Mogłabym się bawić w rozmaite wstępy, trzymać was w niepewności, grać na zwłokę, rzucać szczególik nie odsłaniając całości, przeciągać mniej więcej jak to zdanie, ale ja powiem wprost: ten tekścior to mój gest uznania, moje chapeaux bas w stronę Michała Szafrańskiego. Kojarzycie typa? Kto nie kojarzy, to powiem, że to człowiek-kombajn. Powiedzieć o nim, że prowadzi blog, to nic nie powiedzieć. Ale prowadzi i jego blog nazywa się „Jak oszczędzać pieniądze?”. Gdybym miała streścić jego poczynania w jednym zdaniu, powiedziałabym, że jest jak najdalszy od powszechnej zasady „nie znam się, to się wypowiem”. Michał bardzo się zna i wie, co mówi, biorąc za słowa pełną odpowiedzialność. Zaraz do tego wrócę, ale wcześniej wspomnę, skąd te słowa uznania.

Jakiś czas temu włożyłam pieniądze w pewną inwestycję. Inwestycję, nie lokatę. Czy pani z banku może podejmować głupie decyzje? Może i to była właśnie jedna z nich. Każdy zresztą może, ale szczególnie zdarza się to tym, którzy są przekonani, że świetnie ogarniają temat i nic ich nie zaskoczy. Znawców finansów mamy przecież w bród, prawda? Tak samo jak znawców wszystkiego innego. Społeczeństwo specjalistów. Bywa, że się ulegnie tej postawie i stwierdzi, że ma się tę moc, ma się tę moc. Jakiś czas potem zastanawiałam się, co powinnam zrobić, a ponieważ akurat zupełnie przypadkiem trafiłam na blog Michała i zupełnie przypadkiem na notkę korespondującą z moją sytuacją, to wzięłam i napisałam do typa.

Odpisał. Później dotarło do mnie, że w ogóle szał, że odpisał, bo listów dostaje miliony, ale zrobił to i to szybko. Napisał, co on by zrobił na moim miejscu, podkreślając, że decyzję zostawia mi, bo przecież nie zna całego kontekstu wydarzeń. Poszłam za tym i to była bardzo dobra decyzja. Bardzo. Wkrótce potem zrobiłam to, od czego powinnam zacząć na samym początku, czyli zabrałam się za ogarnianie własnego budżetu, racjonalizację codziennych wydatków, dzięki czemu mogłam trochę pieniędzy odłożyć i ulokować je już znacznie mądrzej. Zasadami wypracowanymi wtedy kieruję się do dzisiaj i przynosi to pozytywne efekty (pisałam o tym tutaj), ale zaczęło się właśnie od listu do Michała.

No dobra, to co z tym Michałem? Podziękowałam i co dalej? Michał napisał książkę „Finansowy ninja„. Być może już o niej słyszeliście, bo pierwszy nakład rozszedł się na pniu jeszcze w przedsprzedaży (!!!), zniknął jak ciepłe bułeczki tak szybko, że zadziwiło to samego autora, który zdecydował się na dodruk i teraz ciągle dodrukowuje, bo ludzie kupują i kupują. Chciałam wam jego książkę polecić i zasugerować, byście ją nabyli. I teraz wam powiem dlaczego.

Jak wspomniałam na początku autor książki jest osobą, która bierze za swoje słowa całkowitą odpowiedzialność. To rzadkość w dzisiejszym świecie, który raczej specjalizuje się w zrzucaniu odpowiedzialności na innych. To jednak nie wszystko. Sęk w tym, że zasady przez siebie polecane przetestował na sobie. Sprawdził je swoim własnym życiem. Michał pisze o oszczędzaniu i zarabianiu, a przy okazji WIE, JAK TO ROBIĆ, bo pięknie to udowodnił. Rozumiecie, nie jest mocny w gębie, jest mocny w czynach. To znaczy w gębie też 🙂 Jest systematyczny, zorganizowany, pracowity i wie, co robi. Innymi słowy, jeśli mówi o delikatnej sferze, jaką są pieniądze, to po pierwsze waży słowa, po drugie słowa mają potwierdzenie w codziennym życiu.

Michał pomógł bardzo wielu osobom, najpierw za sprawą swojego bloga, teraz za sprawą książki. No dobra, to nie książka, to cegła, ponad 500 stron 🙂 Autor o swojej książce pisze tak:

Nie wystarczy powiedzieć sobie „będę odkładał”. Bez dobrze sformułowanych celów oszczędzanie udaje się nielicznym. Według badań NBP około 62% Polaków nie posiada żadnych oszczędności. 2,5 miliona posiada przeterminowane długi, czyli nie radzi sobie na bieżąco ze spłatą rat kredytów i pożyczek. Nauczyliśmy się wydawać pieniądze szybciej niż je zarabiamy. Skutecznie pomagają nam w tym instytucje finansowe, które zarabiają olbrzymie pieniądze wykorzystując naszą niewiedzę.

Książka „Finansowy ninja” to esencja mojej wiedzy i doświadczenia na temat finansów osobistych. To podręcznik, który uzupełnić ma braki w edukacji szkolnej. Wyjaśnia podstawowe, ale nieoczywiste zasady, daje proste podpowiedzi dotyczące mądrego posługiwania się produktami finansowymi i przestrzega przed zagrożeniami dla naszych pieniędzy.

Właśnie o to chodzi. Jego wiedza i doświadczenie. Najlepiej zarabiania i oszczędzania uczyć się od tego, kto udowodnił, że umie to robić. Michał udowodnił. Książkę kupicie w trzech wariantach – sauté i z bajerami (również z kursem „Budżet domowy w tydzień”, który Michał opracował i który przydał się bardzo wielu czytelnikom bloga i książki). Jeśli więc szukacie wartościowego prezentu (a jest to czas wybitnie prezentowy), to zamiast kupować jakiś wybajerzony smartfon, który przyda się tylko do Facebooka, kupcie książkę „Finansowy ninja”. To będą dobrze zainwestowane pieniądze.

ninjaZdjęcie ze strony finansowyninja.pl

Książkę Michała Szafrańskiego kupicie tutaj ⇒ finansowyninja.pl

Michale, dziękuję raz jeszcze. W ten sposób mogę to zrobić. Dzięki za uratowanie zadka 🙂 I dzięki, że stosujesz transkrypcję podcastów. Nigdy ich nie oglądam, zawsze czytam 🙂

1 KOMENTARZ