Na początku powiedzmy sobie jasno i wyraźnie, że to jest na serio. Żadna ściema dla podbicia czytalności, podniesienia ciśnienia, żadnego „aaaaa, to o to chodzi” na końcu. To ostatnia notka na tej stronie, która zawierać będzie trochę danych statystycznych i parę słów informacji, dlaczego w ogóle tak a nie inaczej. Zacznijmy więc od statystyk.

„Dzieciowo mi!” ruszyło w styczniu 2009 roku, czyli 8 lat temu. Od tego czasu blog odwiedziło 4 788 738 osób, a stronę wyświetlono 13 220 397 razy. W ostatnim roku, czyli w 2016, zawitało tu 1 244 348 czytelników, a stronę wyświetlono 2 578 265 razy. Jak widzicie, cyferki idą w miliony. To nie jest niepobity rekord jak na polskie warunki, ale wystarczająco dużo, by przy huku strzelających korków od szampana móc odtrąbić sukces. Innymi słowy: niejeden by tak chciał, a pozostaje to poza jego zasięgiem. Statystyki przytaczam po to, żeby ułatwić wam zrozumienie momentu dziejowego. Jak w piosence Perfectu schodzę ze sceny niepokonana.  I tak ma, kurde, być.

Tak, tak, już zaraz powiem dlaczego, ale najpierw chciałabym podziękować tym czytelnikom, którzy zaglądali tutaj przez kilka lat. Są tacy, którzy tu bywają od 2009 roku, czyli od samego początku. Dopisuję to do powyższych sukcesów cyferkowych. Widać odnaleźliście tu coś dla siebie i było wam ze mną po drodze. Dziękuję za wasze kibicowanie przejawiające się w najróżniejszych formach. Dziękuję za wszystkie smsy wysłane w konkursie Blog Roku (przypomnę: udało się zdobyć nominację żyri, choć blog nigdy nie został nagrodzony). Dziękuję za dzielenie się przepisami kulinarnymi i recenzjami rozmaitych rozmaitości przeznaczenia dziecięcego. Dziękuję za inspirację i tematy do poruszenia proponowane mi drogą między innymi mailową.

Dziękuję też za odzew przy wszystkich akcjach charytatywnych, w które się angażowałam. Przypomnę, że jestem współautorką dwóch książek („Macierzyństwo bez photoshopa” oraz „Zwierzaki Pocieszaki”), z których cała kasa poszła WYŁĄCZNIE na cele charytatywne. Przypomnę, że dla Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci „Fiszor” przy waszym walnym wsparciu udało się zebrać 10 tysięcy złotych, za które kupiono komputery dla podopiecznych (bo mieli jeden, a to takie dzieci, że wiecie, wróżki-adoptuszki nie walą tam drzwiami i oknami). Dziękuję za odzew przy aukcjach charytatywnych, które organizowałam na rzecz synka mojej koleżanki, który bardzo potrzebował pomocy (i potrzebuje nadal). Dziękuję za wszelki odzew przy inicjatywach typu „rzuć pan grosik” lub „daj pan krew”, za wszystkie „lajki” i „szery”. Sporo tego było, naprawdę sporo.

No dobra, to dlaczego koniec? Przyczyna jest bardzo prosta: już wystarczy. Moje najstarsze dziecko skończy lada moment 9 lat, bliźnięta w tym roku skończą siedem. To duże dziewczyny. Wielkimi susami zbliża się moment, kiedy zaczną czytać o sobie samych, a tego nie chcę. Czas już najwyższy powiedzieć pas. Parafrazując Poncjusza Piłata, com napisała, tom napisała i basta. Prowadzenie bloga to jak zapraszanie innych ludzi do swojego domu. Wizyty są fajne, ale jak trwają zbyt długo, zaczynają być męczące, a i goście bywają różni, prawda?

No dobra, ale jak to „już wystarczy”? Z myślą nosiłam się od dłuższego czasu, ale w zrozumieniu momentu pomogły mi dwie wypowiedzi, które pojawiły się na zaprzyjaźnionym blogu i które, no cóż, trochę mówią o „gościach” na tej imprezie, co to ją bloger za sprawą swoich tekstów organizuje. Pierwsza z nich dotyczy mnie pośrednio i padła w dyskusji dotyczącej konkursu Blog Roku, w którym, jak wiadomo, głosują czytelnicy za sprawą wysyłanych smsów kosztujących zawrotną kwotę 1,23 zł (pomijam to, że dochód idzie na cele charytatywne). Pierwszą więc przytoczę poniżej (pisownia oryginalna):

„Łaska internauty na pstrym koniu jeździ, a to, że ktoś Cię lubi, czyta, korzysta z Twojego wysiłku nie musi się przełożyć na żadną inną formę jego aktywności. Nie bo nie i koniec! Jak Ci się to nie podoba, to nie pisz, ciesz się raczej, że ktoś Cię czyta, jak w ogóle śmiesz mieć jakiekolwiek oczekiwania, chyba poprzewracało się w głowie”

Druga była już skierowana bezpośrednio do mnie. Pisałam w dyskusji, że są blogerzy tacy jak ja, którzy przekazują masę wartościowych merytorycznie informacji i odbiorca ma je zupełnie gratis, bez potrzeby kupowania cud-poradników. A przecież czas przeznaczony dla tworzenie tych informacji (i nie robi się tego w pięć minut, naprawdę) jest jednocześnie czasem, którego nie poświęcę swoim dzieciom, bo przecież doba nie jest z gumy. Komentarz więc brzmiał tak (pisownia oryginalna):

„Bardzo przepraszam, ale wobec tego naprawdę nie rozumiem po co Pani to robi? Poświęca Pan swój cenny czas odbierając dziateczkom dając niewdzięcznej, bezdusznej masie. Drogie blogerki chyba Was trochę ponosi. Nie chcecie – nie piszcie, naprawdę jakoś to przeżyjemy, na pewno będą inni”.

Nie wiem, co bardziej boli, komentarz czy to, że baba ma w gruncie rzeczy rację. Nie będzie mnie, będą inni. Czy świat coś na tym straci? Nie sądzę. Takie jest brutalne prawo Internetu. Sława w sieci to żadna sława, naprawdę nie ma się czym podniecać. Dziś jesteśmy, jutro nas nie ma. Czy naprawdę warto w dalszym ciągu zapełniać Internet treścią, która i tak przelewa się w nim w nadmiarze? Czy niepoświęcenie mojego czasu dzieciom, którym nie przeczytam bajki, z którymi nie pogadam, nie obejrzę filmu, bo piszę notkę, jest tego warte? Każdy twórca treści sam sobie odpowie na to pytanie.

Poza tym to wygląda tak:

Można to zmienić na ilość fanów na fanpage’u bloga i wszystko nadal będzie się zgadzać.

Na koniec sięgnę jeszcze po słowa św. Tomasza z Akwinu, które jakoś szczególnie ze mną ostatnio korespondują.

Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania,
że muszę coś powiedzieć na każdy temat
i przy każdej okazji.
[…]
Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości,
jakie posiadam, ale Ty Panie wiesz, że chciałbym
zachować do końca paru przyjaciół.

Kwestie techniczne wyglądają tak, że blog będzie istniał nadal, ale nie będzie aktualizowany. Fanpage na Facebooku będzie istniał przez pewien czas dla dopięcia wszystkich spraw, a potem i on przejdzie w niepamięci cud. Nie ma sensu, żebyście pisali do mnie maile lub wysyłali prywatne wiadomości na FB – nie będę na nie odpowiadać.

Jedyne miejsce w sieci, gdzie będzie mnie można znaleźć, to Instagram, bo chęć robienia zdjęć (rym-cym-cym) jeszcze mi nie przeszła, lojalnie jednak uprzedzam, że mój kanał instagramowy nie ma nic wspólnego z tematyką bloga.

I tyle. „To jest już koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść”. Żegnajcie!

 

99 KOMENTARZE

  1. Krusz, mam tylko nadzieję , że piwko w Bydgoszczy lub Wrocławiu aktualne, jak nam się kiedyś drogi zjadą ?
    Dzięki , że jesteś
    I dzięki za Dzieciowo

  2. Straszna szkoda…. A jeszcze większa jeśli ta decyzja spowodowana była takimi komentarzami… Bardzo bardzo bardzo dziękuję za to miejsce. Wiele razy mi pomogło, poprawiło humor. Mimo wszystko będę się łudzić, że zmienisz zdanie bo inaczej będzie mi bardzo smutno.

  3. To mój pierwszy komentarz tutaj. Bardzo dziękuję za wszystko, za porady, za ranking produktów, za wpisy wpisy merytoryczne ale przede wszystkim za wszystkie te przy czytaniu których parskałam śmiechem. Lubie i szanuję ludzi którzy mają dystans do siebie i mają niebanalne poczucie humoru dlatego bardzo żałuje że już Pani „nie poczytam”, chociaż może kiedyś…. Jeśli tak to na pewno zakupie życze zdrowia szczęścia i powodzenia i od razu zastrzegam że dalej bede polecać i korzystać oraz że nie odlubię tak mi dopomóż! I chyba jednak założę konto na Instagramie żeby kontaktu całkowicie nie stracić …

  4. Bardzo bardzo szkoda. Czytam Twojego bloga od 5 lat, czyli dokładnie od czasu kiedy zaszłam w ciążę i byłaś jedną z ważnych inspiracji, które natchnęły mnie do pisania własnego bloga. Rozumiem żal i gorycz Twoich słów, ale jako czytelniczka powiem jednak: wielka szkoda!

  5. Trafiłam na Twój blog dzieki notatkom zawierającym opisy kolejnych tygodni ciąży i juz zostałam. Był to jedyny blog, który czytałam regularnie. Będzie go brakować.

  6. Ja też tu trafiłam 5,5 roku temu, w ciąży, czytając tygodniowe opisy i zostałam 🙂 bardzo cenię cięty język i poczucie humoru, a rozumiem, że trzeba iść do przodu. Powodzenia!

  7. Szkoda. Wielka szkoda. Uwielbiam twój styl pisania, czułam jak byś mi w głowie siedziała 😉 nie przejmuj się tym co mówią inne „babska” najwięcej czasu poswiecilas dzieciom. A każdy ma prawo do swojej odskoczni, by nie zwariować. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze i bardzo dziękuję za Twoje wpisy!

  8. Rozumiem. Wszystkiego dobrego. Dzięki za Zwierzaki Pocieszaki i Na tropach sekretów przyrody. Miło było przez ten czas

  9. Ohhh jak mi smutno 🙁 wylądowałam tu jakos daaaaaaaaaaawjo, mam wrażenie ze wieki temu 🙂 na pewno przed moja własna ciążą (3 lata temu), ale pomoglas mi przetrwać ten jej niewielkibfravnebt, ktory był mi dany (27tygodni), i czytałam Cię i w drugiej ciazy (pozdrowieniami półrocznego Syna mego 🙂 ). Bardzo za to dziekuje

  10. Tak bardzo rozumiem i tak bardzo mi przykro na myśl, że to już koniec…
    Trafiłam na bloga 4 lata temu w pierwszej, skomplikowanej ciąży. Wróciłam przy okazji kolek (gdy myślę o kolkach to dalej z tyłu główy wybrzmiewa mi „Krusz, Mistrzu”, wszak na szczęście moje dziecko kolkowe było pojedyncze…) Później wsiąknełam i zaczęłam regularnie tu zaglądać. Do kilku tekstów wracam (o nastrojach matki wcześniaka, o nastrojach matki w niedoczasie i tych bardziej praktycznych jak np. o gorączce i fajnych bajkach dla dzieci).
    W drugiej ciąży nieoceniona stała się Twoja apka, dzięki której nie musiałam się głowić, który to tydzień i co się dzieje (poród już za mną, a apki wciąż nie mam serca odinstalować, dni do porodu minus 94…). 9 miesiąc umilałam sobie wracając do tematu odbierania porodu w warunkach domowych 😉
    Poświęciłaś kawał życia na tłumaczenie nam, że nie musimy być idealne i nie musimy się spinać ze wszystkim. Dziękuję bardzo, bardzo…
    Powodzenia i wiele radości z macierzyństwa i odzyskanego życia 🙂

  11. Ja jestem tutaj z Tobą od ponad 5 lat i powiem, że Twój blog bardzo mi pomógł i przy pierwszym synku i pomaga teraz przy drugim, ale w pewien sposób rozumiem Twoją decyzję.
    Sama prowadziłam blog parentingowy, ale stwierdziłam, że pochłania on za dużo czasu, który wolę poświęcić rodzinie i realnym znajomym, niż „obcym” czytelnikom którzy niestety często są bardzo niewdzięczni.
    Bardzo Ci dziękuje za te wszystkie lata ciężkiej pracy :*

  12. Bloga czytałam będąc w ciąży. Moja córka ma już 6 lat. Nic tak nie poprawiało mi humoru jak czytanie wpisów. Poza tym wiele wartościowych informacji, z których bardzo często korzystałam (ostatnie wakacje dzięki Twojej notce spędziłam w tych samych miejscach na południu Polski – było super). Bardzo szkoda, że to już koniec. Pomimo mnogości blogów w necie, Twój jest jedyny, który jest dla mnie interesujący. Dziękuję Ci za czas mi poświęcony. Joanna

  13. Dziękuję za cały czas, który poświęciła Pani na stworzenie bloga. Będzie mi go brakować. Pozdrawiam!

  14. Uważam że blog był rewelacyjny ale rozumiem decyzję, wszystko ma swój czas. Powodzenia w dalszej pracy.

  15. Zaczęłam Cię czytać, jak wiele osób w komentarzach, będąc w pierwszej ciąży. Syn skończył 4 latka,a córka pół roku – latka lecą. Przy niektórych wpisach płakałam, a przy innych rechotałam. Przydały się wpisy nefrologiczne. Bardzo mi przykro, że to koniec. Powodzenia w realu.

  16. Trafiłam do ciebie tak jak inne matki szukając opini na temat pieluch 🙂 Znalazłam u ciebie ogramną ilosc informacji, tone radosci i usmiechu oraz garsc smutku
    dziekuje ci Krusz 🙂 p.s Jako ze zycie jest jak pudelko czekoladek i nigdy nie wiesz co trafisz Ja mialam pecha i trafilam na maloplytkowosc u corki wiec mam prosbe z tego powodu – nie prosze o kase 😛 tylko szukam bloga lub forum o maloplytkowosci u dziecka moze ktos? cos ?

  17. Czytanie Twoich postów umilało mi co drugi wieczór od trzech lat! Dziękuję! Podobnie jak wiele osób, sprowadziły mnie w Twe progi bardzo rzetelne opisy ciąży tydzień po tygodniu. Naprawdę nie chcę, żebyś myślała: „proszę państwa, odwaliliśmy kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty”. Rozumiem, że ta odskocznia od rutyny dnia codziennego, stała się czymś innym, uciążliwym, nie dającym satysfakcji. Chcę, żebyś wiedziała, że wiele Ci zawdzięczam. I moje dzieci też. I mean, it’s the end of en era!!! Smutek.

  18. Pani Malwino, wielkie dzięki. Tyle pracy, tyle wysiłku, zawsze podziwiałam Pani umiejętności „zaokrąglania horyzontu” i poszerzania doby, bo jak to możliwe by tyle rzeczy robić na raz?? Wiele cennych chwil tu spędziłam, będzie mi tego brakowało, bo nie będzie łatwo Pani zastąpić, jeśli w ogóle. Stworzyła Pani własną niepowtarzalną markę 😉 Pozdrawiam serdecznie i przykro mi bardzo, że w podzięce za swoją harówę spotkała się Pani z taką niewdzięcznością.

  19. DZIĘKUJĘ!!
    Blog pomógł mi wskoczyć w tematykę pieluch ponownie, po paru latach przerwy. Tutaj na nowo oswajałam się z noworodkowością, co dzięki satyrycznemu zacięciu Szanownej Pani Autorki 🙂 okazało się całkiem do przeżycia. 😉
    Powodzenia w hodowaniu dziewczyn, dobrze było Cię, Pani Autorko, czytać. :)))
    Ukłony, szacuneczek, piąteczka, dużo zdrówka dla dam i Was, protoplastów. Oraz wygranej w Lotto (nie zaszkodzi 😉 ).
    Będę tęsknić. 🙂

  20. Zaglądam tu od 5 lat, kiedy byłam w pierwszej ciąży. 6 miesięcy temu zostałam mamą po raz drugi i znów Twój blog służy mi pomocą. Wielka szkoda, że to już koniec. Dziękuję. Będzie mi brakowało Twojego poczucia humoru :-). Uściski dla Twoich dziewczyn, niech zdrowo rosną.

  21. Krusz, ten nowy rok zaczął mi się fatalnie w pracy. I jeszcze ty mnie dobijasz 🙂 żartuję, ale będzie mi Ciebie i Twojego bloga bardzo brakował. Zaglądam tu często gęsto od ponad 6 lat, od czasu pierwszej ciąży. Dzięki za wszystko, Wszystko najlepsze, żeby Cię spotkało w życiu .

  22. Smutno mi ,ale rozumiem.Nigdy niczego nie komentowałam,ale czytalam regularnie od lat.Dziękuję za wiele inspiracji i pomysłów. Za fantastyczne pocZucie humoru i styl!Za odwagę i oryginalność. Powodzenia !

  23. Wielka szkoda 🙁 Cieszę się, że chociaż nie kasujesz bloga, bo tu jest skarbnica wiedzy dla mnie 🙂 Byłam tu przez prawie całą ciążę i już przez 8 miesięcy życia mojego dziecka na tym świecie i wciąż się w tym blogu zaczytuję. Będzie mi brakować Twoich notek. Życzę powodzenia 🙂

    P. S. Jak można z Tobą utrzymać kontakt?

  24. Tez mi przykro, ze to juz koniec. Bardzo często od ponad czterech lat zaglądałam. Raz czy dwa skomentowałam. Dzieki Tobie zostałam dawca szpiku i właśnie wędruje książkę Finansowego Ninja 🙂 dziekuje za wszystko i powodzenia, szczęścia i zdrowia dla całej Rodziny.

  25. Krusz a ja uważam, ze własnie bardzo fajnie kończysz i z klasą. Tak trzymać :). Blogi nie są wieczne, wszystko co internetowe żyje tylko chwilę, uważam że to bardzo dobra decyzja i dobry moment na „zejście ze sceny” :). Pozdrawiam serdecznie.

  26. Rozumiem. Czasem zamykajac „stare” otwieramy „nowe”. Przez te wszystkie lata czytalam z nieukrywana przyjemnoscia. A malzonek na kucyki mowi „Toillet spark” czy cos takiego.Bardzo mi sie podobalo to, z jakim dystansem piszesz. Chyba na innych blogach tego nie zauwazylam. A przede wszystkim to co pisalas jest bardzo bliskie kazdemu rodzicowi. Czytam prawie od poczatku, kosmiczna strone tez. Kawal zycia. Niech Ci sie wiedzie w zyciu.
    Ula

  27. Uwielbialam Pania czytac, naprawde bedzie mi Pani bloga brakowac. Zaczęłam czytac jak bylam w ciazy, teraz dziecko ma 1.4 roku a ja juz przeczytalam wszystko co Pani napisala o dzieciach. Duzo sie od Pani nauczylam, baaaardzo duzo mi dal Pani blog. Nigdy nic nie komentowalam ale wszystkie artykuly z wielka uwaga przeczytalam.
    Wielkie ma Pani serce, rozum i klase.
    I jeszcze wieksze poczucie humoru.
    Moze w przyszlosci wyda Pani ksiazke?
    Bardzo Pania pozdrawiam i caluje i jeszcze raz bardzo dziekuje !

  28. 8 lat temu zaczelam Cię czytać, bylam wtedy w ciazy, towarzyszylas mi przez tyle lat.. teraz kto bedzie ze mna w czasie kolejnego oczekiwania na dziecko? Smutno…

  29. Moje dziecko w tym roku kończy 5 lat, jestem w kolejnej ciąży, którą znów przechodzę z Twoim blogiem. Kurczę, strasznie mi przykro , że znikasz. Pamiętam jak 5 lat temu twoje opinię o artykułach dla dzieci były dla mnie wyrocznią, jak uczyłam się od Ciebie dystansu do macierzyństwa, troski o dzieci i śmiałam się z nowych humorystycznych wpisów. Twój blog był jedynym, który śledziłam na bieżąco od 5 lat. Krusz, odwaliłaś kawał dobrej, ale i ciężkiej roboty. Dziękuję Ci za poświęcony nam czas 🙂 Trzymaj się 🙂

  30. Dziękuję za niejeden uśmiech, za niejedną radę, za pociechę i uciechę. Życzę powodzenia, szczęścia, dużo zdrowia dla Pani i rodziny. Pozdrawiam serdecznie z Poznania.

Odpowiedz