Szczęście to… (KONKURS, KONKURS!)

5
1625

Chcesz być szczęśliwy? No, ba, kto by nie chciał, co nie? Tylko co to znaczy szczęście? Piłat pytał, cóż to jest prawda, w związku z tym moje pytanie o szczęście ma ugruntowane podłoże, ekhm, tradycyjne, że tak się wyrażę, na mocy parafrazy. A ponieważ już w tym pierwszym akapicie zaczynam bredzić jak Piekarski na mękach, pozwólcie, że przejdę do rzeczy, bo nie za bardzo wiem, gdzie mnie niesie ten strumień świadomości.

Szczęście to rzecz ulotna, płynna i zmieniająca się tak samo, jak zmienia się życie. Kiedyś myślałam, że szczęście to zrobienie kariery, zawojowanie świata i zrobienie czegoś takiego, żeby butki spadły temu światu. Dziś szczęściem dla mnie jest rozpocząć dzień nieco później niż o piątej trzydzieści w sobotę i do tego z własnej woli, a nie na skutek wylądowania na mnie szesnastokilowego szczęścia w piżamce.

Szczęście to…

No właśnie, szesnastokilogramowe szczęście w piżamce to też szczęście i w sumie dobrze, że mnie przytłacza (szczęście mnie przytłacza, coś takiego, no, no), bo jest. Co prawda utrzymanie tego szczęścia kosztuje, a są miesiące, że trzeba wydać pięć stów na lekarstwa, ale w sumie szczęśliwe jest to, że ma się dla kogo te pięć stów wydawać.

Kiedyś myślałam, że szczęście to znalezienie pracy na miarę mojego – Ą, Ę, klękajcie narody – talentu i możliwości. Dzisiaj myślę, że szczęście to praca, która nie ograbia z mojej obecności rodziny, sytuacja, kiedy świat pracy i świat najbliższych nie są galaktykami na kursie kolizyjnym. Dziś myślę, że co prawda wybitnie wpieniające bywa asystowanie dziecku podczas robienia lekcji, ale jednocześnie szczęściem jest oglądać, jak ono te cholerne literki stawia.

Sęk w tym, widzicie, że jakby się tak uważniej dookoła porozglądać, to wyjdzie na to, że otacza nas naprawdę sporo szczęścia. I właściwie rzadko kiedy to, co nas otacza, za szczęście uznajemy. Przyzwyczajamy się do tego jak bogacz do widoku swojej rezydencji i zamiast cieszyć się z boskiej hawiry, utyskujemy na konieczność koszenia wielkiego trawnika.

Typowy przykład szczęścia grupowego 🙂

Konkurs, konkurs, konkurs!

Pomyślałam więc sobie, że gadanie o szczęściu to świetna okazja do zorganizowania małego konkursu. Ot, konkursiku wręcz, w którym nagrodą będzie coś, co codziennemu szczęściu zacnie przysłużyć się może. Codziennej kawce na przykład. Albo – idźmy na całość – herbatce laktacyjnej, a co. Miło więc byłoby, pomyślałam, siorbać poranną kawkę, kiwając nóżką (bo przecież SIEDZIMY w domu z dzieckiem, prawda?) z takiego oto kubeczka:

kubekZawierającego takie oto, ekhm, ostrzeżenie 😉

kubek2Nie znacie dnia ani godziny, he he.

Kubeczki takie mam trzy. One są nagrodą w konkursie.

Co trzeba zrobić?

Zrobić trzeba nieco inaczej niż zwykle, bo będzie to konkurs fotograficzny, a polem do popisu będzie Instagram. Na Instagramie zamieszczacie zdjęcie będące rozwinięciem zdania „Szczęście to…” Inaczej mówiąc zdjęcie ilustrujące, co dla was oznacza szczęście, w czym to szczęście na co dzień dostrzegacie. Macie wolną rękę, a sama fotka wcale nie musi być rodzinna. Ma powiedzieć, co dla was jest szczęściem mniejszym lub większym.

Zdjęcie trzeba otagować #dzieciowo_konkurs, bo inaczej go nie znajdę. Konkurs zaczyna się dzisiaj z chwilą opublikowania tej notki, a kończy w niedzielę 08.11.2015 o godz. 23.59. Z fotek zamieszczonych w tym przedziale czasowym i otagowanych #dzieciowo_konkurs wybiorę trzy, których autorzy (autorki) otrzymają kubeczki ostrzegawcze 😉 Zwycięzcy zostaną przeze mnie powiadomieni poprzez Instagram właśnie, dlatego bądźmy w tzw. intaczu. Tu znajdziecie regulamin konkursu.

Będzie mi bardzo miło, jeśli mój profil instagramowy dodacie do obserwowanych. Co prawda nie zamieszczam zdjęć stóp, a jaram się miejską przestrzenią, ale nieskromnie uważam, że fotki są już na niezłym poziomie, a poza tym warto obserwować tych, których obserwuję ja. Oni robią zdjęcia świetne 🙂

Proste? Proste. To co? Trzy, dwa, jeden i ruszyli!

5 KOMENTARZE

  1. Zamiast robić zdjęcie dokonałam przeglądu sytuacji potencjalnie wywołujących największe szczęście w ludziach… Pierwsze, co mi przyszło do głowy to ślub;) Skoncentrowałam się na wspomnieniach (dawnoooo to było) i… dominującym wspomnieniem z tego dnia są… uwierające rękawy sukni ślubnej (którą dostałam w prezencie i bez najmniejszych poprawek założyłam do ślubu), rękawy były długie i wąskie, za nic nie dały się podciągnąć, a w sali panował wściekły gorąc, każdy ruch rękami był bolesny i z największą ulgą po 24.00 przebrałam się w coś innego;) A więc ślub odpada. To może dzieci, tak, to będzie to:) Pierwszy poród, znowu zagłębiam się we wspomnieniach i … znowu nie mogę przypomnieć sobie tego obezwładniającego szczęścia – raczej ogromna ulga, że te koszmarne bóle się zakończyły;) To może drugi poród? Tym razem obyło się całkowicie bez bólu, zaordynowano cesarkę… którą pani doktor konkursowo spitoliła i niewiele brakowało, a pożegnałabym się z tym światem, więc znowu z wszechogarniającego szczęścia nici, czułam pewną ulgę, że żyję…
    Cały powyższy proces myślowy przerobiłam leżąc w łóżku około godziny 6 rano, z lewej pomrukiwał i grzał mnie kot, z prawej uwierały mnie zarzucone na mój bok nogi zwieńczone stópkami numer 23,5 i dotarło do mnie, że to jest właśnie czyste szczęście:))) Zdjęcia nie będzie, ciemno było;) i nie miałam szans na sięgnięcie po aparat:))

  2. Wlasnie problem jest w tym, ze momentow szczescia nie zawsze da sie sfocic, chyba ze zapchamy ten instagram zdjeciami dzieci, bo rodzic szybko sobie uswiadamia, ze szczesliwy jest jesli dzieci sa i ze sa zdrowe i ze udalo mu sie zaspokoic ich roznorodne potrzeby. Wlasnemu szczesciu stawiamy coraz mniejsze wymagania. Gdybym miala konto na instagramie,moglabym np wrzucic zdjecie telewizora i tableta , bo to daje chwile spokoju rano i mozna bez mlodocianej asysty pojsc do lazienki :))

  3. szczęście to jest ta piękna chwila, kiedy, mimo niedoskonałości i braków, nie zamieniłbyś się na życie z nikim innym…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here