Przychodzi w końcu (tak, tak, przychodzi, potwierdzone info) złoty okres w życiu rodzica. To czas, kiedy dzieci już są samoobsługowe, ale jeszcze nie musimy się martwić, czy wrócą na noc do domu albo z kim się włóczą (do jasnej cholery, jakby nie mogły na tyłku siedzieć, psia mać). To idealny czas na podejmowanie krótkich wypraw, takich kilkugodzinnych, maksymalnie jednodniowych, bez wielkich przygotowań, takich, na które można ruszyć z marszu, wcześniej wyprowadziwszy psa i zapełniwszy mu michę, żeby miał co żryć przez najbliższe kilka godzin. W tym tekście pojawią się zatem miejsca osobiście zaliczone przez niżej podpisaną, przy czym ważne jest to, że obejrzano je w gronie rodzinnym, w towarzystwie dzieci. Dlatego tutaj znajdzie się wszystko, co NADAJE SIĘ na zwiedzanie z dziećmi w wieku początkowej podstawówki i starszymi. Z młodszymi niekoniecznie, ale kto wie, bronić nie będę.

Wszystkie miejsca oddalone są maksymalnie 100 km od Wrocławia, do wszystkich dojedziemy szybko i sprawnie. Żadne nie wymaga wielkich przygotowań, wystarczy wziąć ze sobą coś na ząb (nie dla dorosłych, ale o ile zakład, że zaraz po wyruszeniu usłyszymy „mamo, jeść”?). Wszystkie wymagają dostępu do samochodu (nie ma co liczyć na sprawne poruszanie się przy wykorzystaniu wyłącznie połączeń kolejowo-autobusowych).

Bardo

Bardo (zwane też przez Dolnoślązaków wielce mylnie Bardem Śląskim) leży tuż przed Kłodzkiem i dojedziemy tam drogą krajową nr 8. Czas podróży to około godzina, nie więcej. Co warto zobaczyć w Bardzie?

Przede wszystkim fantastyczną bazylikę, z najstarszą w Polsce sakralną figurą. To sanktuarium, zresztą często odwiedzane przez pielgrzymów, kościół otwarty jest więc na okrągło. Zwiedzamy bez najmniejszego problemu.

A post shared by Malwina Ferenz (Krusz.) (@jestem_z_wrocka) on


Świetne w Bardzie są zabytkowe kamieniczki wzdłuż głównej ulicy, dlatego warto się tą ulicą przespacerować (zwłaszcza że po drodze jest pizzeria i lody, więc nie będzie bolało). Ruch jest niewielki, ale chodniki wąskie, dlatego trzeba uważać na dzieci.


Największą (zaraz po bazylice) atrakcją Barda jest punkt widokowy pod krzyżem, z którego rozciąga się fantastyczny widok na miejscowość i okoliczne góry. Podejście jest bardzo proste (sześciolatkom zajęło to około godziny), ale nie da się wjechać wózkiem, dlatego dla mniejszych dzieci warto zabrać jakieś nosidło czy coś w tym guście. U stóp wzgórza jest bezpłatny parking. Po drodze można wzbogacić życie duchowe i pooglądać zabytkowe stacje drogi krzyżowej oraz zdarzające się niemieckie nagrobki sprzed (czy ja wiem?) około 200 lat. Widok ze szczytu daje radę.


Nieco starsze dzieci warto zabrać na organizowane w Bardzie spływy kajakowe. Wszystkie informacje bez trudu można znaleźć w sieci. Warto wiedzieć, że w bardzkich lasach jest sporo grzybów. Rodzinny spacer po niewysokich górkach w porze grzybobrania będzie świetnym pomysłem.

Uwaga! Ponieważ zależy mi na zebraniu wszystkich informacji w jednym miejscu, to poniższy fragment dotyczący Rudaw Janowickich i Arboretum przeklejam z notki, którą napisałam jakiś czas temu i którą można znaleźć tutaj: http://dzieciowo.pl/2016/10/kolorowe-jeziorka-i-arboretum-w-wojslawicach-dwa-idealne-miejsca-na-rodzinna-wycieczke.html

Kolorowe Jeziorka i Rudawy Janowickie

Rudawy Janowickie, część Sudetów, tak naprawdę czeka jeszcze na schodzenie przez nas i porządne wydeptanie ścieżek, ale dla kogoś, kto zjawia się tu po raz pierwszy, idealnym pierwszym spotkaniem są Kolorowe Jeziorka. Absolutnie fantastyczne miejsce bardzo niedaleko Bolkowa, w Wieściszowicach. Tuż przed samym miejscem docelowym (mówiąc językiem nawigacyjnym) są cztery parkingi, przy czym trzy zamknięte, a jeden płatny i to ten płatny właśnie jest czynny. Koszt parkingu to 10 zł. Jeśli się tam wybierzecie, to nie róbcie, proszę, obory jak pół Polski i nie blokujcie dróg dojazdowych, zwłaszcza jedynego skrzyżowania we wsi. Zaoszczędzicie te pieprzone 10 zł (mniej niż paczka fajek), a zablokujecie drogi i utrudnicie ludziom egzystencję. Żal było patrzeć na to, co wyczyniały polskie buraki i cebule, naprawdę. Tu na niczym innym się nie zarobi, zostaje ten parking. Dajcie zarobić ludziom w czarnej dziurze.

Trasa jest stosunkowo krótka, niezbyt pod górę i przedszkolaki spokojnie dadzą radę. Nie nadaje się na przejechanie wózkiem, dlatego młodsze dzieci lepiej umieścić w chuście lub turystycznym nosidle. Widziałam dwulatki grasujące samodzielnie, ale jest to możliwe tylko w okolicy dwóch najbliższych jeziorek, potem konieczna będzie pomoc rodzica.

Kolorowe Jeziorka nie są tworem naturalnym, to pozostałość po wydobyciach, a ich fenomen polega na dwóch rzeczach. Po pierwsze woda ma w nich absolutnie fantastyczny kolor, który powstaje na skutek rozpuszczania w wodzie minerałów. Największe wrażenie robi jeziorko niebieskie, ale jest też żółte, czerwone i zielone. Po drugie jeziorka stopniowo zanikają. Za kilka, kilkanaście lat może ich już nie być, dlatego spieszcie się je odwiedzać, tak szybko odchodzą.

Gdyby ktoś moim słowom nie dowierzał i uparł się zabrać wózek (jak my, łosie, nieświadomi niczego zabraliśmy rower), to zdjęcie poniżej pokazuje, dlaczego to jest bez sensu 😉

Sama trasa jest niezwykle malownicza i po prostu sama przyjemność tamtędy przechodzić (jeziorka to jedno, są jeszcze punkty widokowe), a okoliczności przyrody przypominają Kvacańską Dolinę, którą mieliśmy okazję zobaczyć na Słowacji. Są momenty, kiedy trzeba zwrócić baczną uwagę na dzieci. Niby są barierki, ale nie sztuka zjechać w dół po ostrych skałach.

Ile czasu potrzebujemy na przejście? Trzeba liczyć kilka godzin. Oczywiście dla dorosłych to pestka i uwinęliby się znacznie szybciej, ale tu mówimy o wyprawie z dziećmi. Postoje na kanapeczki, na siusiu, na zbieranie szyszek, na mamo, bolą mnie nóżki itp. – to trochę zajmuje, czyż nie? 😉

Kolorowe Jeziorka to nie tylko jeziorka, ale też „minijaskinie”, w sam raz na to, by wejść do nich z dzieckiem. Nie do wszystkich, oczywiście, ale przynajmniej jedna z nich to po prostu krótki, skalny tunel, który sprawia dzieciom wiele frajdy i jest zwyczajnie obłędnie malowniczy.

Jakby starczyło wam sił (ale wątpię 😉 ), to bardzo niedaleko jest Bolków, a tam wspaniały, średniowieczny zamek. Jest na czym oko zawiesić, oj jest! Więcej zdjęć z Rudaw Janowickich znajdziecie na moim Instagramie.

Arboretum w Wojsławicach

Arboretum w Wojsławicach to filia Ogrodu Botanicznego we Wrocławiu, założona w 1813 roku. Aż dziw bierze, że o niej wcześniej nie słyszałam. Przywdziewam włosienicę, biorę bicz, by porządnie się wybatożyć w czynie pokutnym, zanim napiszę coś więcej. No, zrobione 🙂

Arboretum warto odwiedzić z dziećmi z kilku powodów. Po pierwsze szał ciał i uprzęży, jeśli chodzi o rośliny. Imponująca kolekcja rododendronów (konieczna wycieczka w maju, w czasie kwitnienia), oszałamiający zbiór lilii (ponad 1000 gatunków, kwitną w lipcu) i szereg innych, bardzo rzadkich i bardzo ciekawych okazów. Cud, miód i orzeszki. Po drugie stawy, a w nich kaczki, które są zupełnie oswojone, nie boją się człowieka i jedzą dzieciom z ręki. Zachwytom nie było końca, nie chciały iść dalej. Dzieci, nie kaczki, kaczki to miały w kuprze 😉 Po trzecie bardzo fajny plac zabaw, miejsca do odpoczynku z dziećmi, toalety specjalnie dla dzieci, miejsce na grilla i na ognisko, sporo miejsca na rozłożenie się z kocykiem i piknik – no po prostu kwintesencja prorodzinności. Po czwarte w końcu świetna baza restauracyjna, lody, galeria pamiątek i wszystko, co służy dopieszczeniu turysty. Idealne miejsce do rodzinnej wycieczki na cały dzień!

Wstęp do Arboretum jest płatny, można płacić kartą. Honorują Kartę Dużej Rodziny i mieliśmy z tej okazji jakąś zniżkę, ale nie pamiętam jaką. Za wejście dla trójki dzieci i dwojga dorosłych zapłaciliśmy 50 zł. Parking przy Arboretum jest bezpłatny. Wszelkie szczegóły znajdziecie tutaj: arboretumwojslawice.pl

kaczki

W Arboretum kaczki jedzą z ręki.

plac_zabaw

A plac zabaw jest bardzo dobrze pomyślany (na zdjęciu tylko jego część, rzecz jasna).

Arboretum najłatwiej odwiedzić wrocławianom i ogólniej, mieszkańcom (Z)Dolnego Śląska, ale jeśli mieszkacie na co dzień w innym rejonie kraju i wybieracie się w te okolice na wakacje, to koniecznie tu zajrzyjcie. Nie pożałujecie.

Mam nadzieję, że zachęciłam was do zboczenia w okolice Kolorowych Jeziorek w Rudawach Janowickich i Arboretum. Od czasu do czasu wrzucam jakieś turystyczne małe co nieco z naszych jednodniowych (lub kilkudniowych) wypadów, więc bądźcie czujni. Ostatnio zaliczyliśmy Międzygórze i czeską Ścieżkę w Chmurach (klikando, klikando). Najlepiej skorzystać z czytników RSS typu Feedly. Wtedy nic wam nie umknie.

I tutaj kończy się przeklejony tekst, jedziemy dalej z atrakcjami w okolicach Wrocławia.

CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE

5 KOMENTARZE

  1. Och – jaki przydatny tekst na początek sezonu wycieczkowego”:) Od razu sobie człowiek przypomniał gdzie sam jeżdził i co zwiedzał. Ja bym jeszcze dorzuciła do listy sztolnie (Walim czy Osówka), Szczeliniec , Skalne Miasto w Czechach (Adrsprach czy Teplickie Skały) i Krasiejów (chociaż te 2 ostatnie to na Dolny Śląsk się nie łapią ; ) ) Oj rośnie lista i plan wycieczek, chociaz my jeszcze z rok czy dwa musimy poczekać na ten moment, gdy młodsze potomki dadzą radę na takiej kilkugodzinnej wycieczce (chlip 😉 )

  2. Byliśmy z rodziną kilka lat temu na dolnym śląsku na wakacjach i bardzo miło to wspominam. Na pewno trzeba zobaczyć Zamek Książ, oraz te sztolnie w okolicach Wałbrzycha, Walim itd. Na dzień dzisiejszy to też ten złoty pociąg daje dolnemu śląskowi dobry marketing. Oby tak dalej!

  3. Wspaniały jest Wrocław oczami zakochanych. Klimatyczne miasto i okolice wsam raz na miłosny wyjazd tylko we dwoje. Starówka i zabytki oraz malownicze położenie zauroczają.