Od MIEĆ przez BYĆ po BYĆ i MIEĆ, czyli o tym, jak znaleźć równowagę i cieszyć się życiem

8
1113

Tak, tak, to bardzo na czasie jest załamać rączki nad galopującym konsumpcjonizmem. To takie bardzo poprawne politycznie jest i oczekiwane, by w zastępstwie Opatrzności (która jakoś się nie garnie) ciskać gromy z jasnego nieba na tych, którzy z ogniem w oczach taszczą do kasy nowy telewizor. To na czasie jest i to słuszne jest. Słuszne i zbawienne. Tak, bez cienia ironii to piszę. Konsumpcjonizm jest faktem i już od dłuższego czasu społeczeństwo funkcjonuje według jego prawideł. Czym się to objawia?

Ach, och. Wiecie, kiedy jest największy problem ze znalezieniem miejsca do parkowania przed marketem budowlanym, wnętrzarskim czy galerią handlową po prostu? Jasne, że wiecie. W niedzielę. We Wrocławiu, w którym mieszkam, powstało ostatnio kilka nowych galerii handlowych, kilka innych jest w trakcie budowy i wyobraźcie sobie, że przed wszystkimi są nabite do granic możliwości parkingi. Widać jest popyt. Prawda jest taka, drodzy rodacy, że kupujemy dużo i głupio. Bardzo dużo i bardzo głupio.

Spora część Polaków żyje ponad stan, nie tylko nie odkładając żadnych zaskórniaków (“Ale z czego mam odłożyć? Przecież za mało zarabiam!”), ale kredytując się po same uszy, co w konsekwencji daje pięknie dopasowaną do szyi pętlę kredytową. Moje doświadczenie życiowo-zawodowe mówi mi, że w większości można byłoby tych kredytów uniknąć, gdyby tylko człowiek się zatrzymał i zdroworozsądkowo przyjrzał swoim potrzebom. Myślicie, że chodzi tylko o ludzi o niskich dochodach? Ależ skąd! Przekredytowani bardzo często są ludzie bogaci, którzy dużo zarabiają, ale też bardzo dużo wydają, nie odkładając nic i podejmując kolejne pożyczki, bo przecież mają dochody i zdolność kredytową w związku z tym.

Ten i ów to widzi, zastanawia się i dochodzi do wniosku, że kupowanie jest złe. Złe po całości. Najlepiej nie mieć nic, a jeśli już osiągnięcie “NIC” jest w naszej rzeczywistości niemożliwe, to zbliżmy się jak najbardziej do nicościowego ideału. Dość głośny był ostatnio trend niekupowania, niewydawania, życia za absolutne minimum nie z konieczności ekonomicznej, ale dla idei. Czy to dobry kierunek? Nie.

Każda skrajność jest niekorzystna. W statystyce dane graniczne się odrzuca. Zarówno życie ponad stan, jak i życie za absolutne minimum w obawie przed opętaniem przez demona konsumpcjonizmu (“Niech nieświadomy motłoch sobie kupuje, my jesteśmy inni, lepsi”) jest tak samo drogą donikąd. Nie widzę powodu, dla którego miałabym się nie cieszyć ze zdobyczy cywilizacyjnych i osiągnięć technicznych. Wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko z tego mądrze korzystać. Mądrze – słowo klucz. Złoty środek – o to w tym wszystkim chodzi.

Mieć czy być? Można to połączyć! Na zdjęciu w roli książek wystąpiła moja kolekcja Pratchetta :)
Mieć czy być? Można to połączyć! Na zdjęciu w roli książek wystąpiła moja kolekcja Pratchetta 🙂

Dążę do tego, by wam powiedzieć, że najdojrzalszą postawą jest świadomość ponoszonych kosztów, kontrola wydatków, prześwietlanie potrzeb, oszczędzanie, czerpanie z tego wszystkiego profitów, czyli po prostu złotośrodkowe łączenie MIEĆ i BYĆ. MIEĆ jest dobre i BYĆ jest dobre. Sęk w tym, żeby – jak ying i yang – obie postawy były w równowadze. Stać nas na to.

Teoria teorią, a jak to wygląda w praktyce? Kupiłam ostatnio ekspres do kawy, kosztował trochę ponad 2000 zł. Opcja MIEĆ zawołałaby: “Co? Jak już kupujesz i masz na to kasę, trzeba było brać taki za cztery tysiące i mieć miliard opcji do wykorzystania, nie wiadomo, kiedy mogą ci się przydać”. Opcja BYĆ załamałaby ręce: “Chyba zwariowałaś, kobieto! A na co ci ekspres do kawy?! Za dwa tysiące?! To już nie da się parzyć kawy w kafetierce za 70 zł? A w ogóle po co ci kawa? Pij zdrową wodę, jeszcze taniej!”

A ja jestem po środku. Kupiłam ekspres do kawy za zaoszczędzone na ten cel pieniądze. Nie wypstrykałam się z zaskórniaków do zera, o nie. Odkładałam na ten sprzęt i wreszcie go kupiłam. Oszczędności są bowiem po to, by je odpowiednio wykorzystać. Nie ma sensu odkładanie dla samego odkładania. Pieniądze nie istnieją dla pieniędzy, istnieją dla ludzi (zwróćcie uwagę na kolejność: pieniądze dla człowieka, nie człowiek dla pieniędzy). Pisząc te słowa piję więc sobie pyszną, mocną kawę, taką jak lubię, i cieszę się tym, że mam taką możliwość. Zapracowałam na nią. Warto było.

Patronat nad całym cyklem oszczędnościowym sprawuje BGŻ Optima. I dobrze. Mają naprawdę dobrą ofertę oszczędnościową. Koniecznie przeczytajcie raportPolak Oszczędny 2016„. Można się bardzo ciekawych rzeczy dowiedzieć!

8 KOMENTARZE

  1. co do kredytów to mam jedną zasadę: jedynym kredytem jaki wezmę będzie kredyt hipoteczny. Na resztę odkładam. takie życie 😉 nie stać mnie na kredyt 🙂

    • Właśnie. Ludzie często zapominają, że jeśli wezmą kredyt, to trzeba określoną kwotę w budżecie zarezerwować na spłatę raty. Jestem zdania, że wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba prowadzić rozsądną politykę potrzeb, no i budżet musi się spinać 🙂 A przy kredycie hipotecznym trzeba mieć zabezpieczenie w postaci poduszki finansowej. I ja tak mam. Ileś tam pieniędzy jest odłożonych i ich się nie rusza. Bo wszystko może się zdarzyć.

  2. To sie wpraszam na pyszna kawe na pieknym balkonie w nowej chalupie. Jesli bede w poblizu. Uspokajam: niepredko, zadne znaki na niebie i ziemi na to na razie nie wskazuja. A i Pratchet moze nam dotrzymac towarzystwa, oczywiscie, niestety, tylko pod postacia swoich utworow.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here