozmaitych religii za pomocą… łokci. Słuchaliście kiedyś muzyki łokciami? Niezła jazda, mówię wam 🙂 Można grać na laserowej harfie (laserowe są struny), można bawić się światłem, o na przykład tak:

cnk7 cnk8

W Centrum Nauki Kopernik byłam w niedzielę około 10.00 i spotkałam tam tłumy. Nie wiem, kiedy jest mniej ludnie, ale należy się przygotować na prawdziwe pielgrzymki. Nie żeby jakoś to utrudniało zwiedzanie, miejsca jest w bród, ale pustek nie ma. Co jakiś czas organizowane są specjalne pokazy, które wyjaśniają jakieś tam zjawiska fizyczne, ale niestety nie było mi dane ich zobaczyć.

Ile kosztuje ta przyjemność? CNK honoruje Kartę Dużej Rodziny i z kartą bilety są kilka złotych tańsze. Z KDR bilet ulgowy kosztuje 15 zł, bilet dla dorosłego 18 zł, bilety do planetarium odpowiednio 13 lub 14 zł (chyba że idziemy na seans 3D, wtedy drożej). Bez KDR bilety kosztują 18 zł za ulgowy, 27 za normalny i 72 zł za rodzinny. Do planetarium 14 zł i 19 zł.  Dokładny cennik znajdziecie na stronie Centrum Nauki Kopernik, wygooglajcie sobie, drodzy państwo.

Czy warto wydać te pieniądze? Moim zdaniem tak. Plan mamy taki, żeby zabrać dzieciaki i wpaść do Warszawy na dwa dni. Z noclegiem. Na jeden dzień podróż z Wrocławia jest zbyt męcząca. Czy nam się to uda i kiedy się uda, to zobaczymy. W każdym razie Centrum Nauki Kopernik po tym, co w nim zobaczyłam, awansowało na listę miejsc, które koniecznie trzeba pokazać dzieciom. Obok planetarium w Chorzowie na przykład.

15 KOMENTARZE

  1. No to jak planetaria, to polecam jednak to najnowsze w Polsce – w Lodzi. Chyba ze masz zamiar poczekac jeszcze 2 lata i wtedy odwiedzic w calosci kompleks EC1, w ktorym powstaje Centrum Nauki i Techniki – taki odpowiednik Kopernika, ale poswiecony powstawaniu i wykorzystaniu energii (wszak lokalizacja w XX wiecznej elektrowni zobowiazuje), rozwojowi nauki i cywilizacji oraz kontrastom mikro- i makro- swiata.

  2. Sama się skomentuję:
    Dla pięcioosobowej rodziny znacznie bardziej opłaca się skorzystać z biletu rodzinnego za 72 zł niż ze zniżek na KDR. Chyba że czegoś nie doczytałam. Ogólnie na opłaty dla pięciu osób trzeba liczyć jakieś 150 zł (łącznie z planetarium). Trochę to jest, ale warto 🙂

    • Masz rację. Do tego KDR nie jestma honorowana przy zakupie przez internet, sic! Kupiłam internetowo, na konkretną godzinę i ta mina innych stojących w kolejce, gdy kasy zamknięte bo za dużo osób.w środku a ja z moją piątką wchodzę… I szczerze powiem, że po 6 godzinach to ja miałam dość i ogłosiłam odwrót

    • Bilet rodzinny jest dla 4 osób. Byliśmy z dziećmi, syn 5, córka 8 lat, i my dwoje dorosłych ludzi, zabawa była dla wszystkich, mnie przypadł do gustu pokaz w Teatrze Wysokich Napięć, słuchanie łokciami bombowe, a dzieciom zapadło w pamięć ile kto miał w sobie wody, gra na instrumentach, szczególnie harfa bez strun i klepanie się po rękach „na bębenku”, i ja jadąca na rowerze, a za lustrem weneckim szkielet poruszający się w moim rytmie . Cały dzień niestracony. Polecam 🙂