To nie jest tak, że dziecię wyskakuje z pieluch, a my odkorkowujemy szampana, bo widzimy korzyść podwójną – brak konieczności sponsorowania producentów pieluch i brak konieczności sponsorowania producentów chusteczek nawilżanych. Prawda jest taka, że przez pewien czas rujnujemy się jeszcze na jedno i drugie. Rodzic przy odpieluchowaniu oczekuje – niczym klient w agencji reklamowej – efektu WOW. Nie będzie efektu WOW. To ewolucja.

Chusteczki nawilżane zostają więc z nami na długo, długo, długo. Pieluchy już całkiem skrył niepamięci cud, a chusteczki nadal nam towarzyszą. Przychodzi jednak etap starszaka, który nie tylko nie korzysta z nocnika, ale nawet nakładkę na toaletę traktuje jako gadżet dla cieniasów. Po pierwsze ON SAM, po drugie „ty sobie idź, mamo”. Taki starszak czasami potrzebuje wsparcia ze strony najnowszych osiągnięć higienicznych, zanim opanuje obsługę, ekhm, papieru toaletowego z gatunku klasycznej klasyki.

Starszakowi bardzo przydadzą się chusteczki nawilżane, których może sam się pozbyć (bo on sam, pamiętajmy), a nie będzie latał z nimi do kubła na śmieci. Potrzebne są mu takie, które można spłukać w toalecie. No i właśnie takie kupiłam. To Alouette, które dostałam w Rossmannie.

alouette

Gwoli ścisłości jest to tak naprawdę nawilżany papier toaletowy, ale wygląda jak chusteczki, pakowany jest jak chusteczki, występuje w ilości chusteczkowej i zapewne nie odpadłyby nam ręce czy paszcza, gdybyśmy jedno i drugie tymi chusteczkami wytarli.

Czy to dobra rzecz? Powiem tak: dla mnie to odkrycie sezonu ze względu właśnie na możliwość spłukiwania w toalecie. Oczywiście bez przesady, wrzucenie połowy opakowania zaskutkuje zapewne dokumentnym zatkaniem rury (odważni niech sobie wizualizują 😉 ). Trzy chusteczki ratują jednak rzyć i życie, a spłukanie ich nie grozi tym, co sobie odważni wizualizowali 😉

alouette2

To nie jest oczywiście nowość na rynku, od bardzo dawna podobny produkt ma Nivea (chusteczki Toddies), Alouette są jednak połowę tańsze, a to istotna rzecz. Szczególnej różnicy jakościowej między jednymi a drugimi nie widzę, a cena robi swoje.

Chusteczki Toddies – dzień dobroci dla kibelka

Jakieś wady? Zapach. Rany boskie. Zapach jest tak intensywny, że po otworzeniu opakowania więdną ze wstydu wszystkie odświeżacze powietrza w promieniu kilometra. Po co się rujnowałam na jakieś spraye czy inne żele. Wystarczy otworzyć papier nawilżany Alouette i mamy z głowy.

Czy będę kupować? Na pewno tak. Kupuję też zwyczajne chusteczki nawilżane, bo przydają się do rąk, paszczy, przydają się do wielu innych rzeczy (na przykład do zmywania makijażu, a co), ale dane opakowanie schodzi znacznie wolniej niż w okresie pieluchowym (rzecz oczywista). Chusteczki stricte toaletowe są nam jednak potrzebne. Polecam tym, którzy przymkną oko i nos na zapach.

14 KOMENTARZE

  1. Swojemu maluchowi i nie tylko kupuję tej marki, ale wersję dla dorosłych w żółtym opakowaniu – zapach mają dyskretny jak na mój nos.

  2. Biedra tez ma swoje, nawet velvet dwa rodzaje: zwykle i junior, ale nie jestem pewna czy na tych velveta nie jest napisane ze dzioba nie czyścić…
    Tak czy inaczej mamy, uzywamy, rożnych producentów, genialny wynalazek, duzo lepiej i delikatniej oczyszcza pewne okolice szczegolnie po „dwojeczce” 😉

  3. Aj, powiem wam że te z Biedry o niebo lepsze były, rossmannowskie Alouette często darły mi się przy wyjmowaniu z paczki, szczególnie jak paczka pełna jeszcze była, a te biedronkowe o wiele mocniejsze były. Były, bo od jakiegoś czasu za cholerę w mojej lokalnej Biedrze znaleźć ich nie mogę.

  4. Chyba muszę „spróbować”, bo własnie wkurza mnie to, że chusteczek nawilżanych nie można do kibelka wrzucać i kosz na śmieci mocno pachnie:( Najbliżej mam Biedrone:)

  5. Kiedyś miałam te rossmanowskie, ale się strasznie rwały i odpuściłam temat jako shit. Krusz namawiałaś, namawiałaś i namówiłaś mnie 🙂