Mówi wam coś hasło „rodzinna pizza”? Myślę, że tak. Dobrze się wam kojarzy? Na pewno! Nie ma nic przyjemniejszego niż wspólne przygotowywanie przesmacznego jedzenia, kiedy każdy z rodziny coś do niego dorzuca. I nie jestem gołosłowna, przetestowałam to na sobie. Co prawda wspólne działanie oznacza najczęściej kuchenną jesień średniowiecza i sprzątanie, które w przeciwieństwie do przygotowywania, jakoś nie jest już tak grupowe, ale powiem wam, że jednakowoż warto. Przetestowałam na pierniczkach i ciasteczkach, przetestowałam na tworzonej wspólnie pizzy (czy już mówiłam, że małżon jest wręcz niedościgniony jeśli chodzi o wyrób ciasta do pizzy?), przyszedł czas na makaronową zapiekankę z serem. Wróć, właściwsze byłoby określenie „serowa zapiekanka z makaronem”, no.

Nasza serowa zapiekanka z makaronem nie jest co prawda przygotowywana stadnie, ale stadnie spożywana już owszem, przy czym ponieważ radość dzielona jest podwójną radością, to błogostan podczas obiadu jest wręcz wszechogarniający. Powiem wam, że są dwie rzeczy na świecie, do których pałam wielką, nieskończoną miłością, które w kuchni mojej goszczą zawsze, choćby nie wiem co. Mogę się obejść bez chleba, mogę nie kupić mięsa, ale zawsze mam pod ręką ser i makaron. U-wiel-biam. I właśnie jedno i drugie (można się sprzeczać, które bardziej) jest składnikiem pomysłu na obiad, którym chcę się z wami podzielić.

Makaronowa zapiekanka z pomidorami i serem

Składniki:
  • opakowanie makaronu (mogą być kokardki, mogą być rurki, mogą być świderki, grunt, żeby makaron nie był drobnych gabarytów)
  • 1 przecier pomidorowy
  • 2 małe cebule (cebule są opcjonalne, może ich równie dobrze nie być)
  • kilka ząbków czosnku (jestem zorientowana antywampirzo, u mnie czosnek zawsze w ilościach przepotężnych)
  • przyprawy (sól, pieprz, bazylia, oregano – wedle uznania, zioła mogą być z torebki)
  • olej (niewielka ilość do przygotowania sosu)
  • ser (w zależności od preferencji mozarella, parmezan, gouda lub inny)
  • opcjonalnie: około 200-300 g mięsa mielonego (najlepiej wołowiny)
Przygotowanie:

Najtrudniejsze to ugotować makaron al. dente. Nigdy w życiu nie udało mi się uzyskać pasty w tym stadium rozwoju, a dzień, w którym wreszcie się to stanie, będzie dniem apokalipsy, wspomnicie moje słowa. Gotujemy więc makaron wręcz na półtwardo i odstawiamy. Jest szkoła, która mówi, żeby go w ogóle nie poddawać obróbce termicznej przed upieczeniem, ale ja tego nie stosuję. Makaron zostawiamy w spokoju, przygotowujemy sos.

Cebule kroimy drobno (jeśli je dodajemy), czosnek w plasterki. Do naczynia (najlepiej niewielkiego garnka) wlewamy nieco oleju (żeby przykrył dno) i na rozgrzany olej wrzucamy pokrojony czosnek i cebulę. Czekamy, aż się zrobią szkliste i zalewamy je przecierem pomidorowym rozrobionym w niezbyt dużej ilości wody (powiedzmy 250 ml). Przyprawiamy do smaku, dorzucamy ziółka, zmniejszamy płomień, przykrywamy garnek pokrywką i sosik sobie zakipi. Uwaga, pomidory mają tendencję do ekspansji w sposób niekontrolowany.

Jeśli robimy wersję z mięsem, to na patelni podsmażamy mielone wołowe. Ja używam patelni teflonowej i nie daję tłuszczu. Tłuszcz i tak się wytopi. Wołowe posmażone ładujemy następnie do przygotowanego sosiku.
I co dalej? Dalej jak najwspanialej. W naczyniu żaroodpornym układamy makaron, zalewamy go sosem i na wierzch układamy ser. Dużo sera. BARDZO DUŻO sera. Umówmy się, im więcej sera, tym lepiej. Idealna jest mozarella, ale miłośnicy ostrzejszych smaków mogą postawić na parmezan. Można zrobić jeszcze inaczej: na tarce zetrzeć kilka rodzajów żółtego sera i wymieszać. Serem posypujemy danie i wkładamy do piekarnika. Na ile? Aż ser się roztopi i nieco zezłoci z wierzchu. Potem wyjmujemy, układamy na talerze i wio.

zapiekanka_z_makaronem_i_serem

Co zyskujemy? Absolutnie boskie doznania smakowe oraz porcję wapnia i innych cennych mikroelementów, które są zawarte w produktach pochodzenia mlecznego (a ser robi się przecież z mleka). Bardzo cenny obiadek, bardzo 🙂

PS. Zdjęcie pochodzi z foodiesfeed.com, to taka sama zapiekanka. Mój makaron nie nadawał się do zdjęć, musicie mi wybaczyć. Zrozumielibyście, dlaczego nie następuje apokalipsa 🙂

5 KOMENTARZE

  1. A próbowałaś gotować makaron wg wskazań na opakowaniu? Wtedy jest al-dente…tajemnicą jest -woda musi się gotować cały czas inaczej wychodzi…makaron nie -al-dente 😉

  2. co do tego al-dente to chyba zalezy tez od stosunku wody do makaronu. Podobno (pisze podobno , bo nigdy nie probowalam, zawsze biore mniejszy garnek niz potrzeba :D) na 100g makaronu – 1l wody. W kazdym badz razie ja stosuje metode 1 min krocej niz podaje producent . 2ga wskazowka-to zaraz po odcedzeniu mozna makaron „zahartowac” makaron przelewajac zimna woda (problem w tym, ze „hartujac” studzisz go jednoczesnie, wiec sos-jesli podajesz od razu na talerz- musi byc goracy! )