„Pora na miłość”, czyli napisałam książkę. Dobrą!

19
879

Powiem tak. Zrobiłam to. Temi ręcami zrobiłam. Wymagało to szpagatu czasoprzestrzennego, a każdy wie, że szpagat nie należy do pozycji, w których chciałoby się przebywać do upojenia. Tak czy inaczej, stając na rzęsach, ocierając się o bilokację, dokonując szaleńczej wolty czasowej i przystawiając nóż do gardła uciekającym minutom, napisałam książkę.

To, że napisałam, to jeszcze pikuś. Bajer polega na tym, że oto – trzymajcie się krzeseł – postanowiło ją wydać wydawnic Filia. No i teraz mogłabym rozwinąć transparent „We are the champions, my friends”, ale mam świadomość, że to dopiero początek drogi. Nie rozwinę więc, zachowam sobie na dużo późniejsze później, ale zamiast tego przytoczę bardzo krótko zajawkę treści. Uwaga!

„Jest taki stan ducha, który nie ma ani wieku ani odpowiednich miejsc czy pór roku. Pojawia się i sprawia, że nagle jesteś gotowa na wszystko. To właśnie miłość.
Zdawałoby się, że nic nie jest w stanie połączyć karierowiczki z banku ze starą panną z kotami, świeżo upieczoną maturzystką i gospodynią domową. Jednak życie pisze swoje przewrotne scenariusze.
Wśród urokliwych ulic Wrocławia coś burzy spokój czterech niezwykłych kobiet.
Magda traci pracę, kończy czterdziestkę i kolejny słoik nutelli. Julia pnie się po szczeblach kariery, podczas gdy jej teściowa wznosi modły o wnuka. Kaśka podgląda wrocławian z parkowych drzew i uwiecznia ich na zdjęciach, a Aniela rozsiewa optymizm na prawo i lewo, doprowadzając tym do szału wszystkie sąsiadki.
Nieoczekiwany punkt zwrotny w życiu każdej z nich sprawia, że muszą zweryfikować swoje dotychczasowe życie. Bo gdy los mówi “sprawdzam”, przychodzi czas na decyzje, które będą mieć swoje konsekwencje.
Czy wybiorą słusznie? Czy wybrną z tego zwycięsko? Czy zdadzą egzamin?”

„Pora na miłość” to cztery pozornie niezwiązane ze sobą opowiadania, które tak naprawdę dyskretnie się ze sobą przeplatają. Odpoczniecie przy nich, wzruszycie się, pośmiejecie, ale zmuszę Was też do zadania sobie kilku pytań, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

No i poznacie Wrocław, a przynajmniej zobaczycie go moimi oczami, bo zależało mi na tym, żebyście przeszli się razem ze mną tędy i owędy, poczuli niepowtarzalny klimat tego miasta, otarli się o nowoczesne centrum i zajrzeli do starych kamienic.

Premiera książki zaplanowana jest na 9 maja 2018. A tu jest na stronie wydawnictwa – tu, tu, tu, tu. Szczerze? To mój debiut. 440 stron, jest co czytać 🙂 Żrę pazury. Jak tak dalej pójdzie, skończę jak Wenus z Milo 😉

19 KOMENTARZE

  1. Gratulacje. Niedawno nawet zastanawiałam się, dlaczego nic nie piszesz na blogu, a tu proszę…pochłonęła książka!! Brawo. Chętnie przeczytam. Pozdrawiam

  2. To powiedz mi czy będzie eBook
    Ewentualnie jak będę w pl to zakupie,
    Pozdrawiam

    P.S.
    Czy strona na fb nadal działa????

  3. Brakuje mi Twojego pisania na blogu…zagladam od czasu do czasu z nadzieja, ze cos nowego bedzie.
    A tu taka mila niespodzianka 🙂
    Super! Na pewno kupie!

  4. No i proszę – kontrolna wizyta na stronie 1x w miesiącu i jakie wieści 😀 Dobrze że już tylko 2 dni do premiery. Bo by były 2 Wenus z Milo 😀

  5. witam!
    książkę kupiłam natychmiast. Po pierwsze z sympatii do Autorki, po drugie z czystej babskiej ciekawości! Pochłonęłam ją w mig! Bardzo dobrze, że kolejne historie jak gdyby urywają się w toku- to daje do myślenia i można podumać co się wydarzy i „co by było gdyby”… Pierwsze z opowiadań wciągnęło mnie najmniej, ale warto dojść do kolejnych- pewnie nieco bardziej „dojrzałych”. Liczę na dalszą twórczość i gratuluję dotychczasowej! Mimo wszystko bardzo ( baaaardzo!) brakuje mi Pani nowych wpisów na blogu- jego błyskotliwy humor zawsze poprawia nastrój!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here